Imperium

Behemoth`s Lair

I już po...

Permalink

Smutłem bardzo z powodu zakończenia konwentu i mojego braku na fotce grupowej, ale za to moge przynajmiej temat założyć.

Było super, kto nie był niech żałuje. Relacje napisze potem, bo na razie siedze w KFC na poznańskim dworcu. Chciałbym jednak wszystkim podziękować za wspaniale spędzony tydzień.


Permalink

Ja w tym roku, wzorem zeszłego, piszę relację będąc jeszcze w internacie... Smutny to dzień, strasznie smutny, trochę mnie dopadła depresja pokonwentowa :( , więc może jak poprzypominam sobie ten tydzień pisząc, to mi się trochę lepiej zrobi... Bo jest co wspominać i jest komu dziękować :) - a moja relacja z XII Konwentu taką formę podziękowań będzie miała, tak samo z resztą jak w zeszłym roku.

Zatem podziękowania prosto z głębi mojego gorącego serca :* lecą do:

- Tarnuma, najlepszego organizatora Konwentu, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć;

- posiadacza fajki wodnej i współorganizatora Kociołka, z którym kocykowanie jest bajką, czyli do Kameliasza (czary-mary tu, czary-mary tam...);

- uczestników pierwszej wyprawy na stóg, którymi byli Van, Cod, Morgu, Dagon i Gnom i udało nam się zdobyć najwyższy szczyt w okolicy i oglądać Perseidy;

- całej ekipy od siatki pod postaciami Dagona, Kama, Sulii, Vana, Coda, McGregora, Bojana, Pentacza, Yarzappa, Lecha (nikogo nie pominęłam?), bo chociaż były tylko dwa dni z graniem, a ja mam zakwasy w udach jak stąd do Honolulu i problem z pokonywaniem schodów, ale było warto - grać w siatkówkę strasznie lubię, a ostatnio miałam okazję rok temu, tutaj;

- Hella i Vania za wspólne tańczenie Macareny na samochodzie robotników (dzięki Van, że w swoich podziękowaniach przypomniałeś mi o tym ;) );

- Barta, tegorocznego "pierwszaka", za bycie naprawdę fajnym człowiekiem, pasującym do idei Konwentu;

- faceta robiącego najlepsze muffinki na świecie, czyli do Hella;

- uczestników drugiej wyprawy na drugi stóg, w drodze powrotnej z Grodu, czyli wszystkim z pierwszej oraz Behemothowi, wszystkim razem nam się później świetnie wyjmowało słomę ze spodni;

- twórców Liszomniszka, Inghama i Sandro, którym mogę zawdzięczać przekonanie się do bananów na pizzy;

- McGregora za kolejny raz bycie naszym Mistrzem Grilla;

- do wszystkich innych, bo na pewno o całej masie osób zapomniałam, to nie ze złej woli, tylko nie sposób wymienić tak na raz wszystkich (najwyżej będę edytować, jak o kimś sobie przypomnę).

Nie pozostaje mi nic innego, jak na sam koniec powiedzieć trzy, jakże istotne rzeczy:
Chwała!
Do zobaczenia za rok (a jak wcześniej się nadarzy okazja, to też z największą przyjemnością)!
Konwent, Konwent!

Trzymajcie się wszyscy,
Kas :)


Liczba modyfikacji: 2, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2015, Ostatnio modyfikował: Kastylia

Permalink

XII Konwent był moim drugim (po X w 2013) i był naprawdę zacny. Piszę z tej samej sali co Kastylia. Dziękuję wszystkim:

- Tarnum - za organizację. To miłe, że pracownicy internatu chwalą sobie tyle lat Konwentu i współpracę z "Dominikiem". ;-) Koszulki też były bardzo ładne i się na jedną skusiłem. Szkoda, że czcionka na plecach nie wyszła, ale i tak jest ładnie.

- Acid - za konkurs wiedzy o HoMM i MM. Formuła "1 z dziesięciu" jest widowiskowa, ale chyba wszyscy się zgodzimy, że jest średnio uczciwa i dużo zależy od szczęścia. Wiem, że tegoroczne zwycięstwo zawdzięczam szczęściu dużo bardziej niż 2 lata temu, kiedy każdy dostawał taki sam zestaw pytań i "kartkówkę". Można by też zrobić wersję łączoną - najpierw "egzamin" z np. kilkudziesięciu pytań, po cichu sprawdzany, a potem "1 z 10" z pytaniami z tej samej puli. Na koniec, kiedy się wyłoni wygranego teleturnieju, ogłosi się prawdziwego zwycięzcę - czyli tego pisemnego. To może prowadzić do miłych zaskoczeń. Sprawdzenie po kilkadziesiąt pytań aż 10 uczestnikom może być żmudne i długie, ale chyba nie zabrakłoby chętnych do tej ciekawej roboty, jeśli podać klucz (i ew. zostawiać konsultacje ekspertom).

- Wojrad, Hellb, Qui i inni - za organizację turniejów; Mateusz, Haav, Qui, Morgraf, Wojrad - gratuluję finałów i zwycięstw. H7 zapowiada się dobrze i też znaleźliby się chętni na turniej za rok, ale jak powiedział mi Sandro: musi minąć kilka lat, zanim w Polanowicach będą nowe komputery, zanim zrobi się arenę itd., podobnie jak czekało się z turniejami H5 kilka lat po premierze.

- Mnichowi Inghamowi, mnichowej Uli (bo Ingi to mnich, co "nie powściąga" i jest żonaty), Faramirowi i Sandro za miły dojazd do Byczyny. W pełni zrewanżuję się za rok. Dziękuję też bodaj Hubertusowi i Tarnumowi, bo któryś z nich mi podsunął ten sposób dojazdu. Hubiemu dziękuję też za bardzo owocne dyskusje o psychologii i filozofii - Sandro w sumie też.

- Behemoth, Architectus, Thanathos i McGregor - za miłe popykanie w H3 HotA w Spichlerzu.

- Crazy - za magiczną księgę z niespodzianką.

- Aerilien, Rabican, Ula, Val, MCaleb, Xel i inni - za towarzystwo

- last (lust :-P) but not least (akurat :-P) - Irydus za związany ze mną rysunek. Dalej nie wiem, co to za plątanina tam jest na obrazku.

Nie da się podziękować wszystkim - chałwa! Cieszę się, że w tym roku pogadanki były optymistyczne. Crazy, Hellb, Silveres i inni podnieśli Jaskinię z kolan, a nowe-stare serwisy rosną jak grzybki po deszczu. Van i Isli reformują Stowarzyszenie i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Q chwale!


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 16.08.2015, Ostatnio modyfikował: Tarnoob

Permalink

To i ja dorzucę parę słów! :)

Nie wiem od czego właściwie zacząć.... Przyjechałem we wtorek. Pierwotny plan zakładał pojawienie się już w poniedziałek, jednak zdrowie i lepszy układ pociągów sprawiły, że dokonałem korekty w swych założeniach.

Sama podróż była już o tyle ciekawa, że w Kluczborku zwiał mi transport do Byczyny. Nie było sensu czekać ani na kolejny pociąg, ani też autobus bo musiałbym spędzić na dworcu około dwóch godzin. Postawiłem zatem na łapanie stopa. Niestety żeby trafić na dobre miejsce do łapania samochodów musiałem przejść spory odcinek na piechotę. Po jakimś czasie jeden z samochodów się zatrzymał i zawiózł mnie pod byczyński polo market. Tam po małych zakupach wsiadłem do Wojradomobilu i dojechałem do internatu.

Tutaj zaczyna się właściwa historia. Niestety nie sposób opisać wszystkiego, każdej sytuacji czy żartu. Gwoli ścisłości: Było fantastycznie!

Konwent zapisze się pozytywnie w mojej pamięci między innymi dzięki turniejom Heroes of Might and Magic. O ile w części piątej moim jedynym sukcesem był sam start w nim to już w H2 i H3 poszło zdecydowanie lepiej. W obu tych turniejach udało mi się dostać do finału (w końcu!), a w jednym z nich (H2) wygrać :)

Interesujący był również konkurs wiedzy o M&M przeprowadzony przez Acid Dragona do spółki z Hellburnem. Nie zostałem tytułowym "jednym z dziesięciu", ale miejsce na podium udało się wywalczyć.

No i podziękowania, trudna sprawa. Na pewno nie uda mi się podziękować wszystkim, ale chociaż spróbuję wymienić parę osób:

- Tarnum: za konwent i "ogarnie się" na przyszły rok!

- Islington: za podwiezienie mnie do Wrocławia. Jeszcze raz wielkie dzięki!

- Qui: za finał w Heroes 3, mocne klikanie i pokonanie Wojrada!

- Haav Gyr: za finał w Heroes 2!

- Wojrad: za planszówki i bycie Wojradem (ot tak, po prostu)!

- Hellburn i Crazy: za to, że dzięki wam ta strona dalej istnieje!

- Pentacz i Yarzapp: za to, że wpadli. Bardzo dobrze było was znowu widzieć!

- Thanathos, Bart, Andruids i Cercatore: za debiut na konwencie. Świetnie się dostosowaliście do konwentowego życia!

- McGregor: za bycie grillmasterem!

- Architectus: za grę terenową!

- Acid Dragon: za konkurs wiedzy o M&M!

- Ania: za to, że podobno trochę mnie lubi!

- Bychu: za nic, ale chciałem Cię wymienić na liście :D

Podziękowania dla wszystkich, z którymi miałem okazję w coś grać, a nie zostali wymienieni wyżej: Kastylia, Kameliasz, Sulia, Behemot, Pentus, Codi, Ae, Van, Irydus...

Pewnie jeszcze o kim zapomniałem, więc proszę, nie gniewajcie się!

Już mi brakuje klimatu konwentowego. Mam nadzieję, że energia widoczna w Polanowicach przełoży się jakoś na aktywność w Jaskini. Spotykamy się za rok! ;)

Chałwa!

PS. Rudy niech odda kartki z Grodu.

Liczba modyfikacji: 4, Ostatnio modyfikowany: 16.08.2015, Ostatnio modyfikował: Mateusz

Permalink

To był bardzo spokojny tydzień, zupełnie moim zdaniem niepodobny do poprzednich Konwentów... W pewnym momencie chciałem odpuścić sobie typową formę podziękowań i przejść do ogólnego opisu przebiegu eventu, ale jakiś urok jest w tym wymienianiu ;) A więc...

Chałwa wszystkim przybyłym, zwłaszcza debiutantom (Thanathos, Bard?... Bart?... , Andrzej Druid, Ulken, Cer - mówię o Was! A zwłaszcza o dwóch pierwszych - dobra robota w aklimatyzacji)!

Chałwa wszystkim nieobecnym - #niemafielda, #ymiraż, #nullk, #brakmoses, #razero, #niedrix (ewentualnie #predhistoria lub #prexit)! Nadróbcie za rok, proszę.

Chałwa MonoKOKowi! Tak uroczo spał z Sandro w pociągu!

Chałwa Sandro! Tak uroczo spał z Tarnumem w pociągu!

Chałwa wszystkim poszukiwaczom Casiopei!

Chałwa wszystkim kociołkującym!

Chałwa Chlebrumowi i Irydusowi, bo nie chrapali!

Chałwa Kastylii, największej szabrowniczce koców z magazynu w pokoju 51! Poćwicz trochę w H5 ;>

Chałwa Mateuszowi, pierwszemu mężczyźnie(?), którego udało mi się podnieść jedną ręką!

Chałwa Dagonowi, ten placek po węgiersku był faktycznie wyborny!

Chałwa Pentaczowi za encyklopedyczną wiedzę o narkotykach, sposobach na otrzymanie w twarz w różnych miastach Polski i za dzielenie się tequilą!

Chałwa siatkówce!

Chałwa nowemu przyjacielowi Konwentu, miejscowemu psu Borysowi, któremu nadano imię Field 2.0!

Chałwa wszystkim dwunożnym, dwuręcznym, pozostałym małym częściom składowym tego fantastycznego miejsca, którzy nijak nie byli wymienieni powyżej! Wiecie, tacy ludzie jak Isli lub Ae - że nie muszą robić nic konkretnego, żeby morda sama się cieszyła na myśl w stylu "jak dobrze, że byli". :)

Chałwa nadchodzącemu XIII Konwentowi!

Nie wiem, jak Wy, ale ja odliczam dni. Nie znoszę po tym czarymarytuczarymarytam magicznym tygodniu wracać do szarej rzeczywistości. Byczyna is life. For life. Całe szczęście, że z niektórymi z Was (Behu, Bychu, Gnomik, Chlebrum, Daguś...) widzę się za trzy tygodnie w Bochni/Krakowie :)

PS: Mała ciekawostka - był to chyba pierwszy Konwent w historii, podczas którego wypito więcej wody niż piwa. Duża w tym zasługa odwodnionego od wtorku Faramira :)


Liczba modyfikacji: 3, Ostatnio modyfikowany: 18.08.2015, Ostatnio modyfikował: Kameliasz

Permalink

I już po...
I już po moim pierwszym konwencie.
Po zaledwie 3 poniedziałkowych godzinach, nabrałem pewności, że stawię się także za rok, dwa itd.

Chcę wam wszystkim podziękować za wspólnie spędzony tydzień - jak już było wspomniane - magię konwentu tworzą ludzie, sprawdza się to w 100%. Wybaczcie ci, których ewentualnie pominąłem - pamięć czasami szwankuje.

Chałwa w płynie dla Tarnuma za zorganizowanie konwentu i powitanie mnie na miejscu, generalnie w tym momencie poczułem się jak w drugim domu.

Dzięki wielkie dla Irydusa, Kastylii, Sulii, Hellburna, Dagona, Haav Gyra, Bazaltovego, Mateusza, Crazy'ego, Hubertusa, Morgrafa, Andruidsa, Bycha, Żywiołaka Piwa ( tak pamiętam o dokończeniu rozmowy ), Behemota, i McGregora -> to dzięki Wam czułem się jak wśród swoich.

Było ekstra na siatkówce, kocykowaniu, zarywaniu nocy w mafię i oczywiście w grodzie.

Cieszę się też, że mogłem poznać i chociaż parę słów zamienić z Sandro ( rządzisz gościu! ), że mogłem z kretesem lecz z honorem przegrać z Wojradem w kilka gier i w półfinale turnieju, oraz podyskutować z Tarnoobem.

Liczę, że zobaczymy się najpóźniej za rok :p


Permalink

Idźcie się utopić. Nie lubię Was wszystkich.

Zwłaszcza:
- Gnoma, bo jest wredny,
- Ani, bo nie da się z nią dogadać,
- Ae, bo kradnie moje jaja,
- Qui, bo nie dość, że kradnie moje jajo, to jeszcze przelewa na mnie swojego pecha (PS. wystarczyło od Ciebie odjechać na bezpieczną odległość, żeby laptop zaczął działać)
- Tarnuma, bo ciągle nic nie robił,
- Behemotha, bo mnie skompromitował wokalnie,
- Sienkę, bo ciągle mi mieszała z prawą stroną i słońcem,
- Rabicana, Vala i Ulę, bo.. czy naprawdę muszę podawać powód?
- Hobbita, bo przyjechał
- MCaleba, bo nie zabił Hobbita
- Sulię, bo była w mafii
- Uczestników "teleturnieju", ze szczególnym uwzględnieniem Tarnooba, Mateusza i Rabicana (ponownie), bo teraz muszę Wam wysłać te cholerne gry
- Kammera, bo nie dawał mi szpiegować króla w Maskaradzie
- AncientDruidsa, bo oszukiwał w Monopoly
- Kameliasza, bo idź się powieś w ciągu 7 dni
- i tego, którego nie uratuje nawet noszenie mojego plecaka - Bychu - masz takiego bana, że się nie pozbierasz przez miliony lat.


Permalink

Zacznę od przeprosin.
Kierowany szatańskim podszeptem Inghama, zablokowałem złośliwie trasę Seattle - Portland.
Sulio wybacz mi. :)

Podziękowania dla wszystkich którzy przybyli na konwent i tworzyli go, bo każdy był nieodzownym elementem całości.

A zwłaszcza:
- Barta, Thanatosa, Andruidsa, którzy pierwszy raz byli na konwencie, a wkomponowali się jakby nic innego w życiu nie robili
- Monokoku za ogarnianie
- Hella za wszystko, bo Cię bardzo polubiłem chłopie(ifrycie)
- Dagona j.w. + rozterki na temat budowy zegarka.
- pozostałych uczestników nocnego kocykowania z Vanem, Morgim, Codim, Thanatosem, śpiącym Bychem na czele
- Wojradom za wspólne lokum, mimo iż mój udział ograniczał się tylko do rannego chrapania.
- Sieńce za osobistą ochronę antyterrorystyczną i walkę na cienie
- ekipie z nocnego Dobble, z którą udało mi się dwukrotnie wkurzyć Tarnuma
- wszystkim mafiosom z którymi grałem
- wszystkim budowniczym siedmiu cudów świata
- wszystkim budowniczym kolei w USA
- Ae za super grę Sześć Wieży ;) i za to że jest taka fajna
- Archi za kolejną próbę idealnej gry terenowej ("Rudy" powinien być łamany kołem)
- wszystkim siatkarzom
- Haavowi za H2
- Hellowi za H3
- Irydowi, który się starzeje i jest coraz mniej irydujący
- Smokowi za opanowanie i kubek
- Ingiemu i Uli za zabranie klamotów z Grodzkiej i podwózkę na pociąg
- całej ekipie powrotowej

Jak było na początku, tak i na końcu. Podziękowania dla Sulii za całokształt. Bardzo Cię lubię chłopie(elfico) :)

Proponuję założyć już temat konwentowy na 2016. Święto wypada w poniedziałek, więc albo ze spokojem będzie można zostać do niedzieli wieczorem jeśli konwent będzie 11-14 VIII, albo przyjechać w poniedziałek 15-go na cały tydzień.


Permalink

Sikorowski

Choć w papierach lat przybyło to naprawdę,
Wciąż jesteśmy tacy sami.

Dwunasty konwent za nami. I chociaż w Byczynie jestem regularnie od tych jedenastu lat, z każdym rokiem tak samo trudno mi się żegnać z polanowickimi polami kukurydzy.

Do Polanowic dotarłem jak zwykle w poniedziałek wieczorem, towarzystwo opuściliśmy z Anią (która dotarła dopiero w środę) w niedzielę późnym wieczorem, po całym popołudniu spędzonym na planszówkach.

Jak zwykle, cały konwent zlewa się w jedną wielką wspaniałą zabawę. Szczególna chwała dla:

- Tarnuma - misiu, wieczna cześć i chwała, i zbiorniki retencyjne, za ogarnianie!

- Ani, która uczestniczyła już w połowie konwentów i bez której konwent nie byłby taki sam,

- Acida, bo jak zwykle był największym marudą, czarnym charakterem i psują laptopów,

- Quiego - za pokazy asertywności w praktyce i coroczne rozmowy,

- Codiego, Kastylii, Vania, Dagona, Morga - że tym razem nie zapomnieli o mnie przy zdobywaniu stogu,

- Beha - za "ja jestem twoją krową mleczną",

- Ae, Hella - za planszówki i za maltretowanie mnie w sprawie JB, za to że jesteście,

- Bycha - za ciągłe irytowanie Acida - chwała!

- Kammera - bo nie dawałeś szpiegować Acidowi w Maskaradzie... i się integrowałeś,

- Rabiego, Vala, MC - bo bez Was konwent nie byłby już taki sam,

- Sience - za aktywny udział w konwencie i jeszcze większe namieszanie w głowie Acidowi,

- Wojradowi - bo konwent to takie wydarzenie, na którym gra się w planszówki, a na końcu wygrywa Wojrad,

- Hobbita - bo dobrze było Cię znowu widzieć w Byczynie,

- Kameliasza - za odliczanie i kolejny powód do śmiania się z Acida,

- Thanathosa, Andruida, Barta - konwentowym "świeżakom" - dzięki że byliście, wpasowaliście się idealnie, mam nadzieję, że za rok znowu się widzimy!

Dzięki Hubi, Isli, Ingi, dzięki wszystkim innym!

Odliczanie do następnego konwentu czas zacząć - a po drodze widzimy się na M&M Days w Bochni.


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2015, Ostatnio modyfikował: Crazy

Permalink

Piszę z ciężkim sercem, bo nie jesteśmy już razem, w koło nie widać znajomych twarzy i tylko wspomnienia mi pozostały. Ale może wspominanie tych chwil pomoże jakoś wytrzymać do czasu gdy następny raz zobaczę wasze mordki :]

Dzięki wszystkim, których miałem okazję poznać pierwszy raz i wszystkim z którymi tak miło spędziłem ostatni tydzień.

Szczególne podziękowania, w kolejności zupełnie losowej, należą się:

- Tarnumowi za Monokokowanie
- Kastylii, Crazy'emu, Dagonowi, Morgowi i Codiemu za pierwszą wyprawę na stóg i oglądanie perseid, w tym szczególne podziękowania uczestnikom za odprowadzenie mnie z powrotem :]
- Kastylii i Helburnowi za cierpliwość w uczeniu mnie sekwencji ruchów macareny i taniec na pace, a także wszystkim uczestnikom drugiej edycji tańca z gwiazdami przed internatem
- wszystkim inżynierom i pozostałym niehumanistom za rozkminienie zasady działania trebusza i za celne z niego strzały
- Bojanowi za grę w boule (czy jakkolwiek się to pisze :P)
- Gnomowi za przygrywanie na laptopie przez całą noc i śpiewy na boisku i wszystkim śpiewającym, względnie próbującym śpiewać, jak ja
- Behowi za behemotówkę, Dagonowi za rabarbarjanówkę i pozostałe napitki o trudnych nazwach, Gnomowi i Morgowi za whiskasy, wszystkim uczestnikom dokoptowywania kubków, szukania i dawania coli (Isli!) i wszystkim którzy o 4 rano w sobotę skłonni byli oddać nam swoje napitki (Kraciasty!)
- Dziewczynom i Tarnumowi za organizację grilla, w tym za krojenie, zwłaszcza cebuli, a McGregorowi za dzielną służbę przy rzeczonym grillu
- Wszystkim którzy pomagali mi pchać, popychać, odpychać i ogólnie rozruszać samochód (gdyby nie deszcz miałbym ciągle wasze dłonie na masce na pamiątkę), ze szczególnym uwzględnieniem Gnoma za pomoc z kablami i Wojrada za podrzucenie mnie do Kępna po autko
- Wszystkim siatkarzom, ja też ciągle mam zakwasy :]
- Codiemu, Dagonowi i Morgowi za wytrzymywanie ze mną także gdy otwierały się bramy Mordoru
- Każdemu kto zagrał ze mną w magica, ze szczególnym wskazaniem Dagona, Ae i Morgrafa, a także Wojrada, z którym grałem pierwszy raz
- Gnomowi i Hellburnowi za trzymanie Jaskinii w technicznej kupie. hmm, to mogłoby zabrzmieć lepiej :]
- ZooFieldowi za towarzystwo
- Thanatosowi za rozmowy o filozofii i o trójkącie (też pamiętam że musimy dokończyć :] )
- Wszystkim kocykującym ze mną, ze sobą, razem i z osobna
- Panu Sławkowi, który tego nie przeczyta, za wiatrówki i dostarczenie koszulek
- Sandro, że mimo upałów przywdział szlafrok
- Bychowi za podszkolenie mnie w H2, Hellburnowi za przygotowanie mapy, Mateuszowi za to, że przegrałem z mistrzem :]
- Inghiemu za mężne stawanie w turnieju H5 i zatrzymanie się dopiero na 3 mistrzu z rzędu
- Morgiemu za próbę przełamania klątwy finalisty H5 i kumulowanie many byśmy mogli wrócić bezpiecznie do Wrocławia
- Guiemu za wygraną w H3 która sprawiła że pierwszy raz zwróciły mi się zakłady w spichlerzu, za Jonasza, Idziejezusa i kolędy (reszcie śpiewaków również)
- Pentusowi za możliwość postawiania krzyży na wyspie robinsona
- Behowi i Pentusowi za tolerowanie mojego notorycznego przysypiania i pecha w Arkham

Specjalniejsze podziękowania (teraz jak to napisałem to przekleiłbym tu wszystko co napisałem powyżej, także jeśli to czytasz - dla Ciebie również specjalniejsze podziękowania) dla:

Beha, Coda, Dagona, Kastylii i Crazy'ego za wyprawę na największy stóg siana, w tym Crazy'emu za wytrzymanie z nami, Codowi za znalezienie stogu w Internecie i wszystkim którzy usiłowali znaleźć wzór na jego wysokość, a później próbowali mi go wytłumaczyć

Kastylii za rozmowę o jej biodrach

Wszystkim śpiewającym pod gruszą, nad gruszą i obok gruszy

Poczułem się lepiej jak to sobie wszystko przypomniałem :] Jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim bez wyjątku za tworzenie niepowtarzalnej atmosfery Konwentu, razem zaburzamy rzeczywistość wokół jak najprawdziwsi czarodzieje i tworzymy z niej najpiękniejsze wspomnienia.


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2015, Ostatnio modyfikował: Vandergahast

Permalink

I ja tam byłem!
Miód i...
w zasadzie to łatwiej powiedzieć czego nie piłem :)

No i po raz kolejny z żalem piszę relację z zakończonego Konwentu... I po raz kolejny ciężko znaleźć mi słowa, które adekwatnie oddałyby to co przeżyłem, co widziałem, stan w jakim znajdowałem się podczas samej imprezy jak i żal w chwili obecnej. Nie chciałbym się tutaj roztkliwiać, bo wszak twardym być trzeba, ale co tu dużo mówić: żal tyłek ściska. Niemniej czuję, też dumę, że jestem drobną cząstką tak wspaniałej grupy... zgromadzenia... społeczności.

Chciałbym zatem złożyć podziękowania poszczególnym grupom, indywidualnym osobom jak i wszystkim razem bo wszystkie te wymiary tworzą jedną spójną całość jaką jest Konwent. (nuta nostalgii)

- Tarnumie - za to, że po raz kolejny przyjąłeś na siebie ciężar organizacji, i pomimo tak wielu obowiązków w życiu prywatnym, znajdujesz czas na naszą kohortę rozwrzeszczanych jaskiniowców.

- Codi, Van, Morgu, Crazy, Kastylia, Behu - za wytyczanie nowych szlaków na północnych stokach największych stogów.

- Hell, Bychu, Druids, Caleb - za podróżowanie 'tam i z powrotem', a w trakcie komentowanie tego co było, jest i będzie

- Morgowi, Vanowi i Codowi za przygarnięcie mię do pokoju

- Ekipie siatkówkowej - zarówno tej pierwszo-dniowej jak i poturbowanej drugo-dniowej, za uczestniczenie w tym sporcie ekstremalnym.

- McGregorowi za bycie sobą i spokój ducha jakim emanujesz.

- Ingi, Far, Tarnum - za ekscytujące bitwy w H5

- Kammerowi, Thanathosowi, McGregorowi - za płonące pośladki

- Uczestnikom Turnieju H5 - za to, że po raz kolejny pokazali, że im zależy i nie musiałem zbytnio nikogo poganiać.

- Śpiewającej ekipie - zarówno tej w drodze na stóg, jak i tej sobotniej po-finałowej, za Marylę na pełne gardło.

- Ekipie kociołkowej - za kociołek zwykły, wytrawny i sobotni

- Behowi - za trunek, który wbił mię w ziemię

- McGregorowi, Kastylii, Sulii i Tarnumowi - za pyszne jedzenie podczas czwartkowego grilla

- PenTusowi, Wojradowi, Druidsowi, Ae, Hellowi - za nauczenie mnie nowych planszówek jak i towarzystwo przy rozgrywaniu tych już znanych.

- Partnerom planszówkowym - dzięki za cierpliwość do moich dłuugich tur.

- Mafii - za to, że mnie nie męczyła, abym wziął w udział w tym całym mordowaniu.

- Dianie i Lechowi - fajnie, że dotarliście!

- Bojanowi, Aislinn i Izie - za dailyquesty i rozmowy przy GW

- Zoofiledziowi za przykład wzorowego konwentowicza

- Ekipom kocykowym - za rozkminianie tajemnic wszechświata i pilnowanie żebym nie zmarzł po przybiciu gwoździa

- Haavowi, Mateuszowi, Morgowi, Wojowi i Guinei - gratki za finały i ekspresowe walki.

- Ingiemu i Uli - za wybaczenie mi kubeczka

- Kameliaszowi i Irydowi za bycie takimi jakich Was zapamiętałem i niezmiennymi w tej materii(!!!)

- Acidowi i Hellowi - za "MM:1 z 10"

- Ae - za ziarno uspokajającej ciszy i ostoi w nawale tego wszystkiego

- Sience, Uli - za to że wciąż z nami wytrzymujecie

- 'Nowym' uczestnikom: w tym: Thanathosowi, Bartowi, Druidsowi, za to że tak szybko weszli w konwentowy klimat.

- Panu Sławkowi - za to że jest mega-otwartym facetem, który co i rusz dostarczał nam nowych narzędzi zagłady.

No i dłuugo jeszcze mógłbym jeszcze pisać, ale nie mam już siły. Czytelniku, proszę nie miej mi za złe jeśli nie wymieniłem Cię w tej liście. Tak jak wspomniałem, konwent tworzymy wszyscy razem jak i każdy z osobna, a tak intensywny tydzień ciężko streścić w kilku zdaniach. Niemniej nie zmienia to faktu, ze chwile spędzone w Waszym towarzystwie zostaną już ze mną na zawsze :)





EDIT: powtórki z finału H5 do pobrania tutaj


Liczba modyfikacji: 7, Ostatnio modyfikowany: 17.08.2015, Ostatnio modyfikował: Dagon

Permalink

Napisałbym coś wczoraj już, ale stwierdziłem że muszę zebrać myśli, oraz po 12 godzinach snu(tak starość nie radość).
Ogólne podziękowania dla wszystkich, którzy zjawili się na konwencie, to dzięki Wam co roku świetnie się bawię i odliczam dni do przyszłorocznego konwentu.
Dla tych co nie byli: #niebyłowastotożałujcie!

Szczegółowe podziękowania dla:
- Thanathosa i Barta za ekspercką logistykę i wyręczenie PKP. Oraz za towarzystwo w pokoju.
- Tarnumowi za bycie jeszcze raz MonoKOKiem!
- Hellburnowi i Crazy'emu - za wkład w utrzymanie Jaskini i lepsze wieści niż przed rokiem.
- McGregorowi za bycie mistrzem grilla i bycie starszym ode mnie :P
- Ae za coroczne łapanie Perseidów.
- Sulii, Dagonowi, Kastylii, Vanowi, Mogiemu, Bartowi, Thanathosowi, Bojanowi, Codhiemu, Irydowi i ok Lechowi za bycie siatkarską LŚ!
- Kwasowemu za bycie Kwasowym zwłaszcza w obecności Bycha.
- Bychowi za utrzymywanie Acida w dobrej formie i okupację WC.
- Ekipie tancerzy, mam was nagranych gagatki! :D
- Idrydowi za bycie prawdziwą mafią terroryzującą, jak co roku;)
- Wojradowi, Mateuszowi, Hellowi i Dagonowi za turnieje H2, H3 i H5... i oby za rok H7?
- Inghamowi za bycie mnichem ;)
- Emigrantom za to, że co roku przyjeżdżają specjalnie na konwent.
- Mateuszowi za finał H2, odegram się! :P
- #brakhoodsów - za to że turniej H3 był szybszy :P
- Qui za wygranie z Wojradem w H3! Brawo!
- Vanowi za to że uniknął starcia w M:tG :P w przyszłym roku nie daruję!
- Panu Sławkowi za koszulki, śrut i maliny:)

Oraz wszystkim, których nie wymieniłem (chcący lub nie) :) Do zobaczenia za rok, lub szybciej!


Permalink

Jak mogłem zapomnieć o tańcu na pace?! :D


Permalink

Bardzo się cieszę, że po raz kolejny udało nam się znów spotkać w Byczynie w licznym gronie (choć nie tak licznym, jak w latach poprzednich). Tutaj po prostu nie da się napisać niczego odkrywczego:

Tarnumie Monokoku I
Organizując Konwent dokonujesz czegoś naprawdę wspaniałego i godnego pochwały. Pozwalasz na postępującą integrację społeczności skupionej w JB. Doświadczam tego na własnej skórze - wspominam swoje pierwsze konwenty, porównuję je z ostatnimi i widzę ogromny postęp w otwieraniu się na innych. Z początku ograniczałem się do kontaktu z kilkoma osobami - teraz jest ich całe mnóstwo. Czerpię ogromną przyjemność z przebywania w towarzystwie Twoim, jak i pozostałych Konwentowiczów.
Ponadto spotkania konwentowe umacniają więzi między starymi znajomymi, a także te, które "toczą się wyłącznie w internecie". Bez corocznego eventu w polanowickim internacie z pewnością nie byłbym w stanie przekuć pewnych internetowych znajomości w znajomości "real life". To bardzo ważne.
Konwent to także świetna zabawa. Multum turniejów i konkursów (jak na 7 dni to uważam, że naprawdę jest się czym pochwalić), drugie tyle planszówek i karcianek, no i po raz kolejny - doborowe towarzystwo, które skutecznie pozwoli zwalczyć nudę nawet zwykłą rozmową.
Te 7 dni pozwala się zdystansować, odpocząć i odprężyć. Dopiero po powrocie - po wyciągnięciu kluczyków ze stacyjki zapłonu, po przekroczeniu progu domu, po położeniu bagażu na podłodze - daje się odczuć ta tęsknota za czymś ważnym, co właśnie się utraciło. Na szczęście nie na zawsze, bo Konwent wraca. Co roku. I z niecierpliwością oraz nadzieją będę go oczekiwał.

Brawa na stojąco, Tarnumik.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Teraz będzie nieco chaotycznie, bo tak jak pisali moi poprzednicy - wszystko zlewa się w całość i ciężko to uporządkować, dlatego wymienię rzeczy losowo w sensie chronologicznym.

Ogromne, uśmiechnięte, machające radośnie Bzium, Nanana i Tralalala dla Ani, która opiekowała się mną w środę/czwartek (już nie pamiętam dokładnie, który to był dzień). Bez Ciebie nie wiem czy bym sobie poradził w nawigacji, gestykulacji czy przekazywaniu myśli. Nie wspominając już o prostej, ale jakże ważnej - najważniejszej - rzeczy, jaką było mi Twoje towarzystwo. Jesteś jedną z najpozytywniejszych osób, jakie dane mi było poznać, a tamten dzień właśnie dzięki Tobie stał się jednym z najlepszych (dla mnie) dni Konwentu.

Jest też coś takiego magicznego w zwykłym śpiewie w skromnym gronie, nawet jeżeli się nie umie albo się nie zna słów. A śpiewałem sobie z Gnomem, Morgrafem i chyba Vaniem... reszty wokalistów nie pamiętam, przepraszam :(. Specjalny uścisk w koszulce dla Gnoma za rozmowy na korytarzu i przed internatem. :) Dzięki, że jesteś.

Późnonocne/wczesnoporanne spacery po bieżni z Ae również bardzo sobie cenię. Żywię szczerą nadzieję, że będziemy to powtarzać co roku. No i oczywiście jej towarzystwo przy karciankach, planszówkach, w Spichlerzu zawsze jest mile widziane.

Bardzo miło wspominam też Macarenę przed drzwiami internatu w Polanowicach. Była nauka, były błędy, była muzyka i śmiechy, ale przede wszystkim była dobra zabawa, zarówno dla tańczących (ja, Van, Kastylia, a później inni, którzy dołączyli dnia późniejszego), jak i dla widowni. Lubię takie spontaniczne akcje i ukłony w stronę reszty zespołu tanecznego, że nie wstydzili się powygłupiać razem ze mną :).

Wiele razy podczas Konwentu do głowy wpadały mi myśli na temat turniejów. Z jednej strony nie jestem już "czynnym" graczem i szkoda mi marnować czas przy komputerze.. ale z drugiej fajnie sobie czasami uciąć krótką partię i porozkminiać rozwój bohatera oraz samą bitwę - na co właśnie mam ochotę raczej na Konwentach niźli w pozostałych porach roku.
Cóż. Tak czy inaczej - dziękuję swoim oponentom: Mateuszowi, Pentaczowi (H5), Guiemu, McGregorowi (H3) za możliwość spróbowania swych sił.
Dziękuję też wszystkim uczestnikom turnieju H2, a Mateuszowi gratuluję wygranej :).

Skoro mowa o wygranych...
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą? Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!
Gratuacje dla Qui a.k.a Guinei za zwycięstwo w turnieju Heroes 3. Chyba pierwszy w historii czempion Groty w turniejach Heroes :). Nasza pogawędka o szeroko pojętch realiach umiliła mi późnowieczorny powrót z Grodu (marsz w ciemnościach - kto nie spróbuje ten nie zrozumie).

Turniej wiedzy o Heroes i M&M, do którego przyjemność miałem dołożyć swoje 3 grosze bardzo mnie zaskoczył. Bardzo Pozytywnie. Posypały się nagrody, a funu było co nie miara. To zdecydowanie jeden z pomysłów, który warto pielęgnować i rozwijać. Smoku, chętnie znowu powymyślam kolejne pytania (będą ociupinkę trudniejsze ;P) oraz wspólnie z Tobą dopracuję formę turnieju. :)

McGrzesiowi należą się ciepłe słowa za dotrzymywanie towarzystwa w Spichlerzu na finale, w drodze powrotnej, za planszówkowanie i zbieranie byczków ;). Ale przede wszystkim za ponownie obranie stanowiska Grillmastera oraz całej ekipie przygotowującej jadło na Ognisko. Chwała Wam!

Z planszówek i karcianek, na tegorocznym Konwencie najwięcej grałem 7 Cudów Świata, MAFIA, Sześć Wierzeń. MAFIA wciąż nie działała tyle ile bym chciał, ale cóż... ludzi zebrać co raz trudniej. Ale 7 cudów najbardziej przypadło mi do gustu, nawet w głowie pojawił mi się pomysł by zrobić heroesową wersję tej gry :).
Gilotyna, Cytadele, Magnaci to gry, w które zagrałem tylko raz. I o ile w 2 pierwsze chętnie bym pyknął raz kolejny (lub dwa) to z Magnatami dałem sobie spokój... jakoś nie poczułem tego klimatu.
Mimo wszystko - wielkie dzięki za możliwość gry z Wami. :) A MAFIA z Wojradem, Sandro i Irydem to przyjemność.

Podróżowałem z Bychem, Dagonem, Andruidsem (który okazał się znajomym z liceum) oraz MCalebem. Nie nudziłem się i z chęcią pojadę z Wami następnym razem :).
Po raz kolejny mieszkałem z Irydusem i Kameliaszem i myślę, że doskonale nam to leży :). Pozdrawiam Was.

I ogólnie, przytulam Was tak mentalnie. Tak jak przytulałem Was w Byczynie :).

Pogoda była wprost wyborna, przynajmniej dla mnie - gdyby nie to, że od Słońca można się pochorować to wygrzewałbym się na kamieniu jak jakaś salamandra ;)... No, przyznam - w pewnym momencie temperatura potrafiła dać mi w kość - całkowicie straciłem apetyt. Ale poza tym cieplutko, spożywanie gaszących pragnienie płynów na kocykach przy wszelakich grach. Było fajnie :).

EDIT: Kolejna część dopisana...


Liczba modyfikacji: 3, Ostatnio modyfikowany: 18.08.2015, Ostatnio modyfikował: Hellburn

Permalink

Dodam jeszcze jedno.

Z tego, co zasłyszałem, Thanathos, Morgraf i Van prowadzili dyskusję m.in. z filozofii matematyki - o tym, czy założenia jakiejkolwiek wiedzy, zwłaszcza nauki, a zwłaszcza matematyki, są tworzone przez człowieka (umowne) czy odkrywane (niezależne). Thanathos wydawał się bardziej platonizujący, a Morgraf - jak to fizyk, przeciwnie. (Czasami się na to mówi nominalizm albo formalizm, ale często ludzie o takich poglądach unikają etykietek). Chętnie dołączyłbym do tej dyskusji i Sandro pewnie też. Na szczęście 4 lata temu Sandro i ja postawiliśmy w lipcu w Osadzie kącik filozoficzny - zapraszam. :-)

Ae dobrze napisała - można by zrobić listę wszystkich konwentowiczów, nawet tych nieobecnych, i przy każdym coś miłego napisać. ;-)

EDIT Zapomniałem o jeszcze jednym.

Dziękuję wszystkim, którzy w drodze do Grodu (i nie tylko) przyłączyli się do wymyślania żartów, tzn.
McAaron
McOwiec
McUfka
McLair
McAbra
McIntosh
McYeta
McYaveli
McRela
McAo
McBet
Drag Dragon - Hubi, to faktycznie warto będzie narysować
McSandro - pewnie z tatarem, z mięsem z kością albo z brodą
i innych, których pewnie nie pamiętam.


Liczba modyfikacji: 1, Ostatnio modyfikowany: 18.08.2015, Ostatnio modyfikował: Tarnoob

Permalink

Przyszedł czas na relację od Bycha.

Wyjechałem z Hellem oraz ANDRzejem koło ósmej. Zabraliśmy Dagona i potem prosta droga z jednym przystankiem doprowadziła nas do Byczyny. Nie-taki-szybki obiad w Spichlerzu był naszym pierwszym posiłkiem w Byczynie, gdzie Hell wyjaśnił Dagonowi jak robi się sok z kaktusa. Następnie udaliśmy się do Polo, gdzie czterech dorosłych chłopów rzuciło się na płatki i wykupiło wszystkie Dagonki jakie były a półce. Szybka wyprawa do internatu, powitania i pierwsze rozmowy zaczęły się kleić. Ten dzień był wyjątkowo szybki i miły.

Wtorko-środa upłynęła już głównie na graniu w gry i witaniu kolejnych przyjezdnych. Nie mam pojęcia kiedy grałem w jaką grę, ale wydaje mi się, że to wtedy rozegrałem pierwszą partię Carcasony(?). To właśnie którejś z tych nocy, które w tej chwili zlewają mi się w jeden dzień z krótką drzemką tańczona była po raz pierwszy macarena, której byłem jedynie widzem. Gratuluję talentu i chęci nauki! Nie mam nawet pojęcia czy byłem wtedy na obiedzie. Wydaje mi się, że to tego dnia wraz z Gnomem, Qui i Mateuszem odbieraliśmy Acida i ruszyliśmy do Grodzkiej. Tego wieczoru po raz pierwszy ruszyła się mafia. Jak zawsze byłem tylko zwykłym mieszczuchem. No ale nie można mieć wszystkiego.

Czwartek pamiętam dość dobrze (chyba) :P), bo po dosyć później pobudce koło 10:30 załapałem się na miły wyjazd do Grodzkiej na śniadanie wraz z Sulią, Faramirem, Ingim i jego małżonką. Po dosyć długim posiłku wróciliśmy do Polanowic. W miłym towarzystwie czas szybko leci, więc te niecałe trzy godziny zleciały jak trzy minuty.
To wtedy też spróbowałem tych świetnych lodów! Naprawdę polecam. Gdy wróciliśmy powoli zaczęły ruszać pierwsze turnieje. Tego wieczoru wymieszano odpowiednie składniki aby uzyskać magiczny trunek zwany potocznie kociołkiem. Turniej wiedzy który wygrał Tarnoob był świetny, graty ziomalu i dzięki dla Acida za organizację, a Hellowi za bycie jego prawą ręką.
Następnie macarena już w większej grupie oraz późniejsze kocykowanie.

Piątek. Dość leniwie zaczęty dzień wraz z Qui, Ae, Faramirem i kilkoma zmiennymi osobami spędziłem na siedzeniu przy mikrofalówce i podkreślaniu jak bardzo mi się nic nie chce. Moi rozmówcy, a zwłaszcza późniejszy Mistrz H3 Qui wtórowali mi. Kolejny dzień spędzony na planszówkach, rozmowach i śmiechach zleciał szybko. Za szybko. Jak cały Konwent. Chyba wtedy zagrałem po raz pierwszy w Listy Miłosne z Ae, Acidem i Qui. Wieczorem byli chyba Łowcy Smoków, Bang i tradycyjnie nocna mafia. Pomiędzy tym wszystkim udało mi się zdołować Thanatosa moim fartem i ciągłymi morale ^^. Gród był naprawdę fajną atrakcją. Jedzenie które dostaliśmy było świetne, a Pani od ognia która okazała się dziewczyną dała naprawdę fajny pokaz.

Sobotni poranek był dłuuuuuugi, głównie dzięki Archiemu i jego fazom taktycznym w H2. W międzyczasie zdążyłem jeszcze ograć Kammera w H3 i odpaść z Sienką :D. Po uporaniu się z długością gry Archiego i zjedzeniu zamówionego pożywienia przegrałem z Haavem 2:1 w H2. Za rok wezmę odwet i znów będą mi wchodzić morale! Finał w spichlerzu oglądało się naprawę fajnie, zwłaszcza, że nie było zbędnego przedłużania. Po powrocie znowu mafia. Długa mafia, skończona chyba koło 6 rano. Ale było warto, bo po raz pierwszy na tym konwencie zostałem mafią!

Niedziela była dniem o tyle smutnym, że był to dzień pożegnań. Wspólny obiad w Grodzkiej był spoko, ale psuła go świadomość, że jest to ostatni taki grupowy posiłek. Po powrocie do internatu chcąc nieco zapomnieć o pustce zajęliśmy się znowu grami. Uzupełnić braki ludności pomogli studenci zza granicy. Tarnoob mógł sobie pogadać i gdyby nie jego próba oddania wyszabrowanego piwa noc byłaby bezproblemowa. Sen zmógł mnie koło drugiej. Gdy obudziłem się w poniedziałek rano dokończyłem pakowanie i tuż przed południem opuściliśmy internat wraz z Hellburnem, Dagonem i MCalebem. Gdy nasze drogi się rozeszły udałem się na autobus i dojechałem do siebie.

Nie chcę robić listy komu za co dziękuję, bo cieszy mnie po prostu obecność wszystkich, którzy byli obecni. Każdy wniósł od siebie coś innego, każdy był świetny. Z jednymi miałem okazję porozmawiać dłużej z innymi krócej, ale wszystkim jestem wdzięczy za obecność tak samo. Liczę, że za rok zobaczę Was wszystkich plus kilka nowych twarzy!
Chwała!


Permalink

Do Byczyny pojechałem nowym samochodem Ford Grand C-Max z całą rodziną w poniedziałek. Po przyjeździe zrobiliśmy zakupy w markecie i zjedliśmy tradycyjny obiad w Spichlerzu. W internacie było już kilka osób więc można było zacząć kocykowanie. Przez cały tydzień było bardzo upalnie więc raczej chowaliśmy się w cieniu drzew niż na otwartym boisku. Graliśmy najwięcej w 7 Cudów Świata i zawsze w 7 osób. Magnaci też się spodobali, dobrze pasują do klimatu konwentowego. Nie odbyło się bez spalenia i rozbiorów Polski.
Konwent bez Mafii – niemożliwe. Nocne granie było bardzo ciekawe. Morg, Codi, Van, Thanathos, Bard, Ingi z Ulą, PenTus, Irydus, Bychu, Ae, Mateusz, Kameliasz, Sienka, Sandro, Sulia, Hell, Acid, Archi z Cercatore, Andruids, Crazy, Pentacz, Yarzapp i ja – to chyba wszystkie osoby grające choć raz w mafię.
Z wtorku na środę przebojem była Macarena wykonywana przez Kastylię, Vana i Hella na pace samochodu budowlańców.
W czwartek wieczorem był grill, którym zajmował się McGregor.
W piątek całą grupą poszliśmy spacerkiem do Grodu. Po posileniu się pieczonym prosiakiem i udźcem z dzika zagraliśmy w grę terenową przygotowaną przez Architectusa. Wszyscy bardzo dzielnie szukali karteczek schowanych w różnych miejscach. Niestety kartka nr 3 została zerwana przez dzieci kolonijne.
W czwartek zaczęły się pojedynki turniejowe w H2, H3 i H5, które trwały do soboty. Chciałem startować we wszystkich trzech turniejach ale w końcu H2 trzeba było odpuścić. W H3 po zaciętej walce przegrałem w półfinale z Qui, który później wygrał w finale z Mateuszem. Sienka dotarła do 8 najlepszych graczy! W H5 po ciężkich bojach pokonując Codiego, Pentacza i Thanathosa dotarłem do finału. Tutaj w Spichlerzu spotkałem się z Morgrafem i wygrałem. Tradycja została zachowana – gracz zajmujący 2 miejsce rok wcześniej wygrywa w następnym roku. Czarnym koniem turnieju H5 był Ingi, który pokonał tak dobrych graczy jak Vana i Dagona.
Na XII Konwencie zabrakło mi ekipy BH. Jakoś tak było dziwnie bez BlackMosesa, Razera, Predrixa. Zabrakło grania w piłkę nożną i meczu z Byczyną. Zabrakło mi nocnego oglądania gwiazd na kocyku. Zabrakło jeszcze kilku dni aby z wszystkimi zagrać i pogadać.

Dziękuję wszystkim i od zobaczenia za rok na XIII Konwencie.
Wojrad


Permalink

Wszystko na temat ogólnego i chronologicznego przebiegu konwentu zostało napisane m.in. przez Bycha i Wojrada, moja relacja będzie więc subiektywną oceną konwentowego wyczekiwania, konwentowego chaosu, konwentowych atrakcji, konwentowych wyskoków i konwentowego niedosytu. Tak jak Ci przede mną, również dziękuję wszystkim za cały trud i serce, które włożyliście, żeby dostarczyć miłych wspomnień i dobrej zabawy mi i innym konwentowiczom.

Przegapiłem co prawda odliczanie, ale i bez tego atmosferę wyczekiwania dało się wyczuć w powietrzu, na forach i czatach zarówno Jaskini i Groty. Ludzie rzucali się do rejestracji, kiedy tylko pojawiła się ku temu możliwość, geronci budzili się ze snu i wychodzili ze swych kryjówek, a w samochodzie Hellburna napięcie i ekscytacja sięgały zenitu przy pokonywaniu kolejnych kilometrów. Nie rozumiałem jeszcze na czym polega to całe halo. Cieszyłem się, że spędzę tydzień z dala od miejskiego zgiełku, komputera i poznam ciekawych ludzi. Teraz już trochę lepiej rozumiem konwentowego bakcyla. Myślę, że razem ze wszystkimi będę od tej pory wyczekiwał następnego "jedynego takiego tygodnia w roku".

Pierwszym co rzuciło mi się w oczy kiedy dotarliśmy na miejsce, był chaos. W chaosie przebiegało zarówno wybieranie pokoi (zmieniliśmy go tylko raz, nie 3 jak niektórzy nas posądzali!), witanie się ze wszystkimi, wyprawy na obiad, organizowanie się na planszówki i wszystko w zasadzie co wymagało więcej niż jednej istoty. Chaos, który był zarówno piękny w swoim bezładzie, dający multum możliwości i (prawie) pełną wolność, ale też trudny do oswojenia. Co prawda dla chcącego nic trudnego i jak wiemy wszystko samo się w końcu ogarnia, ale nie każdy od razu odnajdzie się w konwentowym rozgardiaszu. Dlatego w tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy poświęcali swój czas na zachęcanie, gromadzenie, często wręcz ciągnięcie innych ludzi do kupy, żeby móc spędzać wspólnie czas. Moje osobiste wyrazy wdzięczności idą do Aerillien, Bycha, Irydusa i Kameliasza. Jesteście niesamowici i to dzięki wam kilku ludzi stwierdziło, że wpasowałem się w konwentowy klimat i pewnie zobaczymy się za rok. Nawet Kammera udało się wypędzić z pokoju na jakiś czas. Następnym razem trzeba będzie zabrać mu lapka.

Kilka razy zastanawiałem się dlaczego akurat Byczyna. Mimo iż okolica jest wyjątkowo urocza, nie grzeszy nadmiarem wypoczynkowych atrakcji. Ma to jednak swoje pozytywne strony. Gdyby w pobliżu było jezioro, cierpielibyśmy na większe ukąszenia od komarów, a gdyby góry, musielibyśmy mieć się na baczności ze względu na kapryśną pogodę. Trzeba jednak przyznać, że polanowicka sielanka daje większe możliwości na tworzenie konwentu przez samych jego członków, przez co człowiek jeszcze bardziej zżywa się z całą ideą. Kolejne podziękowania ślę więc wszystkim, którzy przygotowali rozrywki umilające wolny czas - organizatorom turniejów, biesiady i grilla, wszystkim którzy wieźli ze sobą pudła planszówek i puszczali muzykę, no i oczywiście samemu, wielkiemu, samo-się-wszystko-ogarnia Tarnumowi. Przy okazji serdeczne dzięki Gnomie, dzięki tobie poznałem karciane Monopoly. Natomiast wszystkie partie Mafii wydały mi się niezwykle niegościnne dla takiej liczby nowych graczy, którą udało mi się zaobserwować. W zdecydowanej większości wypadków, było to dla mnie i jak przypuszczam kilku innych osób, całkowitą stratą czasu i marnotrawieniem zasobów ludzkich.

Czy to na lepsze, czy gorsze, odniosłem wrażenie, że nie było jakiegoś nadzwyczajnego wydarzenia cechującego tegoroczny konwent. Były takie momenty jak Rabican paradujący po mieście w sukience, taniec na pace, Qui zabierający rzutnik foliowy zamiast projektora, pierwsze wyjście Kammera z pokoju, czy Acid goniący Bycha po schodach, jednak srogi upał chyba skutecznie odebrał ludziom chęć do większych ekscesów. Niemniej dziękuję wszystkim tym z was, którzy niezrażeni słoneczną tyranią burzyliście jakąkolwiek rutynę i konwencje. Być może nie wystarczy tego, żeby przyszłe pokolenia wymieniały rok 2015 obok nietoperzy-wampirów, poj*banego stosu, halucynnego ptaka w pokoju, czy opłaty za przygodną noc w internacie, ale ja i tak będę ciepło i pozytywnie wspominał swój pierwszy tydzień w Byczynie.

Czas, jak wielu mnie z resztą przestrzegało, minął zadziwiająco szybko. Nie zrobiłem wielu rzeczy takich jak nabazgranie rysunku dla Xela, zdobycie stogu, spróbowanie miejscowych lodów, pstrąga i ogarnięcie jakiegoś kalambury w tematyce M&M. Ponadto, mimo wcześniejszych zapewnień, kiedy poznałem konwentowy tryb życia doszedłem do wniosku, że nie będę zanudzał nikogo zawiłymi zasadami, liczeniem punktów ataku i graniem w wydrukowany na karteczkach zasypywanych tekturowymi żetonami półwyrób. Dlatego też dziękuję Kammerowi, Xelacientowi i Hubertusowi za uczestnictwo i towarzystwo przy rozegraniu partii prototypu mojej gry, kiedy już zupełnie nie było nic do roboty. Dziękuję też Mateuszowi i Morgrafowi za wyrozumiałość i cierpliwość w potyczce z noobem w eliminacjach do turniejów H2, H3 i H5. Do następnego konwentu na pewno opanuję format areny i dostanę się... przynajmniej do jednego finału. Szykujcie się! Przy okazji chciałbym zaapelować do osoby, która będzie zajmować się turniejem H2 za rok (o ile taka się znajdzie), o znerfienie czaru Holy Shout. Shit’s OP.

Na koniec dziękuję jeszcze wszystkim innym konwentowiczom, z którymi miałem okazję się zapoznać, a o których jeszcze nie wspomniałem: Thanatosowi, Hellburnowi, Dagonowi, Bartowi, Vanderghastowi, Ani, Wojradowi z rodziną (w tym młodej gerontce Kastylii), McGregorowi, Behemothowi, MCalebowi, Hobbitowi i Sandro. Dziękuję, że swoją obecnością, swoim alkoholem, swoją twarzą, staraniem i wsparciem oraz rozlicznymi prawymi i lewymi rękoma uświetniliście ten konwent, tą społeczność i budżet Byczyny. Specjalne podziękowania składam też anonimowej Pani, która wskazała nam kierunek do M1 w Czeladzi. Chałwa niech jej słodką będzie i niech nie budzi się w środku nocy z powodu wspomnienia Bycha, wrzeszczącego z samochodu na jej cześć : p

Chwała wszystkim!