Imperium

Behemoth`s Lair

[Projekt] Vori

Permalink

Świetna Robota Fimrys!


Permalink

Za bardzo chyba wyrównałeś maga 10 + :
20,25,25,30
Maksimu zrównania chyba:
20,20,25,35
A nawet:
15,15,25,45
Było by logiczne. To ma być bohater od magii. To są elfy, więc z zasady silnie magiczne. Raczej podobni do bastionu.

Permalink

Z przykrością ogłaszam, że Godzilla wycofuje się z projektu.


Permalink

Po tylu sukcesach graficznych? Przyznam, że nie rozumiem bo wyrastał na wybitnego grafika Heroes? Jakieś zniechęcenie twórcze? Trzeba sobie z tym radzić. Seria MM ma różną grafikę i bynajmniej nie zawsze piękną. Bez przesady. Są już twórcy, którzy przewyższyli oryginał. Nie trzeba jednak cudów. Jego grafiki były lepsze niż trzeba, a słabsze są całkowicie akceptowalne. Chodzi o to aby zrobić coś swojego, a nie pobić rekord piękna. Zresztą można zawsze poprawić. Mam nadzieję, że przynajmniej dokończy budynki ogólne bo szkoda zmarnować. Jak rozumiem projekt nie upada?

Permalink

Nie, projekt nie upada. Ponadto Godzilla twierdzi, że jeszcze do nas wróci. Po prostu go to przerosło i potrzebuje trochę odpoczynku. Do czasu jego powrotu ja piastuję funkcję lidera i zapowiadam, że w najbliższym czasie będziemy pracować nad takimi kwestiami jak fabuła, line-up, balans i ogólny klimat frakcji.
Kiedy Godzilla wróci z pewnością będzie miał co modelować.


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 19. marca, Ostatnio modyfikował: Nitj Sefni

Permalink

Hoi ho!
Pragnę przedstawić społeczności kolejny element świata Vori, a mianowicie koncepcję filozoficzną i hipotetyczną przyczynę ich przybycia na Antagarich.

Kultura i Historiozofia Śnieżnych Elfów
Opracowanie Fimrysa Sosnowej Dłoni

W związku z wydarzeniami ostatnich lat, z pewnością rzutującymi na niedaleką przyszłość, jednakże mającymi swe korzeni w dalekiej przeszłości, postanowiłem przeanalizować problem migracji Śnieżnych Elfów i przedstawić obecnemu światu badawczemu, jako materiał do dalszych prac poszukiwawczych, lub też najzwyklejszą w świecie przestrogę. O przybyszach było głośno jeszcze wiele miesięcy przed ich właściwym przybiciem do brzegu. Zebrałem wiele świadectw istot o zdolności wieszczenia, od niejasnych Sygnałów ze Szmaragdowej wyspy, poprzez demoniczne przepowiednie Kreegan, aż do wizji tataliańskich wiedźm i wszystkie poza zwyczajową dla przepowiedni zawiłością posiadały wspólne jądro – przybyszy zwiastujących przewrót. I w tym momencie kończyła się interpretacja zwyczajowa elementów pojedynczych, a zaczynała moja praca w drodze syntezy. Wieści z osobna nie były wstanie dostarczyć precyzyjnych informacji o kierunku, więc domyślne były znane nam już drogi międzywymiarowe. I to by było najprostsze rozwiązanie, nie umniejszające mistycyzmowi przepowiedni. Doszedłem jednak do wniosków zgoła innych i nietypowych jak na warunki pracy z półprawdziwymi i natchnionymi tekstami, często sfalsykowanymi. Zwyczajowo dałoby się odnaleźć wskazówkę niejasną, w stylu „Z dalekiej Północy” lub „Z otchłani najgłębszych piekieł”. Tym razem, ku niepomiernemu zdziwieniu mnie i moich akolitów, dała się odczytać bardzo jasna lokalizacja. Dzięki naniesieniu danych na astralną mapę osnowy rzeczywistości udało się bez najmniejszych kłopotów określić konkretny punkt na naszej płaszczyźnie rzeczywistości. Dziś punkt ten nie winien wzbudzić zbytniego zaskoczenia, ale w owym czasie napawał cały mój zespół badawczy niezmierną ciekawością. Został nam wskazany sam środek, wydawać by się mogło, pustkowia lodowców na Wyspie Vori.
Tu przeszedłem do praktycznej części naszej pracy. Natychmiast kazałem zebrać wszelkie dostępne nam materiały informacyjne i wraz z grupą siedmiu akolitów ruszyłem osobiście na wyspę. Drogę dotarcia i powrotu zostawię nieopisaną, ze względu na jasne dla wszystkich komplikacje związane z niemożnością dotarcia tam drogą standardową i konieczność kombinowania. Kontakty między narodami kontynentu a wyspiarzami były od zawsze bardzo ograniczone, więc nasza wyprawa nie mogła obejść się bez echa wśród tubylczej ludności. Oficjalnym powodem naszej wyprawy były odwiedziny u mej dawnej współpracowniczki, zapalonej badaczki kultury Kreegan, elfickiej mistyczki Delimbryny Grabh. Jakież było me zaskoczenie, gdy dowiedziałem się o jej śmierci sprzed paru laty. Zaprawdę, Vori wydaje nam się z geograficznego punktu nie tak odległe, ale w kwestii komunikacyjnej jesteśmy oddaleni od siebie o całe lata! Od dawien dawna nie mieli gości, więc po wymianie informacyjnej z wyspiarskimi możnymi, została nam zaproponowana podróż po najciekawszych zakątkach ich mroźnej ojczyzny. Naszym przewodnikiem był wyjątkowo młodo wyglądający dziekan Wydziału Współczesnych Nauk Magicznych Vorijskiej Akademii, który żywo opowiadał o swej ojczyźnie i jeszcze żywiej słuchał naszych opowieści o obecnej sytuacji na Antagarichu. Jednym z punktów wielodniowej wyprawy było miejsce, które prędzej już znaliśmy z przepowiedni. Tam też zatrzymaliśmy się na dłużej, gdyż przewodnik widząc nasze zainteresowanie postanowił pokazać nam je dużo bardziej szczegółowo. Była to bowiem stara wieża wśród pustkowi, miejsce eksperymentów, zadumy i tajemniczej śmierci jednego z największych vorijskich mistyków – Taneugiusa Daemaera von Yht, dziś miejsce badań Wydziału Astronomicznego, pełne map gwiazd i cierpliwych starców obserwujących godzinami niebo przez wiele stworzonych onegdaj przez mistrza soczewek, teleskopów i innych, nieznanych nawet nam przyrządów. Przybliżono nam dokładniej sylwetkę jednej z najznamienitszych postaci naukowego świata wyspy – niezrównanego czarodzieja, alchemika, filozofa, zaklinacza, wieszcza, mistyka i Alas raczy wiedzieć kogo jeszcze. Niesłychanie natchnione miejsce! Każdy zakątek skrywał w sobie coś z mistrza. Mógłbym spędzić w tym miejscu jeszcze wiele dni, gdyby nie to, że czas nas gonił i nie mogliśmy wzbudzać jakichś szczególnych podejrzeń. Jednakże, wydaje mi się, że wyciągnęliśmy wystarczająco informacji z tekstów tam przeanalizowanych i dzieł Taneugiusa nam udostępnionych. Udało mi się stworzyć ogólny rys ciekawej koncepcji, którą opisał mistrz i którą rozwijają współcześni mistycy na wyspie. Wyprawa była bardzo owocna i pozwala mi lepiej zrozumieć obecne wydarzenia związane z migracją elfów.
Otóż to, co spędza w ostatnich tygodniach sen z powiek i wzbudza największe zainteresowanie wśród mieszkańców kontynentu, to tajemnicze przybycie śnieżnych elfów w tak znacznej ilości. Rzecz jasna największe ich natężenie jest na północnym wybrzeżu Erathii i w zachodniej części AvLee. Tatalijskie bagna nie okazały się zbyt dobrym miejscem do przybicia dla przywykłych do chłodnego klimatu elfów, toteż tam wylądowała ich niewielka ilość. Gdziekolwiek się pojawiali wzbudzali niepokój i zastanowienie. Mimo braku przejawów jawnej agresji ze strony przybyszy, doszło do starć. Niektórzy mieszkańcy poza nieufnością wypowiedzieli im otwartą wojnę. Grupy elfów nie przybyły tu na jawny podbój, co paradoksalnie wzbudziło jeszcze większy niepokój. Walczyli tylko wtedy, kiedy musieli a ich upór w dążeniu do celu i bezkompromisowa postawa i chłodna wyniosłość, częstokroć występująca naprzeciw zwyczajom i moralności tubylców została odebrana w większości przypadków negatywnie. Oczywiście na spotkanie przybyłych wyruszyli też przedstawiciele większych i mniejszych władz, dyplomaci, entuzjaści nowości, poszukiwacze wiedzy, zwykłe mąciwody i różnoracy emisariusze. Sytuacja jest tak niesamowita i owita mgłą tajemniczości, że nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie jutro. Czy można mówić o śmiałej inwazji? A może nadchodzi wiek dobrobytu, spokoju i współpracy? Co sprowadziło śnieżne elfy i dlaczego one same nie są w stanie tego dokładnie sprecyzować?
Znajdziemy się bliżej odpowiedzi, jeśli lepiej poznamy zwyczaje, światopogląd, kulturę i filozofię śnieżnych elfów. W tym celu przytaczam tu fragment mojego przekładu tekstu Taneugiusa Daemaera von Yht pt. „Druga Rzeczywistość”. W pewnych miejscach tłumaczenie na przystępniejsze określenia spełzło na niczym, gdyż starożytny vorijski język elfów zawiera multum wyrazów, dla których znalezienie synonimów w przystępniejszych językach okazało się karkołomne, lub nawet niewykonalne.

Taneugius pisze tak:
„Odkąd w posiadaniu naszym znajduje się rozum analityczny, wnikliwy i <ylme> dana nam zostaje przez nas samych, oraz rzeczywistość otaczającą nas samych, możliwość, a nawet konieczność zgłębiania mysterium istnienia wszechświata samego w sobie i naszego istnienia samego sobie wewnątrz jego. Poddane zostało owe rozważanie wielokrotnym debatom i wydawałby się mogło, szczególnie w erze narastania świadomości, że nie sposób dojść do poprawnej konkluzji. Toteż krystalizacji uległy stanowiska powszechnej niemożności dokładnego zbadania mysterium i wielu na tym poprzestało, przy czym inni przyjęli różnorakie mniej lub bardziej logiczne dogmaty. Moją misją, nadaną mi przez wszechświat sam w sobie, <ylme> umysł i pobratymców moich jest zgłębienie niezgłębialnego. Niedawne odkrycie monolitu zawierającego trzy powszechnie znane i starodawne mity, już dawno odrzucenie z kręgu wierzeń i opowiadane raczej li w formie bajania dla młodych, pobudziło umysł do szukania w kierunku pierwotności i nieświadomego pochodzenia. Po raz pierwszy analizie została poddana geneza i ku zaskoczeniu, żadne jasne przekazy i informacje nie dały się znaleźć, co zmusza do zagłębienia się w niewiadome, będące najbardziej oczywistą cechą misterium samego w sobie.
[...]
Szczególnie natchnęła mnie jednak niezmierzoną inspiracją trzecia legenda „O Lirze Pół języku”. Streszcza się li tak: Lir (lub tak jak przetrwał do naszych czasów: Lyr), twórca wszystkiego wydał u zarania dziejów zadanie stworzenia wszechświata pomniejszym bogom powstałym z jego własnej esencji. Jednakże bogowie wykonujący jego wolę rozumieli jedynie połowę tego co mówił, gdyż posiadał jedynie połowę języka. Zatem świat jest jedynie połową całego, doskonałego planu Lira. I właśnie na tym pragnę oprzeć, wbrew sprzeciwu dogmatyków i noumenistów moją nową koncepcją, tłumaczącą misterium wszechświata.
Zarys bez fantastycznej otoczki mitologicznej rysuje się już w mym umyśle. Otóż esencją wszechświata jest właśnie coś, co będę nazywał Głosem Lyra. I tu dochodzim do zasadniczej kwestii, to jest dualności wszystkie co nas otacza, wypełnia, przewyższa, znajduje się nad, pod i wskroś nas. Składa się z tego, co zostało metaforycznie zrozumiane i wykonane przez bogów esencji Lira, jest to pierwsza składowa słów Lyra, którą dla jasności będę określał jako <Oiy’thar> oraz części niezrozumiałej, rozkazu Lyra niewykonanego, czegoś co określę mianem <Oiy’sthat>. I tym momencie cała niezrozumiała absurdalność, niesprawiedliwość i niedopracowanie wszechświata, tłumaczone przez wielu aktami boskich planów i przeznaczeń, daje się logicznie wytłumaczyć. A zatem, w odwiecznym dążeniu do doskonałości, w którym droga wydaje się niejasna, możemy uczynić następny krok. Misją moją i wszystkich moich następców mentalnych winna stać się droga ku poznaniu <Oiy’sthat>, esencjonalnego elementu mysterium wszechświata, istniejącego jakoby poza tym, co jest nam znane, ale miejmy nadzieję, że nie poza tym, co jest dostępne naszemu poznaniu”
[..]

Muszę przeprosić od razu za dziwny styl tekstu, ale poza językiem dzieło sprawiało też inne problemy... ale to już mniej ważne. Ważne jest to, że możemy poznać elfickie wytłumaczenie składu znanej nam rzeczywistości. Esencją jest Głos Lyra, składający się z Oiy’thar i Oiy’sthat, znanego i nieznanego. Tak więc każdemu elementowi składowemu naszego świata jest przeciwstawiony element formalnie w nim nie istniejący, ale jednak do niego należący, będący uzupełnieniem doskonałości. To w swej skomplikowanej strukturze wypełnia niezliczone godziny studiów i medytacji śnieżnych elfów i właśnie to mogło być przyczyną ich przybycia do nas.
Czyżby usłyszeli Głos Lyra poza swą rodzimą wyspą?

Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 11. maja, Ostatnio modyfikował: Fimrys

Permalink

Dobre! Pisz dalej! Z tego wychodzi kampania! Albo i więcej. Nawet bez Vori! A na Erę zrobić kampanię typu - miasto forteca, czyli śnieg, oraz podmienione jednostki na śnieżne. Tekst pociąć i wkleić w mapy. To żaden wielki problem. W miarę prosto można zrobić szybko, coś jak Vori z fortecy i banków stworów z sieci. To nie musi być tylko opowiadanko do poczytania i koniec na tym. Nawet jeśli znowu Vori nie wyjdzie to z tego może być kampania.