Imperium

Behemoth`s Lair

Konwent, Konwent i po Konwencie...

Permalink

Postanowiłam założyć ten temat, ponieważ z tego co sięgam pamięcią takowy pojawiał się zawsze. Sprawa jest prosta: jeśli ktoś chce jakoś podsumować te kilka dni spędzonych razem, komuś za coś podziękować (lub nie) albo podzielić się swoimi refleksjami to zapraszam.

Zacznę ja :)

To był mój pierwszy Konwent, na którym byłam praktycznie od początku do samego końca. Wiele się działo i jak wszyscy wiemy to, co się wydarzyło w Polanowicach to pozostaje w Polanowicach oraz naszej pamięci ;) A więc parę słów ode mnie:

- serdecznie pozdrawiam Załogę ze swojego pokoju tj. Bycha, Kammera (tu szczególne "dziękuję!" za wybranie pokoiku) oraz Darkenę, która dotarła do nas w środę - działy się różne dziwne rzeczy, padały dziwne refleksje i teksty,
- "dziękuję" dla Lisa oraz PenTusa za emocjonujące pojedynki na Arenie H3 oraz dla każdego, kto grał ze mną 'for fun', ;)
- ponowne "dziękuję" dla McGregora za mojego naleśnika :),
- w stronę Gnomika oraz pozostałych, którzy wozili mój szanowny tyłeczek oraz moje bagaże kieruję wyrazy wdzięczności,
- podziękowania dla wszystkich Pokojów do których można było wpaść na posiadówy, plotki, słuchanie dziwnej muzyki i wspólną konsumpcję a także rozmowy,
- było super! - tymi słowami mogę wyrazić swoje odczucia co do wspólnego seansu Castlevanii oraz Małpiego Króla z Andruidsem, Irydusem, Kammerem i Architectusem (wybaczcie, że poszłam spać ale ledwie żyłam),
- Acidzie, Qui - bardzo fajnie się mi z Wami rozmawiało, spacerowało po bieżni,
- nie pamiętam z kim poszłam w nocy na szukanie stogu, pamiętam tylko czarnego kota którego się wystraszyłam...ale i tak dzięki :),
- Wojradzie - trzymam Cię za słowo i liczę na nauki,
- dziękuję za konwentowy kociołek,
- wszelkie wspólne posiłki i wypady do sklepów także zapadną w mej pamięci,
- Sanchezie - fajnie było na chwilę ubrać Twój kapelusik,
- Tarnumie; wiedz, że jesteś WIELKI bo organizujesz ten wesoły grajdołek :),
- pozdrowienia dla Belegora tak po prostu bo fajnie widzieć na żywo twarz, którą zna się od wielu, wielu lat z Tawerny :),
- nie pozdrawiam Górali z Mazowsza z pasztetem, ponieważ podejrzewam, że to przez nich zniknął mój pasztet!

Jeśli o kimś zapomniałam, to przepraszam szczerze z całego mojego demonicznego serduszka ale to wina depresji pokonwentowej. Jeszcze raz wielkie dzięki dla Wszystkich za to, że jesteście bo bez Was nie byłoby nic!


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 22. sierpnia, Ostatnio modyfikował: Laxx

Permalink

Jak zwykle było fantastycznie <3

Cieszę się zwłaszcza, że w tym roku pojawiło się więcej ludzi, w tym sporo dawno nie widzianych twarzy. Mam nadzieję, że to nie jednorazowy powrót, chociaż Hoodsi to mogliby skisnąć wreszcie xD

Wielkie podziękowania dla MonoKOKu, zwłaszcza, że obyło się bez większych skarg na mnie :> Dziękuje także moim współlokatorom, również tym z ostatniej nocy, oraz sponsorom wódki dnia ostatniego. Chałwa!!!


Permalink

Zjawiska od czwartkowego popołudnia do niedzielnego ranka wypełniły mnie weselnym ciepłem. Począwszy od wspólnej jazdy pociągiem z Irydusem oraz Sulią, z możliwością majtania łapami w trakcie podróży. Następnie - po dotarciu do Polanowic - poprzez życzliwe zgarnięcie mnie przez Andruidsa i Kammera na partyjkę w prototyp gry planszowej pierwszego z wymienionych jaskiniowców, przed ogniskiem integracyjnym, na którym okazało się nam doświadczyć pysznych dań przywiezionych przez katering oraz usmażonych przez McGregora.

Z dalszych bodźców, pamiętam zbiór miłych emocji przy wycieczce, dnia następnego, do Byczyny, na obiadokolację w Restauracji Hetmańskiej, z Laxxikiem oraz Haav Gyrem, z którym później trzy czwarte nocy szeroko omawiałem aspekty - między innymi - fizyki i biologii u amerykańskich superbohaterów. Kolejno, pierwszego dnia weekendu pozytywnie grało mi się z PenTusem, jego pociechami, McGregorem, oraz McRobem w Caylus, a po tym w sabotażystę z Morgrafem, Vandergahastem, Islingtonem i jego towarzyszką. Jak również, podczas powrotu do internatu pełną wymiany serdecznych spostrzeżeń o azjatyckich animacjach z Belegorem i Dagonem.

W trakcie tych dni z frajdą brałem także udział w towarzyskich potyczkach w H3 z Laxx i Kammerem, gdzie w ostatnim z nich miał miejsce pamiętny, a przy tym nagły i niezapowiedziany spór u harpii. Do tego, tuż po nierozstrzygniętym, tym pojedynku, przyjemnie spędziłem sobotnie nocne seanse z Irydusem, Kammerem, Laxx i Andruidsem, dzięki inicjatywie którego mogliśmy je przeżyć. Dziękuję za całą odczuwaną beztroskę podczas chwil wymienionych w poprzedzających zdaniach, przy czym mam nadzieję powtórnie cieszyć się takimi na przyszłorocznej edycji wydarzenia.

Permalink

No co, fajnie było. Widzimy się za rok. A póki co, standardowo: chwała! hańba! zgoda! na pohybel! :)


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 25. sierpnia, Ostatnio modyfikował: Kameliasz

Permalink

Dzień w którym pojechałem na konwent.
Wstałem dosyć późno, bowiem Wrocław konwentowanie zaczął już u siebie dzień wcześniej. Po ogarnięciu się zapakowałem kolejno Caleba, Bycha i Isliego do Gnomobilu 2.0, a dopchałem bagażami Beha. Podróż była dostojna i powolna, z wypatrywaniem wszystkich przeszkód znajdujących się na drodze i podskakiwaniem, żeby (jak się okazało później) fartuchy nie szurały po podłożu. Wszystko urozmaicał Isli prowadzący fotorelację na grupie facebookowej z naszych postępów. Wieczorem trochę pośpiewaliśmy, pobawiliśmy się i poszedłem spać.

Dzień w którym zgubiłem się w Kępnie (przez Behemota)
Obudził mnie Acid wchodząc do pokoju i rzucając tekstem "już 10:40 a Ty jeszcze śpisz?". Konwent zszedł na psy, bywały takie że można było spać do 13 i nikt nie marudził. Dzień minął spokojnie, jakieś gry, obiad. Wieczorem odebrałem Brodę z dworca w Byczynie, a ten w podzięce razem z Kameliaszem postanowili towarzyszyć mi w wyprawie do Kępna po Behemota (tak naprawdę nie mieli gdzie kupić piwa, bo w święta sklepy w Byczynie są zamknięte). W Kępnie udało nam się zwiedzić wiele (niezbyt) ciekawych miejsc, zanim w końcu udało nam się dotrzeć na dworzec. Behu przywiózł ze sobą tylko dużą siatkę piw (resztę bagaży dostarczyliśmy wszak z Wrocławia). Po powrocie reszta wieczoru minęła spokojnie.

Dzień w którym toczyły się rozmowy
Kolejny spokojny dzień, wieczorem pojechałem (już po raz ostatni służyłem jako kierowca) do Kluczborka by odebrać Anię. Po powrocie z ochotą zabrałem się za konsumowanie piwnych trunków (bezalkoholowych rzecz jasna) w moim absolutnie ulubionym miejscu we wszechświecie - na schodach do internatu w Polanowicach. Tam też jakimś sposobem zaczęła się dyskusja między mną a Sandro, początkowo dotycząca Rosji Sowieckiej, ale bardzo płynnie przeszliśmy w którymś momencie do paradoksu Fermiego. Dyskusja zajęła nam większą część wieczoru bodaj. W którymś momencie ktoś z pozostałych obecnych zarzucił mi wybielanie Hitlera - nie wiem, kim jesteś, ale się dowiem i sobie porozmawiamy.

Dzień, w którym była TA noc
Pierwszy raz odwiedziłem nowy Spichlerz - zmiany bardzo na plus. Cała reszta dnia to powolne przygotowywanie się psychiczne do tego, co było wiadome, że musi nadejść tego wieczoru (wiadomym bowiem było, że Imperator następnego dnia musi nas opuścić). Zaczęło się rzecz jasna od ogniska i grilla (wielkie dzięki McGregor!), rozmów na ławeczkach, tradycyjnego śpiewania Maryli na kocykach na środku boiska, a kończąc na tańcach do białego rana. That was the night!

Dzień, w którym byliśmy leniwi
Kiedy wstałem cztery godziny później, od razu wiedziałem, że to będzie dzień tak wielkiego lenistwa, że nawet na obiad nie będzie chciało mi się iść (jak się okazało, wiele innych osób tak czuło, co skończyło się gigantycznym zamówieniem na wynos z Hetmańskiej). W ten dzień zrobiliśmy zdjęcie grupowe (niektórzy planowali wyjeżdżać już następnego dnia). Wieczorem wybraliśmy się na stóg, ale po dwóch kilometrach wraz z Brodą i Tarnumem stwierdziliśmy, że idea poszukiwania stogu jest nawet lepsza niż sam stóg, i w trójkę wróciliśmy do Polanowic (reszcie ekipy gratuluję odnalezienia właściwego stogu). Wieczorem toczyły się dalsze debaty na schodach do ośrodka, ale dosyć szybko (3 w nocy?) stwierdziłem, że czas w końcu trochę odespać.

Dzień, w którym narzekaliśmy, że finał był za krótki
Kierując się Ani narzekaniem (a była uprzywilejowana do narzekania, bo w czwartek tak pocięła się nożem, że aż potrzebna była fachowa pomoc Tarnuma - dziękujemy!), wybraliśmy się na finał odpowiednio wcześnie, by jeszcze zahaczyć o Hetmańską. Finał został rozegrany błyskawicznie (pierwszy raz grano do jednej wygranej), więc wydarzyła się rzecz unikalna w historii konwentów, zamiast narzekać, że rozgrywka była zbyt długa - uniosła się fala niezadowolenia zbyt krótką grą finałową. W drodze powrotnej do Polanowic usiedliśmy jeszcze pod gruszą, by tradycyjnie odśpiewać tam parę pieśni, lecz szybko wygonił nas stamtąd deszcz. Później wieczorem królowała Cytadela, 6. bierze i inne gry.

Dzień, w którym wszystko się skończyło
W niedzielę w południe (plus standardowe opóźnienie) wręczenie nagród za poszczególne turnieje, a potem wszyscy tradycyjnie udaliśmy się do Grodzkiej na obiad. Następnie uściski i pożegnania. Wróciłem jeszcze na dwie godziny do Polanowic, popatrzyłem na pakowanie auta Wojrada (czego on tam nie miał) i sam pojechałem.

Misie, było cudownie jak co roku. Myślę, że z wieloma z Was uda się spotkać gdzieś po drodze do kolejnego konwentu (koncert Romero, zloty, Drukarnia w najbliższy piątek). Bardzo fajnie, że w końcu odwróciła się tendencja i było nas więcej niż w poprzednich latach - przez Polanowice przewinęło się, według moich kalkulacji, ponad 60 osób!

Specjalne podziękowania dla Tarnuma za ogarnięcie, dla ekipy tanecznej za czwartkową noc (piątkowy poranek), dla wszystkich którzy byli pierwszy raz - wpasowujecie się świetnie!, i dla wszystkich, którzy brali udział w schodkowych dyskusjach.


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 26. sierpnia, Ostatnio modyfikował: Crazy

Permalink

Szybko zleciało przed Konwentem, szybko zleciał Konwent, szybko zleci do Konwentu!
Nie jestem w stanie napisać co robiłem kiedy, bo to tylko jeden (ty)dzień, który się zlewa.
Więc po prostu będę dziękował ludziom:
- Tarnumowi, za to, że mnie nie wyrzucił xD!
- Laxx, Darki i KAMMEROWIi za panowanie ze mną jednym pokojem i nie wypicie mi piwa :)
- Gnomowi za transport z Worcławia, Isliemu, Calebowi i bagażom Beha za towarzystwo w podróży
- Hoodsom, za to, że szybko przyjechali i jeszcze szybciej pojechali, dzięki czemu mogłem ich poznać
- BH, McGregorowi i komuś jeszcze(?) za piłkę
- Irydowi i Kameliaszowi za kociołek i możliwość zabijania Iryda wszędzie gdzie się dało
- Knorkowi i Jeleniowi, że chciało im się do nas dołączyć
- Jeleniowi, za 2.20 :)
- Druidowi za wspólne zwiedzanie Biedronki i wybieranie dobrego żarełka
- Acidowi, za to, że mi odpukiwał przez ścianę!
- Spodniom Acida za to, że z reguły były tam, gdzie powinny
- Ae, Jeleniowi, Ani, Sandro, Sience i Acidowi za przegadanie całej nocy na schodach, nie wiem jakim cudem od pytania "Ania, umiesz robić płyty chodnikowe?" przeszliśmy do systemu edukacji
- Sandro za dyskusje
- Wszystkim, którzy zostali do poniedziałku i sponsorom niedzielnej nocy ;)
- Wszystkim za to, że byli :)
Widzimy się za rok, oby znów w większym gronie ;)


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 27. sierpnia, Ostatnio modyfikował: Bychu

Permalink

Chciałem najpierw napisać referat, później mi przeszło, ale coś skrobnąć wypada, więc piszę.

Jak zwykle wspaniale spędzony czas, miło było znów zobaczyć znajome facjaty, zwłaszcza że było też kilka powrotów po latach jak Darki, czy Black Hoodzi.
Było też co smutne, kilka braków i tu wymienić trzeba Włodarza Hella i jeszcze kilka osób.
Miejmy nadzieję że za rok, będą ci wszyscy co w tym, plus ci których zabrakło, plus nowi.

Ten niecały tydzień w Polanowicach jest dla mnie i dla Robasa obowiązkowym punktem co rok i oby tak pozostało jak najdłużej, czego i sobie i Wam życzę.

Chwała Monokokowi, który tylko z pozoru sprawia wrażenie, że mu to lotto, a w gruncie rzeczy trochę się musi nad tym wszystkim nachodzić.
Dzięki wszystkim z którymi grałem, lub zamieniłem choćby zdanie.

Do zobaczenie najpóźniej za rok.


Permalink

Jestem zawiedziony bo:

1. Nie było mnie na konwencie
2. Irydus nie uwzględnił w podziękowaniach "Mateuszowi, za to, że go nie było"

Shame, shame...

Permalink

^ Dziękuję Mateuszowi za to że nie był na konwencie <3 :* dzięki, że przypomniałeś.


Permalink

I tak to już jest. Ambitny pomysł żeby napisać coś w dzień powrotu spalił na panewce, a potem przez tydzień byłem chory (nie, nie z tęsknoty, jakiś wirus, choć... kto wie), no i teraz na nic systematyczna i poukładana relacja, skoro wszystko zdążyło zlać się w jednolite, niemal oniryczne wspomnienie, i pozostało opisać te najbardziej wyraziste jego fragmenty, bo przecież Gnom inaczej nie da spokoju.

Pierwszy raz jechałem na konwent komunikacją publiczną i muszę powiedzieć, że mimo niemałych obaw, było całkiem znośnie. Fajnie było w poniedziałek zobaczyć się po drodze z Haav Gyrem i Dagonem i dojechać razem do Polanowic. Serdecznie dziękuję ekipie Wrocławskiej za ciepłe powitanie przed internatem.

Konwent minął szybko, ale był pełen atrakcji i szampańskiej zabawy. Niestety, cierpiałem przez czas jego trwania na denerwującą przypadłość, przez którą, kiedy mogłem siedzieć do późna nabuzowany energią, emocjami i różnymi substancjami, większość ludzi spała, albo grała w eurosuchary, a kiedy ja nie miałem sił, zabawa trwała do białego rana. No cóż.

Fajnie było się z wami zobaczyć, chodzić na obiady, grać w różne gry i po prostu sobie razem siedzieć (czy też leżeć). Wycieczkę do grodu w tym roku zastąpiła wyprawa na stóg. Gorąco dziękuję ekipie "Moonmen", zaginionym (chwilowo) "Atlantydom", a także Gnomowi, Tarnumowi i Sandro. Dzięki temu, że na mnie poczekaliście, straciłem swoje stogowe dziewictwo. Mam nadzieję, że za rok, uda mi się nawet na jeden wspiąć, aczkolwiek pilnowanie pierwszego obozowiska to również zaszczytna, i zapewne adekwatna jak na pierwszy raz, funkcja.

Dziękuję za wspólne granie i feedback do mojej gry od Archiego, Sandro, Kammera i Vania.
Dziękuję za wspólne siedzenie podczas ostatniej nocy Aerilien, kiedy nikt już nie miał siły.
Dziękuję Śliwce za poprowadzenie gry w Posiadłość Szaleństwa. Vaniowi, za bycie zdrajcą nie dziękuję : p

Dziękuję też śmiałkom, którzy odważyli się spędzić ostatnią noc na wspólnym oglądaniu Castlevanii i Małpiego Króla 2: Kammerowi, Archiemu, Irydusowi, Belegorowi i Laxx. Szczególne podziękowania zwłaszcza dla właściciela laptopa, Belegora, który udostępnił nam go, żebyśmy mogli kontynuować seans.

Za rok wyjdzie drugi sezon animowanego serialu o wampirobójcach i trzecia część chińskich przygód Bycha. Continue playing? Y / N ... : p

Na koniec, do organizatorów wszelkich rozrywek, turniejów, grilla i napitków, do rycerzy, gospodarzy, kuchmistrzów, KOKów i nieKOKów: jesteście zajebiści. Oby starczyło wam jak najdłużej sił i chęci, na czynienie tego zgromadzenia wyjątkowym i, słusznie zwanym, jedynym takim tygodniem w roku. Chwała!

Liczba modyfikacji: 2, Ostatnio modyfikowany: 6. września, Ostatnio modyfikował: Andruids

Permalink

Hej szczęśliwi uczestnicy.
Zacytuję komentarz dotyczący newsa z głównej stronki:

Immo

Szkoda że nie mogłem wpaść w tym roku:)BTW czemu od ostatniego Konwentu nie ma żadnych zdjęć w galerii?;)

i odpowiedź

Hellburn

Zdjęcia się pojawią wraz z tegorocznymi.

Czas płynie, dni lecą, a fotek ni ma. Relacje owszem, nie powiem, są super i tylko denerwują, że nie mogłem się pojawić. Ale jak mówi stare chińskie przysłowie:
"Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów."

Tuszę iż, jakaś znajdzie się jakaś dobra duszyczka i okaże parę rycin (alboć drzeworytów, litografów) uświetniających owo dziwowisko.

Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 7. września, Ostatnio modyfikował: LEVY

Permalink

@Levy zdjęcia są, ale propagacja odbywa się przez FB. Odezwij się do Gnoma.

Pozdrawiam

MiB