Imperium

Behemoth`s Lair

I już po...

Permalink

Właśnie przyjechałam do domu (dzięki wspaniałemu Mosquitowi, który podwiózł mnie prosto pod drzwi :) i już żałuję, że byłam na Konwencie tak krótko. Poznałam wielu niesamowitych ludzi (w końcu w szczytowym momencie było nas ilu? 75?) i naprawdę bardzo dobrze się bawiłam (szkoda tylko, że nie udało mi się dotrwać do końca żadnej z partii Magii i Miecza). Bardzo dziękuję KOK-owi za ten wspaniały Konwent, a obecnym tam ludziom za świetną zabawę. Niestety czasu nie było wiele, więc nie było możliwości porozmawiania ze wszystkimi, ale mam nadzieję, że te straty odrobimy za rok :)!

I czekam na wieści dotyczące zdjęć :).


Permalink

I ja już w domciu, również dzięki Mosqitowi :)
Te pięć dni nie zawiodły moich oczekiwań, a nawet je przewyższyły. Trochę brak słów, żeby opisać klimat panujący na zlocie. Heh, już zapomniałem jak to jest wybierać z pomiędzy różnorodnych możliwych rozrywek czy też po prostu łączyć je wszystkie po trochu w jedną przyjemną całość :)

Nie ma to jak odnowić znajomości z ludźmi, których nie widziało się kilkanaście miesięcy. Cieszę się też, że miałem okazję poznać wielu interesujących ludzi z którymi do tej pory miałem styczność jedynie poprzez sieć. Wspomnę tutaj o (kolejność przypadkowa): Hellburnie, Bubeuszu, Ilnessie, Arvilli, Aryene, Logosie z którymi spędziłem naprawdę interesujące momenty konwentu. Jednak mam w pamięci również tych, którzy nie mogli się pojawić między nami jak Nami i Zagubiony, ale na pewno jeszcze będzie okazja do spotkania :)

Turniej Areny również pochłonął mnie bez reszty. Mnie osobiście udało się powtórzyć sukces z przed 2 lat czyli dojście do ćwierćfinału, w którym musiałem ustąpić pola późniejszemu zwycięzcy - Black Mosesowi :) Sam finał w spichlerzu oglądany w towarzystwie kilku dziesiątek fanów był również dla mnie przeżyciem. Interesująca obsługa (:DD) jak i 140 napojów zamówionych przez naszego Admirała dosłownie zwaliło mnie z nóg ;)
Obiecałem sobie również, że wspomnę o kilku kwestiach które sprawiły, że ze śmiechu mało się nie udusiłem, chociaż nie sposób wyobrazić sobie ich efektu nie znając kontekstu :)
"Życie mi się komplikuje" - Denadareth
"Bo w życiu to trzeba mieć cel" - Tarnum
"Poziom * sięga mi do oczu" - Admirał

I nareszcie chciałbym podziękować naszemu KOKowi za zorganizowanie tak wspaniałej imprezy, która po raz kolejny zostawiła w mojej pamięci jak najlepsze wspomnienia :) Do zobaczenia za rok! :D

ps. Strasznie mi żal, że nie ze wszystkimi zdążyłem wymienić pożegnalny uścisk dłoni.


Permalink

Cóż, błagania starczyły wyłącznie na jakieś... pół dnia (od 11.30 do 19.30), ale warto było. W ciągu marnych ośmiu godzin poznałem wiele bardzo ciekawych osób (i tu wymienię Levy'ego, Inghama, Dagona, Hexe, Greenmana, Mosqita, Iydusa, MiBa i Samuela - pewnie okimś zapomniałem...) i spędziłem czas... hmmm... Właściwie, to było najlepsze osiem godzin, jakie spędziłem w tym roku kalendarzowym.
Tak samo jak Dagonowi utkwiły mi w pamięci niektóre teksty :] Pozwolicie, że przytoczę?
- to chyba norkę musisz sobie wykopać... - słówko wyjaśnienia. Powiedziałem to, gdy Ingham postanowił się położyć, by "zejść do swojego poziomu".
- Hej, MiB! Która to dzewica, a która księżniczka? - Magia i Miecz :P
Ingham śmiał się nieprzerwanie od dwóch, może trzech minut.
- Ingi, z czego się śmiejesz?
- nie przerywając śmiechu Właściwie to nie wiem.

Hexe

(szkoda tylko, że nie udało mi się dotrwać do końca żadnej z partii Magii i Miecza).

Ja też żałuję. We wszystkich sklepach internetowych nakład się wyczerpał :( Nic, tylko jechać do Levy'ego :)

Hexe

I czekam na wieści dotyczące zdjęć :).

Dołączam się. :]


Liczba modyfikacji: 2, Ostatnio modyfikowany: 16.08.2009, Ostatnio modyfikował: Kameliasz

Permalink

Jako osoba, która miała zaszczyt pojawić się dopiero po raz pierwszy na Konwencie, czuję się zobowiązany napisać coś na kształt bynajmniej nie obiektywnej relacji tudzież sprawozdania, w którym podzielę się swoimi doświadczeniami, wrażeniami i uwagami. Usprawiedliwieniem na dosyć marną jakość tegoż tworu niech będzie fakt, że cała ostatnia noc minęła mi na grach w różne dziwne gry i rozmowach na różne dziwne tematy, zaś cały następny dzień tłukłem się pociągami do domu i padam na ryj (ale tym razem żaden peron mi się nigdzie nie zgubił i dotarłem jak najbardziej planowo :P ).

Ale zacznijmy od początku. Pierwszym, co mnie urzekło, kiedy dotarliśmy na miejsce, był klimat internatu - czyli zabita dechami rudera w zabitej dechami dziurze - to było cudowne :) Wokół łyse pola, nad głową rozgwieżdżone niebo, po bokach Jaskiniowcy...

Właśnie - Jaskiniowcy, czyli główna część programu, dla której przybyłem (bo wiele nie skłamię, jeśli powiem, że tylko oni i wspomnienia trzymają mnie w Jaskini - w Heroesy gram od wielkiego dzwonu, a fantastykę czytam jeszcze rzadziej).
Jaskiniowcy to cała banda maksymalnie przyjaznych, wesołych i otwartych ludzi, których nie da się nie lubić. Naturalnie nie było szans, by w te parę dni poznać wszystko i wszystkich w zadowalającym stopniu, ale cieszę się, że udało mi się chociaż liznąć tej ambrozji dla ducha ;d Bardzom rad zwłaszcza z poznania pewnego smoka i skopania mu części ciała, z której wyrasta ogon, zarówno w jungle speeda, jak i we wszystko inne, czego się tylko nie dotknąłem xP Do dzisiaj nie mogę pojąć, jakim cudem wygrywałem z nim w Magic the Gathering, skoro grałem w to pierwszy raz i byłem całkowitym noobem. Jedynym wyjaśnieniem wydaje się być "pier*olona gra losowa", koniec cytatu, oraz tak zwane "szczęście głupiego/nowicjusza*". * - niepotrzebne skreślić.

Miłym akcentem Konwentu były również nocne, "oberżane" rozmowy z Oberżystami, podczas których można było - w sposób zdecydowanie bardziej przyjemny niż stukanie na GG - ustalić coś konkretnego odnośnie przyszłości Oberży (oraz przy okazji obsmarować połowę Osadników, przy akompaniamencie urzekającego śmiechu Sulii :) ) Cieszę się, że udało się wygospodarować trochę czasu na te Ustalenia przez duże U, no ale wróćmy do atrakcji, które dotyczą wszystkich.

Ognisko - klimat nieziemski, kiełbaski pyszne (teraz wiem, że jak się dobrze naciągnie, to nie pęknie xD), choć przyznam, że brakowało mi paru rzeczy, a wśród nich: miejsca na posadzenie swych zacnych czterech liter, głuchej dziczy za plecami, gitary i śpiewów ;)
Turniej - to fantastyczne i niezapomniane przeżycie, w klimatycznym Spichlerzu razem ze wszystkimi uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu, kibicować Mamie Nuka i wygrać w zakładach parę groszy :) Brawo, Moses!

Reasumując: śmiechu co niemiara, wspaniałych wspomnień co niemiara i żalu, że to wszystko się tak szybko skończyło, też co niemiara. Miałem wrażenie, że wszystkie te dni zlewają się w jeden, a magia Konwentów tak mocno we mnie uderzyła, że kontakt za pośrednictwem komputera, który kiedyś był jedynym, teraz wydaje mi się bardzo sztywny, suchy, ograniczony, szary, niepełny i w ogóle blah. O ileż przyjemniej jest rozmawiać w pięknej drodze do Byczyny, w klimatycznej "Hetmańskiej", czy na kocu pod rozgwieżdżonym niebem.
Kiedy poznało się smak miodu, suchy chleb od razu wydaje się niestrawny. Myślę, że to naturalna kolej rzeczy, jeśli chodzi o społeczności internetowe:
1. Rejestracja z pobudek ideowych typu "Heroes"
2. Przeniesienie środka ciężkości z tego o czym się rozmawia na to, z kim się rozmawia
3. Spotkania w realu.

Bardzo dziękuję za ten fantastyczny czas Wam wszystkim, ze szczególnym uwzględnieniem Organizatorów, Weteranów i pokoju numer 9. Naprawdę cieszę się, że udało mi się zjawić, zaistnieć i być. Również przepraszam tych, z którymi nie pożegnałem się należycie, jednakowoż zdjęty litością postanowiłem Was nie budzić o tej barbarzyńskiej godzinie tylko po to, by powiedzieć: "to na razie" :)

PS A propo zdjęć, Hell nacykał całe stosy fotek, więc bez obaw, będzie się z czego śmiać na stare lata :) Z niecierpliwością czekamy na udostępnienie tych materiałów (dla wielu bez pardonu mogących być materiałami rozwodowymi, ale mniejsza o większe :) )


Permalink

O MAHADEVO!!!!

Tego co się działo i co przeżyłem nie da się w jednym poście opisać.

Zacznę od tego, że dojechaliśmy z Kucharem do domu szybko, bezpiecznie i bez większych przygód, ale tak bardzo żal do domu było wracać, że prawie, prawie gotowym wrócić jeszcze na jedną noc.

Na razie trochę ogólnie, bo ostatni mój konwent i kontakt z Jaskinią był kilka lat temu i słów napiszę jeszcze dużo i o Jaskinii i o Konwencie.

Bardzo miłe zaskoczenie po takiej przerwie z powrotem na Konwent. Przede wszystkim znowu spotkałem tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy przyjeżdżają na tą najlepszą imprezę w roku.

JESTEŚCIE WSPANIALI! WSZYSCY, KTÓRZY PRZYJEŻDŻACIE CHOĆBY NA CHWILĘ!

Bardzo, bardzo, bardzo żałuję i przepraszam, że opuściłem 3 konwenty z rzędu.

Na razie tyle, ale obiecuję, że będzie więcej ;).

Zdravim
Mr. Rabbit


Permalink

Będąc po raz pierwszy obawiałem się jak to będzie. Jednak przekonałem się i warto było. Poza tym, że wcześniej wróciłem do domu z powodu niemiłego wypadku i straciłem możliwość oglądnięcia finału w spichlerzu to podobało mi się.
Poznałem wielu ciekawych i miłych ludzi. Dziękuje KOK za zorganizowanie tak wspaniałego konwentu.
Teraz mogę powiedzieć, że za rok jeśli się dobrze ułoży to się zjawię.

PS: A mógłby mi ktoś podać zwycięzce? Ponieważ mnie nie było jak wcześniej wspomniałem.

Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Mondy

Permalink

Nie będę się rozpisywał, bo doskonale ujęli to moi poprzednicy.

Podobnie jak w przypadku Bubeusza był to mój pierwszy konwent. I przyznam, że na samym początku, gdy wsiadłem do pociągu miałem wątpliwości czy się tam odnajdę. Na szczęście wątpliwości te nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Super ludzie, super klimaty, super okolica i ogólnie super spędzony czas :P
Jedyne czego żałuję to tych nocny nie spędzonych przy mafii. Szkoda, że wcześniej tego nie spróbowałem. No, ale zawsze jest następny konwent ;)

PS Tak, będę głosił słowo Mahadevy.


Permalink

Miśki, byliście wspaniali! Jak zwykle zresztą :D Spędziłem fantastycznie czas, wszystko się jakoś na guziki i taśmę klejącą po dopinało, zapięliśmy Biedala, poupychaliśmy was mam wrażenie w miarę sensownie. Wielkie dzięki za wyrozumiałość odnośnie warunków noclegowych, za pozytywną reakcję na uciszanie i sprzątanie. Dzięki ogromnemu zastrzykowi pozytywnej energii który sobie nawzajem serwujemy mamy siłę organizować kolejne konwenty. Wielkiej Joł dla wszystkich, szafa gra i chrześcijanin tańczy :]

P.S. I dzięki za żywiołaka :D


Permalink

Witam

Po początkowych obawach muszę powiedzieć, że było świetnie. Trochę inaczej niż w latach poprzednich, ale wciąż z tą samą niechęcią wracałem do domu :(

W tym momencie tyle - może jeszcze coś skrobnę później ;-)

Pozdrawiam

p.s. zrobiliście około 3 GB (50% Sevorn :P) zdjęć i ponad 1.5 GB filmów (95% z tego Hellburn :P). Wrzucenie tego zajmie mi kilka dni, więc musicie uzbroić się w cierpliwość (zwłaszcza, że filmy chciałbym przekonwertować) ;-)


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: MiB

Permalink

Hiho

Nie myliłem się twierdząc, że czas najwyższy zjawić się na Konwencie! Naprawdę rewelacyjnie jest poznać ludzi z którymi przez tyle lat współpracowało się przy rozwoju Jaskini. Zupełnie zmieniłem swoje wyobrażenia o niektórych z Was, w przypadku innych wszystko się potwierdziło. Zupełnie inaczej będzie się teraz z Wami pisać - nie tak bezimiennie. Co do podróży - wszystko przebiegło gładko, wraz z Hubertusem i Infero przebyliśmy naszą drogę w naprawdę niezłym czasie dyskutując w trakcie jazdy o konwentowych przeżyciach. Będę wspaniale wspominał 'zręczną ciszę', spacery po bieżni, ognisko, wypady do mordowni i innych lokali, rozmowy w łazience itd. itp. Zdecydowanie da się to wszystko zrozumieć dopiero po wizycie na Konwencie. Nauczyłem się grać w Grę o Tron, Prawo Dżungli i inne, rozegrałem partyjkę w H5 wraz z Sandrem i Faramirem, dostałem bęcki od Logosa w H3. Ciężko wszystko tu opisać - wszyscy wiecie sami co się działo, a kto nie był ma faktycznie powody do smutku. Powstrzymam się od pozdrawiania wedle imion - musiałby wypisać Was wszystkich. Cieszę się poza tym z postanowień dotyczących Oberży do której gorąco zapraszam. Do zobaczenia za rok - a najlepiej wcześniej, w miarę możliwości!

I nie ma to jak natchnienie do częstszych wizyt w Jaskini :)


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Ilness

Permalink

Siostra Kolegi (a teraz to właściwie Siostra Mistrza Kolegi) melduje, że też już dotarła do domu, jakieś dwa Żubry temu dotarła :]. Życie na Konwencie to trochę inny, lepszy wymiar o czym miałam okazję się przekonać już ostatnio, a dowodem na to że i w tym roku nie było wcale gorzej, może być chociażby ten moment, kiedy to podszedł do mnie w pewnym momencie Van i spytał: a który my w ogóle mamy rok? 2010?*

Czas płynie w Byczynie inaczej i tak było i w tym roku - o 5 rano na korytarzu co niektórzy widzieli Nicka Cave'a, o 6 rano można było jeszcze spotkać resztki niestrudzonych konwentowiczów na bieżni, a o 9 już rozkładano pierwsze kocyki. Zawsze mnie to zachwyca, choć trudno się teraz przestawić na normalny rytm dobowy, oj trudno.

Dziękuje wszystkim (szczególnie zaś towarzyszom łazienkowych i nie tylko imprez, i tym którzy użyczali mi miejsc noclegowych w swoich pokojach) i do zobaczenia za rok, choć z niektórymi Jaskiniowcami pewnie uda mi się jeszcze spotkać gdzieś po drodze. Niestety już w innych niż Byczyna miejscach.

:(

*to i tak było proste pytanie w porównaniu do tego, które nurtowało Sandra (Siostro Kolegi, a gdybyś pojechała do Uzbekistanu to jaką pamiątke byś mi przywiozła?)

Był totalny chill out. I o to chodziło!

Liczba modyfikacji: 4, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Siostra Kolegi

Permalink

Nie ma się co rozpisywać, Byczyna to magiczne miejsce i magiczny czas. Dziękuję wszystkim, jesteście super! :) No i wielkie brawa dla KOKu oczywiście.

Trudno teraz wrócić do rzeczywistości.

Ps. Specjalne podziękowania dla LEVego za podwiezienie pod sam dom :)


Permalink

Jakoś tak ciężko się przestawić, że to już po Konwencie :(
Nie napiszę że: było super, świetnie się wszyscy bawili, KOK się spisał na medal, turniej był fascynujący ( o finale w Spichlerzu nie wspomnę ) bo tak jest ZAWSZE! Nie przychodzą mi do głowy słowa, które w pełni odzwierciedlą to co chciałabym napisać. Po prostu tam trzeba być!!!

Permalink

Witam wszystkich ponownie =) Tym razem wirtualnie :P Dziękuję za dostarczenie niezapomnianych chwil. Wszyscy jesteście na prawdę wspaniali. Mam nadzieję, że za rok znów do Was dołączę, tylko na "legalu" jako członek Jaskinia Behemota :D Zarejestrowałem się zaraz po tym jak wpadłem do domu, niestety nie mogłem od razu napisać na forum. Na szczęście dziś jest już wszystko w porządku.

Pozdrawiam gorąco i do usłyszenia!

Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Sulia

Permalink

Jak zawsze było bardzo miło, zabawnie, czasem reflexyjnie, czas minął zdecydowanie za szybko.
Atmosfera niezwykła, groteskowa, śmieszna, magiczna, głównie dzięki współmieszkańcom pokoju nr 10 który dzielili ze mną Qui, Sandro i Far.

No ale zacznijmy od początku...

Na konwent wybrałem się przez Łódź gdzie przesiadłem się do samochodu Ilnessa i wspólnie wyruszyliśmy w stronę Byczyny. Ja robiłem za GPS i na szczęście dotarliśmy na miejsce bez niespodzianek i nieprzewidzianych zdarzeń. Co najważniejsze byliśmy pierwsi na terenie konwentu, nawet przed KOKiem :)

Najpierw przybył Isli ze Śliffką i Sevem potem dołączyło jeszcze kilka osób i zaczęła się zabawa. Trudno opisać wszystko ze szczegółami, jak napisała Siostra Mistrza Kolegi życie w Byczynie płynie innym rytmem, odrywajacym od codzienności i pozwalającym naładować akumulatory na cały rok.

Nauczyłem się grać w końcu w Gre o Tron, poćwiczyłem w Jungle Speeda, pograłem w tysiąca (dzięki Arvi i Kucharze) oraz przypomniałem sobie makao (tu z Ilnessem i Logosem) oraz odbyłem niezliczoną ilość mniej i bardziej poważnych rozmów ze sporą częścią z Was.
Były kółka na bieżni, rozmowy w pokojach, w łazience, na korytarzu... schizowe tematy u Hoodów, było cudownie, dzięki i do zobaczenia za rok!


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Hubertus

Permalink

Nie będę za dużo smęcił bo było nie-sa-mo-wicie!! A więc z na pierwszy ogień idzie Lipo ze swoim kawałem o bułce opowiadanym w Mordowni buhahaha... Na drugi ogień idzie Samuel, który przeżył Konwent za 2zł ;P Pochwale się, że zostałem pierwszą ofiarą Razera w turnieju h3 a zaraz pomnie Samuel, Igham i Wojrad. Jako małą ciekawostke podam, że BH reprezentowane prze Wawrzyńca oraz Lecha zostało zmiecione z powierzchni ziemi przez JB reprezontowaną przez niejakiego Mosqita oraz Hellburna w Wormsy 0:2 sasasa...]:> Powrót z finału ze spichlerza z pałami w tle też warty wspomnienia.

Byczyna magiczne miejsce zarówno w dzien jak i w nocy ze swoim białym od gwiazd niebem. Przejeżdzałem przez nią już w lipcu jadąc nad morze i z powrotem i już wtedy nie mogłem się dozekać naszego spotkania, zwłaszcza że czekałem 2 lata o_0 Super że pogoda dopisała. Levy dzięki, że zabrałeś Talisman bo odkurze moją MiM.

Chociaż nie pisze za dużo na forum i może nie grywam też już tyle w heroesy co kiedys ale to co mnie przyciąga nadal do Jaskini jest myśl, że znów za rok w sierpniu spotkamy się w Byczynie przeżyć razem tych kilka zaj...stych dni.

Wszystkim wam dziękuje.

PS: Hell - pracuj nad areną do h2 - pogramy znów


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2009, Ostatnio modyfikował: Mosqit

Permalink

Zdjęcia

I tyle co chciałem powiedzieć :-)

Pozdrawiam


Permalink

Mój drugi Konwent. Na pierwszy jechałam z zapasem książek, miałam nadrabiać lekturę, na drugi jakoś całkiem inaczej kompletowałam plecak ;) Tęskniłam za tym miejscem i liczyłam dni … było warto. Dziękuję Wam za ten czas, a w głowie zostaną cisza Polanowic rankiem, ważne rozmowy na trzecim schodku, spacery po bieżni i … dziesiątki innych rzeczy, oczywiście za świętą cierpliwość Isliemu, który nie tupał nogą choćby na ranną pobudkę :) Bilans zdecydowanie dodatni – w końcu troszkę rodzinę powiększyłam, więc dla synka Samuela zostawię pozdrowionka, a synka Nuka zacznę urabiać, żeby mnie w przyszłym roku ze sobą zabrał :) Uciekaliśmy bladym świtem, więc tu Wszystkim zostawiam " Do zobaczenia" za rok :)

Permalink

Wróciłam żywa (choć ledwo ledwo), i choć miałam iść właśnie spać, nagle mi się odechciało, więc równie dobrze mogę coś tutaj skrobnąć (A do tego mam wymówkę na wszelki możliwy bełkot, że przecież jest późno, a ja zmęczona, same plusy :>).

Więc przede wszystkim należą sie podziękowania dla KOKu za to, że dają z siebie wszystko, abyśmy mogli raz do roku cieszyć się Konwentem. Nigdy nie przestajecie mnie zadziwiać :D

Cieszę się bardzo, że przyjechałam, choć po dwóch miesiącach poza domem naprawdę niewiele mi brakowało, żeby powiedzieć "ah, diabli to, nie mam siły". Wyszłam jednak z założenia, że będzie warto i nastawienie zmieni się w momencie, gdy zawitam do Byczyny i się nie zawiodłam :)

Co prawda Konwent w tym roku wydawał mi się bardziej leniwy i mniej "napakowany", i nie mam tu na myśli atrakcji trzech oficjalnych dni, ale również i przedkonwencie. Przypuszczam, że zeszłoroczna 5ta rocznica odbila się w tym roku rzucając coś takiego dla równowagi. Niemniej jednak, nie znaczy to, że mi się nie podobało :D

Podejmę teraz ten ryzykowny gest i spróbuję wymienić i podziękowac poszczególnym osobom za psozczególne rzeczy, jednak, jak powiedziałam, jest to ryzykowne - mogę o kimś zapomnieć. Jeśli się zdarzy to wybaczcie D:

Więc, hm, spróbuję w jakimś porządku chronologicznym (albo skojarzeniowym). Z emfazją na słowo "jakimś":

- Aerilien, za mile spędzony czas w pociągu Warszawa-Czwa, dzielenie pokoju, wspólne narzekanie na głośnych współlokatorów, skrzeczące łóżka, mafię i inne takie :) Za podróż powrotną i użyczenie kawałka kolan jak poległam w pociągu.
- Zalewowi i Ali za wspólną podróż Czestochowa-Polanowice. Bałam się, że zginiemy gdzieś w rowie, ale tu na szczęście moje oczekiwania się nie sprawdziły :)
- Denowi, za współlokatorowanie, miłe rozmowy i ogólnie... denowatość jako taką.
- Quiemu, za wafle, dziwne rozmowy, hurr, nocny spacer za Rosomakiem i ogólnie sporo spędzonego razem czasu w 10ce :)
- Faramirowi, za Holy Mountain... Te kotki... D:
- Hubiemu i Acidowi, za tenże spacer, więcej spędzonego czasu w 10tce, zdjęcia, rozmowy, ogólnie pojęty mile spędzony czas.
- Acidowi i Denowi za to, że dali się nauczyć grac w Kanastę na zasadach AB (Ar-Bub).
- Rabiemu, za powyższy spacer, za masę śmiechu jaką nam dał, za edukację na temat bisekcji (dzięki bogom nie pomyślał żeby przywieźć nam wydrukowane zdjęcia czy coś), za epicki pojedynek z Quim podczas gry w Jungle Speeda.
- Gnomowi za bycie na antybiotyku i podwożenie leni wszelakiej maści do Byczyny, za wspólne obiady, nutellę, mafię, etc, etc, etc. I za podróż powrotną, w której ewidentnie, potwiedzamy i Ae i ja, znalazł tunel czasoprzestenny, i dowiózł nas do Częstochowy w jakieś pół godziny.
- Eniowi, za jego wiecznie ciekawe i nowe anegdotki i ciekawostki :D
- MiBowi, za męczenie się z kotkiem Mario i przejście gry (wtedy ja już nie musiałam :>)
- Ilnessowi, że w końcu ruszył się na Konwent i udało mi się spotkać mojego osadowego męża.
- Mollachowi, za uratowanie damy w opresji i wyniesienie ciem z pokoju w środku nocy, po tym jak spędziłam 15 minut, siedząc na łóżku i gapiąc sie na nie, by mieć pewność, że do mnie nie przylecą.
- Dziadkowi za miskę :D
- Bubeuszowi i Hellburnowi, że w końcu wpadli, a do tego zapewnili mi ćwiczenia równowagi, gdy w środku nocy po parę razy zaliczałam slalom do łóżka. I za Jungle Speeda i ogólną gotowość do wszelakich rozrywek :)
- Wawrzynowi za Casserole.
- Ogólnie pojętej ekipie Mafiozów. Wiecie, jak uwielbiam tę grę, dzięki Wam wszystkim za to, że Wy też :D Tutaj wymienię Wojrada, Lecha, Predrixa i Gnoma, którzy dzielnie ową mafię nam prowadzili, a także Irydusa, który jeszcze dzielniej stanął na posterunku za Wojrada ostatniej nocy, mimo, że w pewnym momencie zaległ nam w kręgu. Ogólnie zauważyłam, że ludzie lubili nam tam padać, nawet nie próbując grać. Pozdrowienia dla Tarbanda :D No i Sandro, za to, że dał się tak ładnie ograć >:)
- Isliemu, za zaufanie dla nas i udostępnienie nam świetlicy pomimo obecności głośników.
- Sandro i Irydusowi, za dotrzymanie Ae i mi towrzystwa ostatniej nocy i ranka (mimo, że padali na twarz i powtarzali, że idą spać już na parę godzin przed).

Ogólnie wszystkim Konwentowiczom za ich wieczny uśmiech, cudowną atmosferę, mniejsze i większe rozmowy, spędzony razem czas. Napewno o kimś zapomniałam, z resztą pewnie mi się przypomni więc wtedy po prostu zedytuje posta :) Ale nic to, senność wróciła znowu, więc idę spać. W końcu nic mi nie będzie bzyczeć nad uchem i wyskakiwać na mnie zza łóżka (pozdrowienia dla muszej brygady i ciem. Zastanawiam się kto zjadł pająki, bo w zeszłym roku, o ile pamiętam, była tam większa równowaga. Nie żebym narzekała, jak doszłyśmy z Ae do wniosku, tłusta ćma/mucha > tłusty pająk).

Kurczę, ludziska, będę za Wami tęsknić. Ja chcę zlooooooooot! xD


Liczba modyfikacji: 2, Ostatnio modyfikowany: 18.08.2009, Ostatnio modyfikował: Aryene

Permalink

:)

Coś czuję, że się powtórzę. Dziękuję za cudownie spędzony czas, a także za spotkanie tylu wspaniałych ludzi. Atmosfera na konwencie była niesamowita :)

Chciałabym jeszcze gorąco pozdrowić Rabicana ;p I mam nadzieję, że do zobaczenia za rok.