Gorące Dysputy

Słowo pisane - literatura - "Schematyczność książek"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Słowo pisane - literatura > Schematyczność książek
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Grodmar

Grodmar

2.04.2015
Post ID: 79851

Witam. Na wstępie chciałbym powiedzieć: na sto a nawet dwieście procent to, że dostałem uprawnienia moderatora przy Stoliku Literackim wywołało liczne kontrowersje. Ale mówię też, że nie dostałem ich na zawsze, a jedynie na dwutygodniową próbę. Potem Silv oceni, czy się nadaję i albo będę je miał nadal, albo nie. No cóż, to tak na wstępie. Chciałem poruszyć inną kwestię - a mianowicie schematyczności książek.

Właśnie jest to jedyna wada, obecna w prawie WSZYSTKICH książkach. Mówię prawie, bo mimo iż trochę przeczytałem, to jednak nie przeczytałem wszystkiego i pewnie w jakimś tomie tej przewidywalności nie ma. Była ona jednak we wszystkich książkach, które ja przeczytałem.

Właściwie czytam książki nie dla zakończenia - bo przecież wiadomo, że dobro zwycięży, zło zostanie ukarane itp. itd. tylko po to, żeby zobaczyć jak się książka rozpocznie i jakie wątki będą w środku. Może jest jakaś powieść, w której to zło zwycięża, albo też nie ma tego utartego schematu, ale ja takiej nie czytałem. W ogóle to schemat dobry - zły jest dla mnie głupi, ale to inna bajka.

A teraz wezmę przypadkowy gatunek - kryminał. Tutaj akurat takiego schematu nie ma, ale jest coś innego. Morderca (bo rzadko jest np. złodziej) ZAWSZE jest na tyle głupi, że nie dość że zostaje mniej niż 20 kilometrów od miejsca zbrodni, to robi jeszcze coś gorszego - zostawia narzędzie zabójstwa tam, gdzie zabił. To już przesada.

A czy wam to przeszkadza? Czytaliście jakieś książki, gdzie tego nie ma? Jest jakiś gatunek, gdzie tak się nie da zrobić?

Tarnoob

Tarnoob

2.04.2015
Post ID: 79854

Dotykasz dość ciekawego tematu. Zdaniem sławnego antropologa Josepha Campbella wiele opowieści - od prehistorii do kultury masowej, i to w najróżniejszych częściach świata – pasuje do tzw. monomitu. Opisał to w swojej bestsellerowej książce „Bohater o tysiącu twarzy”, o której wiem od 2011.

http://oyster.ignimgs.com/wordpress/write.ign.com/152002/2013/12/ACTUAL-HERO-600x630.gifhttp://ecx.images-amazon.com/images/I/51E%2BqZyyKKL._SY344_BO1,204,203,200_.jpg

Ten schemat widać już w dziele jeszcze starszym niż Pismo Święte, czyli Eposie o Gilgameszu (którego 12 tabliczek czytałem). Przewija on się przez samo Pismo św. (ale NIE przez Ewangelie), pewnie przez „Iliadę” i „Odyseję”, przez eposy średniowieczne, może też przez nowożytne powieści (choć mniej), aż wreszcie przez współczesną popkulturę: „Władcę Pierścieni”, „Harry’ego Pottera”, „Gwiezdne Wojny”, „Matriksa” (to przykład, że Matriks nie jest taki podobny do Ewangelii, jak się czasami mówi) i pewnie też przez to skrzyżowanie „Władcy Pierścieni” z „Gwiezdnymi Wojnami”, czyli „Eragona”.

To, o czym piszesz – czyli zwycięstwo dobra nad złem – bierze się z dydaktycznej roli literatury. Od zarania dziejów opowiada się – zwłaszcza młodzieży – o bohaterach, których mogą naśladować. Nawet rodzimy Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc.

Jedyne gatunki bez zwycięstwa dobra nad złem, jakie przychodzą mi do głowy, to antyutopie i dystopie. One raczej ostrzegają przed tym, w jakim złym kierunku może pójść ludzkość. Dystopie pokazują okropne miejsca – jak „1984" Orwella, „Bladerunner” („Łowca Androidów”) czy cały gatunek post-apo (Mad Max, Fallout, gra Neuroshima itp.) zaliczany do sci-fi i steampunku lub cyberpunku. Za to antyutopie pokazują przyszłość pozornie idealną, ale za olbrzymią cenę, niewartą poświęcenia – „Nowy wspaniały świat” Huxleya, film „Gattacca” o eugenice i nadużyciach sztucznego zapłodnienia, wreszcie „Powrót z gwiazd” Lema (o którym wiem od Korwina).

Nicolai

Nicolai

2.04.2015
Post ID: 79856

Co do przewidywalności książek to istnieje ciekawa teoria, która mówi, że jest Siedem Podstawowych Fabuł i wszystkie powieści to rozwinięcia tych schematów. Są one bardzo ogólnikowe, więc naprawdę można je przypasować do praktycznie wszystkiego. Także nic dziwnego, że widzisz schematyczność.
W każdym razie co do dzieł, w których dobro nie zwycięża to sztandarowym gatunkiem jest tutaj tragedia. W niej zawsze na końcu wszyscy giną i/lub jest im przykro. No i dzieła o socjo- i psychopatach, które ostatnimi czasy rosną w siłę. A odpowiedzią na to czemu zawsze dobro wygrywa są czytelnicy. Oni lubią dobrych i potrafią się identyfikować z nimi, dlatego kibicują im. Po prostu ciężko wczuć się w postać Gargamela czy Malekitha, których motywacja nie istnieje. Istnieją oni tylko po to, by nasi protagoniści mieli kolejne przygody, jednak to się powoli zmienia i Ci źli stają się ciekawsi od tych dobrych.

Grodmar

Grodmar

3.04.2015
Post ID: 79866

@Tarnoob - mógłbyś mi przybliżyć, o co chodzi w tym kółku? Jakoś nie za bardzo to rozumiem. Nie zgodzę się też, że w Władcy Pierścieni ten schemat AŻ tak mocno widać. Tam w praktyce zło jest silne jak dobro od samego od samego początku, tym bardziej, że są dwa wątki - wątek Sama i Froda oraz wątek reszty drużyny, która miała, jak to określił Gandalf "Pokonać Saurona nie da się zbrojnym czynem pokonać. Możemy nim tylko zwiększyć nikłą szansę powodzenia misji Powiernika Pierścienia". Nie pamiętam, czy to dokładnie tak było, ale chodziło o to.

@Nicolai - ciekawa teoria. Z jednym zastrzeżeniem - mówiąc "schematyczność" nie miałem na myśli tego, że w jednej książce się broni przed potworami, i w drugiej i w trzeciej też tak jest (nie mówię, że tak nie jest, bo masz rację, ale nie odnosiłem się do tego). Chodziło mi o to, że jest taki schemat w książkach fantazy i SF, który nazywam dobro-zło-dobro, czyli że najpierw dobro mocne, potem zło silne, otrzymujemy bardzo emocjonujący opis ostatecznej bitwy, w której to jakimś cudem ktoś coś zrobi, co przechyli szalę bitwy. To bez sensu.

Żeby nie było - mam pomysł jak można ciekawie napisać książkę bez tego schematu. Chaos, bitwy między wszystkimi rasami i domowe, wielka intryga, no i jazda...

Tarnoob

Tarnoob

6.04.2015
Post ID: 79907

Oj, Grodmar – to kółko jest dość jasne.

Na początku bohater wyrusza w drogę. Ma pewne przeszkody, ale też poznaje swojego mistrza. Potem wchodzi na nieznany teren, gdzie pokonuje potwora, ocierając się o śmierć, a potem w drodze powrotnej wraca w chwale. Brzmi znajomo, prawda? Takimi „mentorami” są np. Merlin z legend arturiańskich, Gandalf, Dumbledore, Obi-Wan Kenobi, Morfeusz.