Gorące Dysputy

Ruchome obrazy - film - "Filmy historyczne i kostiumowe"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Ruchome obrazy - film > Filmy historyczne i kostiumowe
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Kordan

Kordan

27.05.2008
Post ID: 28585

Ostatnio w telewizji natrafiłem na jeden z moich ulubionych filmów, był to "Rob Roy", tak oglądając tą wspaniałą produkcję wpadłem na pomysł aby założyć temat o filmach związanych z nieco bardziej odległymi czasami.
Wspomniany wcześniej "Rob Roy", "Ostatni Mohikanin", "Breaveheart", "Król Tańczy", "Farinelli" i "Królowa Margot", to są moje ulubione filmy, ukazujące kawał historii... A czy wy lubicie tego typu produkcje?

Logos

Logos

14.07.2008
Post ID: 31186

Z tego wszystkiego co wymieniles, to tylko "Braveheart", ale nie dlatego, ze dzieje sie to w zamierzchlych czasach. Ogladajac ten film, zauwazylem do czego moze doprowadzic podjecie przez jakiegos kretyna zlej decyzji (o ile taki kretyn moze cokolwiek podejmowac) i jaka pociagnie to za soba lawine zdarzen. Mowie tu o probie gwaltu na ukochanej glownego bohatera (nie pamietam imion) przez zolnierza Jego Krolewskiej Mosci, o smierci ukochanej, o walce partyzanckiej (poczatkowo), a pozniej otwartej wojnie i w koncowym rozrachunku o wolnosci poprzez smierc. To moze troche przypominac "Gladiatora" w niektorych momentach, jak chocby smierc ukochanej osoby i zemsta na oprawcach.
Dla mnie osobiscie najlepszym filmem historycznym jest "Potop" i postac Kmicica (postac grana przez wybitnego aktora D. Olbrychskiego). Te wszystkie zawirowania akcji i bohater walczacy o oczyszczenie swojego imienia, po prostu cud-miod, zawsze sie wzruszam na koncu filmu.

Infero

Infero

5.08.2008
Post ID: 32205

Za historycznymi to tak średnio przepadam, ale zawsze lubiłam kostiumowe. Szczególny sentyment mam do pirackich- „Kapitan Blood”, „Karmazynowy pirat” , „Piraci” i tym podobne. Bardzo też lubię wszystkie filmy o muszkieterach i ogólnie filmy (większość) na podstawie powieści Dumasa.
„Gladiator”, „Rob Roy” i „Braveheart” też są fajne.

Grenadier

Kanclerz Grenadier

6.08.2008
Post ID: 32223

W miniony weekend w TV można było zobaczyć jedną z ekranizacji "Wyspy skarbów". Cóż - cienizna powiem szczerze i nawet rola Ch. Hestona jako Silvera nie ratowała całości. W tego typu filmach granica miedzy banałem a dobra rozrywką jest bardzo cienka, a opisywany film był po prostu nudny i sztuczny. Ale, że można zrobić dobre kino rozrywkowe tego typu świadczą "Piraci z Karaibów".

Avonu

Avonu

6.08.2008
Post ID: 32225

Co do tytułów związanych z "Wyspą Skarbów", to polecam mini-serial z początku lat dziewięćdziesiątych - Powrót na Wyspę Skarbów - wspaniała kreacja Długiego Johna (no i samo zakończenie). Może ktoś to pamięta jeszcze z TV?

Jak nie, zawsze można obejrzeć (póki YT nie usunie) na YouTube.

Nicolai

Nicolai

7.08.2008
Post ID: 32307

Ach, czasami miło jeszcze raz obejrzeć jakiś film historyczny. Bardzo lubię już wcześniej wymienionego Rob Roy, także lubię Braveheart i Gladiatora. Dla mnie reżyserem robiącym najlepsze i najbardziej realne filmy historyczne jest Mel Gibson. Porównajmy realizm z Apocalypto i 10,000BC. Przepaść... Ostatnimi czasy filmy historyczne są historyczne tylko z nazwy i z prawdą mijają się dosyć ostro.

Dagon

Dagon

7.08.2008
Post ID: 32320

Wyspy skarbów jakoś nie kojarzę. Przypomina mi się za to "Wyspa piratów" z 1995 roku. Film nie jest historyczny ale kostiumowy. Fabuła jest dość prosta bo opiera się na "zdobyciu skarbu przed tym drugim - złym" Film jest wesoły i "energiczny" przez co ogląda się bardzo przyjemnie.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny film. A mianowicie "Królestwo Niebieskie" Ridleya Scotta. Film przedstawia wydarzenia sprzed III krucjaty kiedy to Saladyn odbija Jerozolimę.
Obraz ukazuje rzeczywiste powody jakimi kierowali się Krzyżowcy podczas "głoszenia słowa bożego"; zasady działania ówczesnego państwa i tym podobne. Nie brak tam również wielu odnośników do teraźniejszości. Mimo iż jest to Hollywoodzka produkcja to nie nazwałbym jej typową. Scenariusz jest bardzo dobry - widać to szczególnie podczas oglądania wersji reżyserskiej(ok 180min). Kostiumy i rekwizyty również prezentują wysoki poziom - nareszcie widać, że zbroja albo kusza ważyła więcej niż 10kg.
Nie każdy lubi taki rodzaj kina(znajoma zasnęła podczas oglądania - dosłownie) jednak dla mnie jest to jeden z ulubionych filmów.

Konstruktor

Konstruktor

8.08.2008
Post ID: 32390

Tak "Królestwo niebieskie" to świetny film, widziałem dziesięć razy i jeszcze mi się nie znudził. Szczegółowa i rozwinięta fabuła, piękne sceny walk, polecam.

Tullusion

Opiekun Osady Tullusion

9.08.2008
Post ID: 32457

"Wędrówki z jaskiniowcami" w serii dokumentalnej BBC. Dlaczego? Bo pokazują najdawniejszą historię człowieka, a przy tym "kostiumy" są jednymi z najtrudniejszych do wykonania, a przede wszystkim - najmniej wygodnymi do noszenia. To żart oczywiście.

"Królestwo niebieskie" nie jest złym przykładem tego rodzaju produkcji, osobiście jednak preferuję "Aleksandra", chociażby dlatego, że obejmuje zasięgiem fabularnym większą ilość kultur, co per se wymusza różnorodność strojów i powiązań kulturowych. Nie trawię natomiast podobnej do niego w zarysie "Troi", jako kpiny z epoki i konwencji literacko-historycznej.

"Gladiator" to także niezły przykład, chociaż mocno wyświechtany. Przyjemniej jest obejrzeć wciąż powtarzanego w paśmie publicznym "Ben Hura", "Kleopatrę" czy pokrewne im filmy epoki wielkiego rozmachu Hollywood, chociaż, rzecz jasna, do walorów historycznych należy podchodzić z olbrzymią rezerwą i koncentrować się raczej na detalach.

Kordan

Kordan

18.08.2008
Post ID: 33004

"Królestwo niebieskie"... Ten film to ja bym bardziej do komedii zaliczył. To taki typowy jak ja to mówię "Amerykansky film o średniowieczu". Kowal z jakiejś wioski w kilka tygodni zostaje obrońcą Jerozolimy. Sceny walki nie były złe ale sam film uważam za tragiczny...

"Aleksander" też mi się nie podobał. Trochę lepszy od "Królestwa..." ale i tak mnie nie zachwycił.

"Gladiator" był nieco lepszy. Za pierwszym razem jak go obejrzałem to byłem zachwycony, lecz z czasem przestałem się tak nim zachwycać. Pamiętam serdeczny uśmiech, jaki pojawił się na mojej twarzy, kiedy ujrzałem Germanów jako odzianych w skóry i futra dzikusów stosujących taktykę "Kupą mości panowie!"

"Troia"... Ten film był śmieszny i straszny zarazem. Podobał mi się komentarz mojej siostry, która powiedziała że "Poza gołym zadkiem Brada Pitta to w tym filmie nie ma nic ciekawego".

Ktoś oglądał może "Amadeusza"?

Nicolai

Nicolai

18.08.2008
Post ID: 33038

Moje zdanie o Królewstwie Niebieskim jest podobne do zdania Kordana. Nie uważam go za gniot, ale jest w nim zbyt dużo "amerykańskości" w fabule. Kowal z małej wioski okazuje się synem wielkiego rycerza i za pół godziny jest ważną szychą w Jerozolimię, tak ważną, że dowodził obroną Jerozolimy. Od pucybuta do milionera? Sceny batalistyczne nie są złe, ale nie tylko o to w filmach historycznych chodzi.

Tarnoob

Tarnoob

28.05.2015
Post ID: 80274

Chyba najlepszym komentarzem o „Królestwie niebieskim” będzie to, że obejrzywszy je 2 lata temu, nic z niego nie pamiętam.

Z filmów o starożytności jest wspomniana „Troja”, której nie widziałem. Ciekawe, czy jest jakaś ekranizacja „Odysei”. Widziałem „Aleksandra” i mi się nawet podobał. Przypomina się piękna muzyka Vangelisa (którą wtedy właśnie, tych 5 lat temu dopiero nauczyłem się nazywać nazwiskiem autora – to poczucie „odkrycia” też pewnie zawyża bardzo wrażenia). (Jako ciekawostkę dodam tylko, że ten sam Vangelis skomponował utwór, który stał się motywem z menu głównego HoMM3.5: In the Wake of Gods). W „Aleksandrze” spodobała mi się wyraźna ewolucja od dobrego do złego. To dotyka jednego z podstawowych problemów historii i polityki - bohaterowie stają się nowymi tyranami albo się nie sprawdzają na najwyższych stanowiskach (nawet w Polsce Piłsudski czy Wałęsa wywołują kontrowersje). Spodobało mi się też pokazanie postaci Arystotelesa – obraz tego, jak Arystoteles uczy Aleksandra (nie z tego filmu), miałem przez długi czas na tapecie pulpitu. Dobrze wpleciono ważną dydaktycznie informację, że to był początek dynastii Ptolemeuszów w Egipcie – bo jeden z takowych jest narratorem tej historii.

Było już pisane o „Gladiatorze”, który mi się osobiście podobał, choć eksperci pewnie dopatrzą się w nim nieścisłości. Za pretensjonalne uważam wymyślanie nowego pseudojęzyka na potrzeby końcowej piosenki – zwłaszcza, że w tekście pada chyba nawet mylące 'shalom’ sugerujące, że to jakiś autentyk. Już wolałbym jakiś realny język (nawet łacinę) lub jego imitację jak w „Ameno” grupy ERA.

Polacy, zwłaszcza Ci którzy chodzili do liceum po roku 2000 (jak ja), znają też pewnie ekranizację „Quo Vadis”. Pewnie była historycznie wadliwa, ale spodobał mi się dobór aktorów. Pieczka jest w sam raz na św. Piotra i mógłby grać innych starych mędrców, nawet Gandalfa lub Sarumana gdyby Tolkiena ekranizowano w Polsce, tak jak Merlina, Panoramiksa, itd. Bajor też ma rysy i mimikę pasującą do Nerona jak ulał – podobno (wg „Uwaga: kulisy sław” TVN-u) sam prosił o tę rolę. Tylko aktorki (poza Ligią) pasowały jakoś mniej - choć tu chodzi przede wszystkim o głosy. Przykładowo Foremniak w Heroes V sprawiła, że jej głos wydaje się nieznośnie sztuczny i pretensjonalny gdziekolwiek indziej niż w „Na dobre i na złe”, a „QV” to potwierdziło.

Mógłbym się teraz długo rozwodzić o filmach historycznych, bo jest ich po prostu dużo, nawet w pamięci człowieka, który pod naciskiem kolegi w kilka miesięcy obejrzał chyba więcej filmów, niż przez całe pozostałe życie, bo widział 1 tygodniowo.

Nie wiem, czy „Żywot Briana” i „Monty Python i św. Graal” można zaliczyć do filmów historycznych, ale chętnie bym obejrzał. :-D

Architectus

Architectus

24. kwietnia
Post ID: 87705

Z nowych wieści filmowych, dnia 22 kwietnia miała miejsce premiera dramatu kostiumowego "Wiking", którego oryginalny tytuł brzmi "The Northman". Uczestniczywszy w niej dwa wieczory temu, ujrzałem w tym filmie doniosłe dzieło. Jest bardzo trudne w odbiorze i spodziwam się fali zniesławienia, ponieważ niebotycznej liczbie ludzi może on się nie podobać, czy to z uwagi na skupienie się tylko na przedstawionej w nim brutalności, scenach prymitywizmu, czy nawet srogości fabularnych zbiegów okoliczności w scenariuszu. Ponadto osoby mające wystarczającą ilość zapału, zdołające zdzierżyć wskazane aspekty, mogą go nie zrozumieć przez bycie przed osiągnięciem pewnego stopnia dojrzałości, pozwalającym na bardziej otwarte pojmowanie. Warto przy tym wskazać, że gdy ten film nie spodoba się komuś, to nie czyni z tej osoby niedojrzałej, ponieważ ma ona inny jego odbiór.

Zdając sobie z tego sprawę, staję w obronie wskazanego filmu. Zaczynając od syntetycznych informacji, reżyser celująco zadbał o zaprezentowanie scenografii, gry aktorskiej i zdjęć. Zaś kostiumograf pani Linda Muir przeszła samą siebie w swych dokonaniach z ubraniami i ozdobami. Natomiast skomponowana przez panów Robina Carolana i Sebastiana Gainsbourougha (zwanego Vesselem) ścieżka dźwiękowa wywołuje gęsią skórkę. Dla zapoznania się zamieszczam jeden z utworów: I am his vengeance. Każdy z tych elementów uwypuklał spektakularną widowiskowość batalii.

Wobec pierwszej uwagi, okrucieństwo to nie jedyny element występujący w seansie. To zjawisko widoczne jest na powierzchni, tak jak góra lodowa, której większość masy znajduje się pod wodą. Pod połacią scen przemocy jest mnóstwo lekcji, których przekaz daje przestrogę o agresywności, przemocy, bezlitosności, niemylonej z bezdusznością, zezwierzęceniem, bezwzględnością.

Pokazano w nim między innymi znaczenie nabywania umiejętności. Nie tylko wśród nich było trenowanie zwierząt, ale również uczenie się na zachowaniach tych istot technik walki. Nie było to samo upodabnianie się do nich w żądnej krwi wściekłości, kojarzące się z bezmyślnym bestialstwem i puste noszenie skór zwierząt otaczanych kultem, takich jak niedźwiedź, wilk lub dzik. Było to, po wieloletnich ćwiczeniach sztuki wojennej, przemyślane odgrywanie dzikiej furii - celowe zmienianie formy, wzmacniane okrzykami bojowymi, które miały przebijać się głosem do serc nieprzyjacieli. Zawarto w nim także zwyczaje, takie jak wyzwanie na pojedynek, które nie dotyczyło tylko pomstowania, lecz też zachowania honoru rodziny, czy pomocy bliskim.

Co więcej, produkcja odpowiada tym na pytania, jak pokoleniowe zakorzenienie, doświadczenia i przeżycia wpływają na myśli i przekonania. Jak również, czy, a jesli tak, ile czasu potrzeba, by zmienić wzmacniany latami punkt widzenia po makabrze z dzieciństwa i podbić własne przeznaczenie. Poprzez opowieść z epoki wikingów unaocznia ona, co z ludzkiego obejścia zachowało się do dziś i jaki wymiar ma człowieczeństwo.

W kontekście drugiej z uwag o prymitywiźmie, film opowiada o innych czasach niż w drugiej dekadzie XXI wieku. Akcja dzieje się ponad tysiąc lat edukacji mniej, gdzie występowały rytuały szerzące zezwierzęcenie i składanie ofiar. Istniała wtedy inna mentalność, a ludzie tak byli wychowywani. Był to szczyt wiedzy na tamte czasy. Upraszczanie odnoszenia się przedstawionych w nim scen do współczesności zubaża ich seans. Film wskazuje, co kiedyś kierowało ludźmi, jakie wartości im przyświecały, jaki był ich światopogląd i struktury społeczne. Nie tylko nordyckie, lecz także wschodniosłowiańskie z Wielkiego Księstwa Kijowskiego.

Nieodzownym jest wyróżnienie zacnej prostoty, by nie mylić jej z prostactwem łączącym się w prymitywizmem, zawartej w komplemencie wodza, życzliwych słowach króla, czy gestach czułości między bliskimi, co ważne, bez wulgarności. Sposoby w dążeniu ku byciu dobrodziejem kształtowały się na przestrzeni tysiącleci, ulegały zatarciu, bagatelizacji i bezmyślności, jednakże ważnym jest, by je wydobyć z zapomnienia, stąd ta produkcja może to dać. Na domiar tego, przyjrzenie się dawnym czasom pozwala docenić współczesność i rozwinięcie poziomu społeczeństwa, oraz jak dziś może wyglądać zacofanie.

Odnośnie trzeciej uwagi ze scenariuszem, niedociągnięciem tej produkcji, według mego odbioru, jest wprowadzanie intelektualnego zamieszania poprzez prezentowanie sprawdzających się przewidywań przyszłości i bezbłędne porozumiewanie się ze zwierzętami. Pokazuje to jedynie, co by było, gdyby w znaczących momentach zbieg okoliczności zadziałał i fabuła potyczyła się w określony sposób. Mimo to autorzy trafnie zawarli efekty krzywdzącego założenia, że zawierzanie czyimś słowom jest ważniejsze niż własna rozwaga i naoliwiony mechanizm odpowiadający za myśli.

Na moją wiedzę, kluczowym do rozszyfrowania ukrytych w filmie treści jest obszerna znajomość nauki o społeczeństwie, kulturze i psychice. Fabuła filmu uczy patrzeć logicznie na szczegóły, myśleć samodzielnie, stanowić indywiduum z własnym rozsądkiem. Pokazuje również jak działa ludzki umysł, jak człowiek radzi sobie z życiem, i jak to okropnie bywa też czyimś kosztem, na rzecz destrukcyjnego pojmowania dążenia do zaspokojenia potrzeby akceptacji, przynależności, samorealizacji, oraz błyszczenia w oczach ukochanej osoby z zaprowadzającą na manowce zachcianką egocentrycznego chronienia przed złem.

Oprócz tego, ważnym jest pojmowanie, że
wywoływane emocje i myśli przez akcję wydarzeń spotykanych przez postacie pokazywana jest również w formie wyobrażeń tyczących się wybranych przez nie wierzeń, które uwyjątkowiały im doznawaną codzienność poprzez chociażby spotykanie mitologicznych istnień. Równocześnie twórcy pozostawiają widzowi zastanowienie się nad rozumowaniem ludzi z wieków średnich, gdy zacięcie się miecza, którego nie można było wyjać, mogło być odebrane jako ingerencję istot z innego świata.

Obejrzenie tego ponadpokoleniowego filmu chociaż raz w życiu, też za dwieście lat, podpowiedziałbym go osobie o podobnych więzach eksperiencji - również wychowanej na ogólnie pojmowanej definicji męskości, opowiadanej zwłaszcza poprzez polską piosenkę gatunku rhythm and blues "Testosteron" nagraną przez Kayę w 2003 roku.