Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

Baśniowe Gawędy - "Drzwi do karczmy lekko uchylają się..."

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Baśniowe Gawędy > Drzwi do karczmy lekko uchylają się...
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Alkarin

Alkarin

19.04.2011
Post ID: 61672

Nie umieli jednak odczytać tego napisu, gdyż zapisany był w nieznanym im języku. Złodziej zapalił pochodnię. Poszli na piętro, zobaczyli tam Durnara, który wychodził z pokoju.

Temperatura obniża się.

Zoanelgustar zapytał maga:
-Czy mógłbyś odczytać nam pewną inskrypcję?
-Pokaż mi ją
Poszli w trzech na dół. Durnar powiedział im, że umie odczytać ten napis. Głosił on: "Klątwa na dwóch spoczywa, trzeci z demonem się brata, a czwarty przez chciwość zaślepiony zostanie tu na wieki"

Mag usłyszał pewien dźwięk. Spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył kraty, był pewien, że wcześniej ich tu nie było...

PS: Sulio zastosuję się do twojej rady i ograniczę ilość wielokropków w przyszłych postach, poza tym chciałbym Ci podziękować za znalezienie błędu i poprawienie go, sam tej omyłki po prostu nie zauważyłem.

Agon

Agon

28.04.2011
Post ID: 62122

Drow zamówił kolejny napój – tym razem wino – i dosiadł się do stolika, gdzie siedzieli pozostali. Jego zmysły były czujne, jednak odczuwał niepokój. - Coś mi tutaj nie pasuje – zwrócił się półgłosem do Irydusa. Ten tylko skarcił to zagłuszenie opowieści. Po tych słowach, Agon nie zaznawał spokoju. Ktoś się zbliżał. Minęło kilka chwil, kiedy nachylił się w stronę Irydusa. - Nie żartuję. Powinniśmy być ostrożni, mimo że słońce jeszcze świeci – powiedział mu na ucho. Zniecierpliwiony elf obrzucił go groźnym spojrzeniem i wywrócił oczami. Rozczarowany reakcją Agon nie stracił podzielności uwagi. Słuchając opowiadania, czuwał i odebrał napój.

Kanako

Kanako

29.04.2011
Post ID: 62142

Koci demon, Kanako nie pojawiał się przy szynkwasie już od dłuższego czasu. Niektórych zaczęło to zastanawiać, a inni nie zwrócili uwagi. Po chwili jednak "umagicznieni" goście gospody wyczuli krótkie lecz mocne wykorzystanie demonologii. Powietrze rozdarł przeraźliwy jęk oraz wypowiedziana jakbym podwójnym głosem inkantacja. Nagle ze schodów prowadzących na poddasze sturlał się nieobecny. - Samo zaczęło grać! - wykrzyknął próbując przebić się przez coraz głośniejsze brzemienia Lacrimosy. - Ja... Ja je zamknąłem, ale nie na długo. Goście zastanowili się chwilę nad dziwnym zachowaniem elfa. W tej chwili ze chodów zeskoczył mały imp, który wykorzystując stan Kanako pozbawił go równowagi i wgryzł się w jego lewe ramię.

Architectus

Architectus

31.05.2011
Post ID: 62804

Tuż przed tym wydarzeniem, Naadir z Pikodragonem siedzieli wpatrzeni z ciekawością w Alkarina. Opowieść stawała się coraz bardziej wciągająca. Fergard Stratoavis otrzymał następny kufel Kwaśnej Smoczej od Boba. Podczas jego sączenia, zastanawiał się, gdzie przepadł Kanako - Miał pójść załatwiać sobie nocleg i dotychczas nie powrócił, a w Thomeheb już się ściemnia - pomyślał. Nagła zmiana sytuacji wprawiła zebranych w lęk. Tylko Agon odważył się sięgnąć po impa i zdjąć go, nie wyrządzając większych szkód na ręce Kanako. Melodia roznosiła się niemiłosiernie, od uszu do serc zebranych. Dźwięki stały się tak donośne, że szyby zadrżały. Natomiast na zewnątrz Karczma zdawała się stać spokojnie.

Agon

Agon

11.10.2011
Post ID: 64911

Kanako był stabilnie trzymany za rękę, tuż nad ranami po zębach, przez Agona, który w drugim uścisku miał kark impa. Drow wrzasnął do najbliżej znajdującego się Naadira: – Rzuć mi kubek z winem, już! – polecenie było skuteczne. Naadir chwycił naczynie i dynamicznie podał je drowowi. – Pikodragonie, imp! – dodał, żeby ten nieborak nie zwinął się zbyt szybko. Po mgnieniu oka Agon zwolnił uścisk, a smok już miał w objęciach impa. Kanako patrzył się na drowa z przerażeniem. Drow na to odpowiedział: - Nie mnie się bój, tylko tego co jest na górze – następnie polał winem jego ranę i puścił uścisk.

Laysander

Laysander

13.12.2011
Post ID: 66817

Drzwi do Karczmy lekko uchyliły się, ale kto by to zauważył we wszechobecnym harmidrze tam panującym. Laysander nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Miał jedynie dopilnować Karczmy, a co zastał? Podłogę zachlapaną winem na środku izby.
– Kto tu nabrudził?! I kto tak dokładnie gra na fortepianie? – spytał bez ogródek, dodając – Zaraz, zaraz, znam tę melodię… Ona… nie to niemożliwe – zamilkł, zaskakując zebranych.

Agon

Agon

13.12.2011
Post ID: 66819

Kanako nadal chwiał się na nogach, więc Agon usadowił go na najbliższym krześle.- Jak to znasz? – zapytał niemrawo koci demon. – Ano tak. Przed dziesięcioleciami… – jednak Laysander nie dokończył, kiedy to dostrzegł na twarzy Kanako malujący się wyraz cierpienia. Naadir spojrzał na niego z troską. Wtem wybałuszył oczy, mamrotając coś o kłach. Zebrani spojrzeli po sobie, a potem na elfa. Rzeczywiście. Zęby zaczęły mu rosnąć. – Zaraził się czymś od impa – rzekł ten sam wojownik.

Nekros

Nekros

16.12.2011
Post ID: 66860

A fortepian na górze nadal grał upiornie: DUM! DUM! DZION! TIRIRIRI! I wtórował słowom Alkarina.
ŁUP!
Nekros rozwarł z hukiem drzwi do karczmy i zatrzymał je na ścianie. Kilku z zebranych złapało się za głowy. - Witaaa… - ork zaniemówił widząc ściśniętych jaskiniowców na środku pomieszczenia. Genasi wody w natłoku myśli przerwał gawędę. Stojący blisko schodów Laysander pierwszy dosłyszał zmianę tonu dźwięków, dochodzących z góry. – Usłyszeliście to? Jakby trochę przycichło. To nasza odpowiedź! Alkarinie, nie przerywaj. Ten ktoś także jest ciekawy zakończenia. Ten sposób wykołowania… – nie zdołał dokończyć, ponieważ część z zebranych weszła mu w słowo.

Architectus

Architectus

16.12.2011
Post ID: 66863

Agon nie przejął się nagłym pojawieniem się Nekrosa w karczmie. Nadal swoim spojrzeniem wwiercał się w oczy Laysandera, po tym co wspomniał o przeszłości Imperium. Jak to możliwe, żeby strażnicy pokoju pozwolili na takie okropności? Czyżby nie dali rady? Dlaczego nic o tym nie wspominano jawnie? - Mów, Laysanderze, skąd znasz tę melodię? Co takiego wiesz ty, a my nie? – drow zapytał nieufnie. Zapytany zdołał jedynie otworzyć usta, kiedy to ork przejął inicjatywę.
- Dość sprzeczek. Będziemy mieć na to więcej czasu później. Teraz chrońmy Alkarina! – zawył w niebogłosy. A w tym czasie, ktoś ciężko zbliżał się do głównego wejścia…

Bartezzik

Bartezzik

16.12.2011
Post ID: 66867

Drzwi od karczmy powoli się uchylają. Do karczmy powoli wchodzi postać wojownika, w srebrno - błękitnej zbroi płytowej, na której został misternie wymalowany, biały smok. Postać rozgląda się po stolikach. Po krótkiej chwili zajmuje miejsce przy oknie i przygląda się obecnie zebranym. Wzdycha, wyciąga jakąś księgę i zaczyna ją czytać.

Kanako

Kanako

31.03.2012
Post ID: 68551

-Zamknąłem je ale... - Kanako nagle przerwał. Z jego ust wylała się struga krwi prosto na buty Drowa. Z góry dało się słyszeć odgłosy pazurów wbijanych w drewno. Po chwili w suficie pojawiła się mała dziurka która stopniowo powiększała się z każdą sekundą. - Trzeba odesłać fortepian! - powiedział Kanako krztusząc się własną krwią. Na podłodze pojawiła się kolejna czerwona plama. Wręczył Agonowi pierścień i złapał za pierwszą lepszą miskę która powoli wypełniałą się wymiocinami powieszanym z krwią - co to cholerstwo mi zrobiło?!

Krzysiowich

Krzysiowich

31.03.2012
Post ID: 68554

Krzysiowich nadal siedząc koło Alkarina rozumiał tylko tyle, że na piętrze jest jakiś demoniczny fortepian albo coś w tym stylu. Ze strachem patrzył na plującego krwią Kanako, Pikodragona trzymającego impa i innych osobników przebywających w karczmie. Spojrzał na rozszerzającą się dziurę w suficie. ,,Jak to dobrze, że uważałem z winem." pomyślał szykując się do rzucenia jakiegoś zaklęcia w razie niebezpieczeństwa.

Fergard

Fergard

2.04.2012
Post ID: 68613

Półdemon wychylił kolejny łyk Kwaśnej Smoczej, po czym wzruszył ramionami.
- Nihil novi, ot co - Powiedział, spoglądając z ciekawością na dziurę w suficie. Demoniczny fortepian? Co jeszcze ci ludzie wymyślą? - Jeżeli już rzucać jakieś zaklęcia - zwrócił się do Krzysiowicha - to coś w rodzaju bańki ochronnej. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, to spanikowany magik ciskający kulami ognia po karczmie.

Architectus

Architectus

7.04.2012
Post ID: 68705

Alkarin raz jeszcze zamilkł po wypowiedzi Fergarda o zwyczajności następujących zdarzeń. Laysander nabrał powietrza, żeby głośno wyrazić swoją dezaprobatę, że go nie słuchają. Świst wydobył się z jego gardła, zamiast słów. Wbrew jego woli, tors zgiął się. Ciało się naprężyło, a on rozglądał się w poszukiwaniu pomocy u zebranych. Było już za późno. Stanął na rękach. Ramiona wykrzesały w sobie niewyobrażalną, wręcz nadludzką siłę i podrzuciły go. Otwór w suficie był na tyle duży, że podskakujący zmieścił się w nim i zniknął. Po chwili dźwięki fortepianu rozległy się dodatkowo na ladzie karczmy, gdzie stał prywatny odbiornik radiowy Laysandera.

Pikodragon

Pikodragon

23.04.2012
Post ID: 68835

Pikodragon szybko zmiażdżył szyję impa, którego trzymał. wiedział, że w takiej okoliczności każda chwila się liczyła, nie wiadomo, co jeszcze może się stać. Zawołał do Alkarina:
- Wylecz Kanako, pozbycie się impiej trucizny nie powinno sprawiać żadnych problemów. Gdy już skończysz dołącz do nas, no, chyba, że się boisz.
Alkarin początkowo nie do końca zrozumiał, o co chodzi, ale po chwili namysłu zauważył, gdzie też może w takiej sytuacji pójść Pikodragon.
Tamten chwycił jedną ręką Agona, drugą Krzysiowicha, a ogonem Bartezzika, czyli najbliżej stojące osoby, a następnie pofrunął w to samo miejsce, co Laysander. Wrzasnął do pozostałych:
- Niech mi towarzyszy, kto ma odwagę!

Następnie opuścił pole widzenia reszty.
Gdy wleciał, zobaczył ciemność, wszędzie, nie ważne gdzie spojrzał. Tylko gdy spojrzał w tył zobaczył jakieś drobne, niebieskie światełko. Po podleceniu bliżej widać było, że jest to jakaś pieczęć runiczna. Po jego dotknięciu nic się nie stało.

Kanako

Kanako

24.04.2012
Post ID: 68837

Kanako wytarł strużkę wymiocin z ust i wstał. Nie chciał już wymiotować i pokazywać się w tak żałosnym stanie. Podszedł pod dziurę w suficie zastanawiając się czy przybrać demoniczną formę. Uznał że jako demon będzie zbyt duży żeby walczyć na tak małej przestrzeni. Wyjął miecz, podskoczył i wystrzelił płomieniem dla lepszego odrzutu. Był na drugim piętrze. Powstrzymał atak torsji i ruszył w stronę źródła muzyki.

Kanako biegł przez ciemność. Pokój wydawał się o wiele większy po ciemku. Nagle coś uderzyło w kociego demona pozbawiając go równowagi. Kanako zorientowawszy się że skoczył na niego pomniejszy demon który zdołał się wydostać z fortepianu zrobił zręczny przewrót i zrzucił go z siebie tnąc w miedzy czasie mieczem. Dziwny jad spowolnił jego ruchy lecz nieznacznie. Jako demon lepiej znosił choroby z Sheog. Zignorował ból wyżynających się zębów i pobiegł dalej.

Zatrzymał się kiedy zobaczył pianino otoczone kręgiem runicznym mającym blokować silniejsze demony. Musiał go wyłączyć aby zapieczętować instrument lecz zawahał się kiedy zobaczył wyłaniająca się z fortepianu postać. Z całą pewnością był to demon o wyższym stanowisku w Sheog. "Nie ma mowy" pomyślał Kanako po czym sam otoczył się runicznym kręgiem by poczekać na innych

Laysander

Laysander

8.05.2012
Post ID: 69005

Ork położył dłoń na ramieniu Alkarina, żeby dodać mu otuchy podczas dalszego opowiadania. Usiedli przy stole, który znajdował się blisko drzwi wejściowych. Bob przyniósł im po kuflu zimnej wody źródlanej, by mogli orzeźwić własne, czujne zmysły. Nekros opróżnił pół kufla za jednym wychyleniem. Alkarin wziął jedynie łyczek. Zmarszczył czoło, układając słowa.

- Durnar skupił wzrok i dostrzegł, że kraty w jednym miejscu są odgięte na zewnątrz, a za nimi wiszą łańcuchy z przyczepionymi do nich rozdartymi kajdanami. Tuż pod nimi stała stara skrzynia z otwartym wiekiem. Odwrócił wzrok, aby ponownie spojrzeć na napis, jednak nie zastał go już tam. Nawet ściana wyglądała inaczej niż poprzednio – w końcu rozpoczął ciąg dalszy.

Barman wrócił za ladę, wyciągnął ścierkę i zaczął sprzątać podłogę. Ciało zmasakrowanego impa, leżące na deskach karczmy, zadrżało w małych, niekontrolowanych konwulsjach, podczas których połamane kości wróciły na swoje miejsce i nie pozostało jakiegokolwiek śladu po zadanym uścisku. Stwór zamarł w bezruchu i nerwowo otworzył oczy.

Alkarin

Alkarin

14.05.2012
Post ID: 69080

Mimo zamieszana w karczmie Alkarin kontynuował swą opowieść:

Zoanelgustar patrzył na dziwne zachowanie maga, który po chwili patrzenia na krwawą inskrypcję obrócił się nagle. Wojownik już miał to skomentować, kiedy to zrobiło mu się ciemno przed oczami... Gdy znowu mógł coś zobaczyć, zdziwił się ponieważ nie był już w domu starca, tylko stał pośród ciemności. Nagle z ciemności przed nim pojawiła się duża cela z uwięzionym w niej demonem.
- Witaj, Zoanelgustarze - powiedziała istota.
- Eeee... Czym jesteś? - zapytał wojownik.
- Wy śmiertelnicy nie macie w ogóle manier... - pożalił się demon. - Dlaczego musiałem zostać zaklęty akurat w nim. Jestem tobą, a przynajmniej częścią ciebie. Mam dla ciebie wiadomość. Musisz jak najszybciej opuścić ten dom. Wyczuwam tu energię, która przewyższa nawet mnie. Głupiec z ciebie Zoanelgustarze, dlaczego zawarłeś pakt z istotą, która jest tu uwięziona? Te znaki cię zabiją, masz mało czasu, aby dopełnić cyrografu...

Wojownik leżał na podłodze, a nad nim pochylał się zdziwiony Durnar. Bojownik nic nie mówiąc wstał i wszedł na górne piętro, gdzie chciał przemyśleć kilka spraw, gdy poczuł mrowienie a później ból na swojej ręce, zobaczył, że dziwne znaki pojawiają się na kolejnej części jego ciała. Zdenerwowany Zoanelgustar uderzył ręką w ścianę, lecz poczuł uderzenie o zwielokrotnionej sile również na swoim ciele...
Co się stało? - pomyślał.

Architectus

Architectus

14.05.2012
Post ID: 69083

Pikodragon puścił Agona, Bartezzika i Krzysiowicha. Ostatni z nich obserwował wyczyny Kanako. Zgubił go w ciemnościach, ale zlokalizował hałas szamotaniny. Wyciągnął nóż myśliwski i pobiegł w ciemność za demonem. Pozostali zdziwili się jego zachowaniem, gdyż nie powinien się oddzielać. Zaczęli szukać źródła światła, innego niż to z pobliskiej dziury w podłodze. Bartezzik znalazł przypadkiem świecę. Pikodragon bez zwlekania podpalił swoim małym zionięciem knot. To potknięcie kosztowało ich wiele, gdyż demon raniony uprzednio przez kociego demona rzucił się na Bartezzika i rozszarpał jego zbroję, próbując dostać się do ciała.

- Zapłacisz za to – mruknął wojownik i starał się zerwać z siebie demona. Wpadł w taką zawziętość, że nie zdołał się zorientować w sytuacji. Okno z zamkniętą okiennicą stanęło im na drodze. Z impetem wpadli na nie, rozbili, rozwarli okiennicę i wypadli na zewnątrz. Agon i Pikodragon podbiegli do okna. Mieli się wychylić, jednak okno złożyło się na powrót, a szyba skleiła się tuż przed nimi. Okiennica była uchylona toteż zrobiło się trochę jaśniej, przez blask księżyca przykryty gęstymi deszczowymi chmurami. Demon rozpłynął się w powietrzu zanim upadł na ziemię. Bartezzik spadł asekuracyjnie. Poprawił pozostałości pancerza i zadarł głowę.

- Pójdę po pomoc! – krzyknął wojownik, jednak patrzący na niego z okna nie słyszeli ani jednego z jego słów. Pikodragon zadziwił się, gdy zobaczył jak były paladyn odwraca się i maszeruje w przeciwnym kierunku. Agon wrócił przed otwór. Rzucił zaklęcie chcąc usunąć krąg runiczny. Zadziałało, ale nie po jego myśli. Krąg zgasł. Podłoga zrosła się, jakby była rośliną, a deski podłogowe były korą. Demon chaosu postawił nogę w miejscu, gdzie znajdował się wcześniej otwór. Podłoga zaczęła go wciągać, niczym ruchome piaski. Smok rzucił się na ratunek. Złapał Agona za przeguby i ciągnął z całej siły. Nie udało się. Drow został wciągnięty. Pikodragon skoczył na miejsce kaźni, lecz podłoga leżała nieruchomo. Ruszył pędem w stronę, gdzie miałby się teraz znajdować Krzysiowich.

Niewidzialna postać grająca na fortepianie świetnie się bawiła naciskając klawisze. Młoteczki jeszcze szybciej uderzały w struny wewnątrz instrumentu. Runy otaczające muzyka zmieniały odcień. Stawały się coraz bardziej zielone. Demon, mający cztery ręce, wyłaniał się z fortepianu. Miał na sobie czarne łuski, co można było dostrzec w poświacie runicznego kręgu. Kiedy się wyprostował, jego głowa dotykała sufitu. Rozpostarł ręce wyposażone w długie pazury. Fortepian w normalnych okolicznościach dawno zarwałby się pod cielskiem demona. Tutaj jednak nic na to nie wskazywało.
- Kiedy uzyskają odcień zielony, będziemy mieli szansę zamknąć fortepian – Krzysiowich rzekł, dotarłszy do Kanako. Stwór z fortepianu obnażył dwa rzędy żółtych kłów i z lekkością wyszedł z instrumentu.

W głównej izbie imp rozejrzał się ukradkiem, aby nikt nie zauważył, że nic mu nie jest. Przynajmniej nie teraz. Ostrożnie przekręcił się o kilka cali, żeby móc zerknąć na obecnych spod stołu. Wypatrzył dogodny moment oraz gdy spojrzenie Nekrosa przechodziło po sali i napotkało na impa ten zrobił niewinną minę, jaką tylko potrafił. Zaczął mamrotać.
- Nie chcę zwady. Ugryzłem tamtego demona, ponieważ on chciał zamknąć jedyną drogę ucieczki – hipnotyzował orka. Fergard wstał bez słowa i wziął impa pod pachę. Podszedł do okna, otworzył je i wyrzucił małego demona, który rozpłynął się nim wylądował. Pól-bies wrócił na swoje miejsce i wsłuchiwał się dalej w opowieść Alkarina.

Kanako

Kanako

22.05.2012
Post ID: 69211

Fortepian nie mógł grać sam! Ktoś po prostu tam stał i walił w klawisze, ktoś otoczony dziecinnie prostym zaklęciem niewidzialności.

Kanako ugiął kolana prawie że siadając na podłodze. Przygotowywał się by wystrzelić w stronę fortepianu kiedy tylko runy przybiorą odpowiedni kolor. Pierwszą przeszkodą będzie czteroręki demon siedzący na instrumencie. Duży ale dość łatwy do pokonania. "Powinien paść na jakieś pięć ciosów. To jednak wystarczy by dać grającemu czas na obeznanie w sytuacji" - myślał koci demon. "Później muszę zabrać pierścień" Kanako zobaczył go leżącego pod nogami Fortepianu.

Wyprostował dłoń i pozwolił niewielkiemu mieczowi wysunąć się z rękawa. Szybkim ruchem związał z tyłu włosy i oparł prawą rękę na deskach podłogi omal się na niej nie kładąc. Spojrzał na runy, miały kolor soczystej trawy. Jego włosy zaczęły falować i po krótkiej chwili zmieniły się w ogień . Koci demon spojrzał na Pikodragona i ruszył ku instrumentowi.

Dwa metry przed czterorękim demonem odbił się od podłogi i poszybował na wysokość jego głowy. Demon choć ogromny zdołał się uchylić tak że ostrze wbiło się do połowy w jego bark. Kanako wyciągnął je i zamachnął się ukośnie obcinając pół demoniego, szpiczastego ucha. Odbił się kolejny raz zostawiając czterorękiego Smokowi. "Trzy ruchy, niecała sekunda". Kanako zdawał się zadowolony. Był coraz bliżej fortepianu . Wycelował w miejsce gdzie przeciętny człowiek ma głowę i ciał płasko. Ostrze nie napotkało oporu. Nic tam widocznie nie było, ale fortepian grał dalej. Lekko osłupiały koci demon schylił się po pierścień by zamknąć fortepian jednak on też zniknął. Jedynym wyjściem zdawało się własnoręcznie zamknąć fortepian i na niem usiąść puki ktoś inny nie wymyśli czegoś lepszego. Ja zrobiłem już wystarczająco - pomyślał