Oberża pod Rozbrykanym Ogrem

Zatęchłe Archiwum - "Ogórki Kiszone"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Zatęchłe Archiwum > Ogórki Kiszone
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Hiro

Hiro

9.05.2011
Post ID: 62394

Było ciepłe popołudnie. Poszukiwacze rozłożyli obozowisko, a w nim swój cały skromny dobytek. Alkarin bawił się sztuczkami z wodą, Hiro wyciągał wykałaczką z zębów resztki jakiegoś mięsa wcześniej wyniesionego z karczmy przez Krzysiowicha (wprawdzie upieczone w ogniu mogło uchodzić za imitację gumy do żucia, ale dało się jakoś zjeść). Mateusz przygnębiony rysował coś na piasku, może mapę, któż wie.

Krzysiowich oznajmił załodze złą i gorszą nowinę. Hiro w geście rozpaczy cisnął wykałaczkę i pogorszył sobie jeszcze humor, gdyż teraz pozbawiony zbawiennego patyczka był skazany na niemiłe uczucie gumowych resztek w jamie ustnej. Mateusz w ogóle nie zareagował, a sztuczki elementalisty przestały być tak optymistyczne jak przedtem.

- Cóż, panowie. Wygląda na to, że jednak nici z naszego skarbu - powiedział smętnie druid - a Pikodragon pewnie za chwilę wróci, tak myślę.

Nikt nie odpowiedział. Krzysio mimo wszystko był głodny, podszedł więc do garnka z marnym mięsiwem. Hiro nie miał nawet ochoty przestrzegać kompana przed lekkomyślnym zjedzeniem pieczeni.
Nastąpiło kilka minut niezręcznej ciszy. Druid z nudów przywołał swój słoik z Mszakiem i zaczął go podrzucać oraz oglądać ze wszystkich stron, po raz milionowy któryś. Alkarin wstał zapewne w zamiarze pakowania swoich rzeczy.

Wtem coś znów poruszyło się w krzakach. Poszukiwacze początkowo nie zwrócili na to uwagi, jakiś czas temu usłyszeli podobny szelest, ale jego sprawcą było jakieś zwierzątko leśne. Jednak tym razem coś ciężkiego spadło na pobliskie chaszcze i oczom załogi ukazał się ni to znak, ni to pomnik - pęknięta, lecz dziwna, bo zielona czaszka na wysokim, krzywym kijaszku z jakimś starym, a po wyglądzie liter może i starożytnym napisem.

"Eureka!! To tuta..." zdążył jeszcze zawołać włóczykij, po czym grząska ziemia w tajemniczy sposób rozstąpiła się i pochłonęła cały obóz poszukiwaczy wraz z nimi samymi. Hiro poczuł, że traci grunt pod nogami, wypuścił z ręki słoik z Mszakiem i w bolesny sposób stoczył się gdzieś w głąb powstałej szczeliny (z pozostałymi członkami załogi stało się to samo). Ostatnią rzeczą, którą zobaczył przed upadkiem, czy raczej: spadkiem był Krzysiowich ze zdziwioną miną sięgający po chleb.

Potem widział tylko ciemność, ciemność, ciemność i... nagły rozblask świateł przed powiekami spowodowany wyrżnięciem w jakiś korzeń.
W pierwszej chwili aby wyładować swoją furię i uśmierzyć ból (tak, działa i to często) bluznął potokiem soczystych przekleństw. Następnie, gdy nieco ochłonął, spróbował przebić wzrokiem wszechobecną czerń i nawoływać towarzyszy...

Mateusz

Mateusz

9.05.2011
Post ID: 62396

-Jestem za Tobą, Hiro. - opanowanym głosem powiedział włóczykij, po czym głośno pomyślał - Gdzie my, do kaduka, jesteśmy?
Druid w odpowiedzi wzruszył ramionami, lecz po chwili uświadomił sobie, że w tych ciemnościach jego towarzysz nie zauważył tego gestu, więc rzekł na głos:
-Nie wiem, obstawiam, że parę metrów pod ziemią. Coś tu nielicho śmierdzi - dodał.
Mateusz pociągnął nosem. Faktycznie, coś niemiłosiernie cuchnęło.
-Wszyscy obecni duchem i ciałem? - zapytał Taro.
W odpowiedzi dało się usłyszeć parę smętnych "tak".
-Musimy jakoś się stąd wydostać. - odkrywczo rzucił włóczykij i mimochodem dodał - Tam na górze są nasze bagna.
Wszyscy nagle się ożywili. Pierwszy spytał Krzysiowch:
-Skąd ta informacja?
-Z tabliczki. Była na niej nazwa Kwaśne moczary. W starożytnym języku, rzecz jasna. - rzekł Mateusz, zadowolony, że wykazał się znajomością dziwacznych znaków.

Alkarin

Alkarin

9.05.2011
Post ID: 62397

Zdezorientowany Alkarin przez kilka minut leżał na ziemi i próbował dojść do siebie po upadku. W pewnym momencie usłyszał Hira, który klął jak szewc. Próbował poruszyć się w tamtym kierunku, lecz potknął się o słoik.
Pewnie to Mszak Hira - pomyślał elementalista.

Mag wstał, podniósł słoik i poszedł w stronę nawoływań. Genasi wpadł na pomysł rzucenia zaklęcia światła, w końcu było to proste zaklęcie magii ognia, której Alkarin bardzo nie lubił używać.

- Lux - powiedział czarodziej. Koło elementalisty pojawiła się kula światła, która rozjaśniała większość pomieszczenia. Alkarin podszedł do druida i podał mu słoik.
- Cóż... powinniśmy przeszukać tę jaskinię. Na pewno jest stąd jakieś inne wyjście, bo górą raczej nie wylecimy. - powiedział do reszty mag.

Po chwili cała drużyna szukała jakiegoś wyjścia z pieczary. Nagle Taro zakrzyczał:
- Coś znalazłem!
Pokazał wszystkim wąski tunel prowadzący w głąb jaskini.

Valor

Valor

9.05.2011
Post ID: 62399

Młody elf zazgrzytał zębami z nerwów, znowu magia, znowu przerwanie w jakieś czynności. Nie lubił działać pochopnie, a te teleportacje Kanako doprowadzały go do szaleństwa. Naad jak zawsze nieporuszony, teraz wydawał się być lekko zmieszany. "Gdzie my w ogóle jesteśmy ?" zadał sobie pytanie młodzian.
Nie zastanawiał się długo, gdy ziemią zatrzęsło wielkie cielsko hydry, którą okładał humanoidalny smok, elfowi zabrało dech. Znał tą postać, przypomniał sobie dawne zlecenie od pewnego lorda, który płacił ogromną sumę złota za skórę z łuskami tego mieszańca. Niestety bestia okazała się zbyt silna na misterne pułapki Valora.
"Przynajmniej w lesie" pomyślał sobie, i skoczył za drzewo wyciągając łuk, "Może teraz sie uda" powiedział cicho wyciągając piękna strzałę z maleńką bańką w grocie, w której mieściła się, jaskrawa fluorescencyjna zielona substancja.
Strzała nacelowana była na gardło, gdzie łuski były cieńsze a przerwy między nimi większe.
Głośny świst przeciął powietrze, śmignął w kierunku smoko-cżłeka, gdy nagle hydra zerwała się z ziemi i zaatakowała swojego przeciwnika. Strzała utkwiła w jednej z głów bestii, po chwili ułamała się gdy hydra uderzyła o drzewo. Nawet nie poczuła tego "ukłucia" jednak gdy trucizna rozejdzie sie po ciele zacznie się dopiero pokaz.
- Na jaja Elratha ! Długo mi zajmie uwarzenie kolejnej równie skutecznej trucizny - przeklnął pod nosem Valor.

Pikodragon

Pikodragon

10.05.2011
Post ID: 62405

-Niedobrze, bardzo niedobrze. Nie sądziłem, że już jest jakaś nagroda za mnie. Ale ten elf chyba kpi sobie. - po czym smok zionął błekitnawo-seledynowym płomieniem w stronę elfa, który zwinnie odskoczył. Następnie zionął jeszcze raz, tym razem potężnym czarnym pyłem, który zakrył całe pole bitwy. Hydra dziwnie się zachowywała.
-Nie..., to nie możliwe..., ten elf użył tak silnej mikstury, która mogłaby powalić taką bestię? Przykro mi, ale ta hydra będzie mi jeszcze potrzebna - krzyknął Pikodragon, po czym odciął bestii skażoną część głowy. Ciekawe, jakim cudem dowiedzieli się oni o tej walce. To bagno było dość daleko od miasta, więc ciężko było to zobaczyć.

Następnie stało się coś nieoczekiwanego. Cała walka jakby stanęła w miejscu, a hydra zasyczała niezrozumiale dla innych, jednak smok dobrze rozumiał mowę hydry:
"Jestem królem tutejszych bagien. Władam potężną magią umysłu. Wiem czego szukasz, ale nie mogę ci tego dać, ale mogę ci pomóc. Klucz do tego jest złożony z kilku części. Część ognia, wody, wiatru i ziemi, a także światła i ciemności. Kto posiądzie je wszystkie będzie mógł otworzyć skarb. Tutaj znajduje się klucz wody. Pozbądź się tych dwóch much, które tu fruwają, a ja ci dam to co potrzebujesz. Szczególnie pozbądź się tego, który we mnie trafił - jego trucizna jest bardzo niebezpieczna."

Po tym smok zaczął rosnąć do swojej potężnej 5-metrowej formy, ale nie tracił przy tym sił, jak by było w normalnym przypadku. Przygotował sobie mikstury oczyszczające, na wypadek jakby miał zostać trafiony trucizną. Przerwę w walce zakończył atak Kanako swoją "zapałką", która trafiła nieszczęśliwie w oko hydry. Smok załamał się w duchu widząc, że będzie musiał walczyć ze swoim przyjacielem.

Krzysiowich

Krzysiowich

10.05.2011
Post ID: 62406

Krzysiowich szukał wyjścia z tej podziemnej komnaty. Nagle usłyszał krzyk Taro:
- Coś znalazłem!
Nekromanta pobiegł w stronę, z której dochodził głos. Zobaczył Taro, który pokazywał wąski tunel. Krzysiowich odruchowo pomacał rękę w miejscu, które potłukł spadając.
- Poczekajcie - powiedział do reszty, po czym strzelił w głąb tunelu małą kulą ognia. Rozświetliła ściany jaskini ujawniając, że nie ma tam pułapek. Przynajmniej takich, które można by w ten sposób zauważyć. Hiro ruszył na czele. Musieli się pochylać, żeby się zmieścić.

Wreszcie doszli do końca tunelu. Niestety kończył się on ścianą.
- Ślepy zaułek - Westchnął Mateusz.
- I po to szliśmy taki kawał drogi?! - powiedział Taro.
Krzysiowich oparł się ręką o ścianę. Nagle pod jego dłonią ściana wsunęła się w resztę. Podłoga zsunęła się spod stóp poszukiwaczy. Znów spadali.

Tym razem spadali krócej. Wylądowali w krótkim tunelu. Jeszcze węższym niż poprzedni. Musieli iść na czworakach. Już po chwili doszli do końca.
Ten tunel kończył się otworem na ogromną grotę. Niestety tylko Hiro mógł na razie zobaczyć grotę. A, co jeszcze gorsze, nie zobaczył najważniejszego. Mianowicie tego, że jedna ściana jaskini się ruszała...

Pod otworem była półka skalna. Wszyscy na nią wyszli. Mogli się dokładnie przyjrzeć ogromowi sali. Nagle potężny głos zatrząsł całą grotą:
POSZUKUJECIE SKARBU, TAK? ALE I TAK GO NIE UŻYJECIE BEZ KLUCZA ZIEMI! HAHAHA! A JA WAM GO NIE DAM! HAHAHA!
Ściany groty zaczęły się trząść. Z jednej z nich (tej, która wcześniej się ruszała) wyszedł wysoki na 15m potwór. Wyglądał jak przerośnięty żywiołak ziemi.
- Co to jest?! - krzyknął Krzysiowich.

Kanako

Kanako

10.05.2011
Post ID: 62409

Zapałka wróciła do właściciela po czym wystrzeliła w nogi smoka. Pikodragon ledwo poczuł ukłucie małego ostrza. Kanako zeskoczył z drzewa i w połowie drogi do ziemi przemienił się w szary pył. Zapałka wirowała wraz z chmurą drobinek popiołu aż w końcu cienka żyłka z włosia jednorożca owinęła kilkakrotnie nogi olbrzyma. Żyłka ścisnęła się powalając smoka w błotnistą, lepką wodę.

Pół-elf nic nie robił sobie z tego że walczy z dobrym przyjacielem. Zmaterializował się na jednej z gałęzi gromadząc w rekach kule krwisto czerwonego ognia. Płonący świetlik w rękach Kanako wystrzelił. Zaraz po nim kolejny i kolejny zasypując smoka deszczem wybuchających kul ognia. Po chwili zza zasłony licznych eksplozji wyłonił się Piko nie wzruszony atakiem pół-elfa. Ogień nie przebijał się przez łuski smoka. Kanako utworzył więc bezkształtną masę z czerwono-pomarańczowej energii. Był przygotowany na atak Piko. Jeśli smok miałby zamiar go uderzyć bądź zaatakować magią ,Kanako szybko zmieniłby się w chmurę popiołu. Pocisk w rękach elfa wystrzelił lecz nie trafił w cel. Piko zdążył już wstać, a kiedy to zrobił łowca demonów odruchowo wciągnął Zapałkę

Pikodragon

Pikodragon

11.05.2011
Post ID: 62422

Smok wpadł na pomysł. Cały czas atakował ogniem, aż spalił wszystkie drzewa. Obydwa elfy musiały stanąć na bagnach, po czym ich nogi ugrzęzły po dodatkowym atakiem czymś, co wypluła hydra. Pikdragon zionął ogniem, po czym błoto bod ich nogami stwardniało i elfy były unieruchomione. Aby uciec przed następnym atakiem, Kanako zmienił się w chmurkę dymu, a następnie przeteleportował swojego towarzysza szepcząc mu do ucha: "Na razie musimy się wycofać, zobaczymy jaki będzie ten klucz". Obydwaj znaleźli się w bezpiecznej odległości od bagien. Potem zaczęła się rozmowa smoka z hydrą:
-Pozbyłeś się już tych natrętów, więc możemy zaczynać - zasyczała hydra, po czym zanurkowała głowami w bagnie i po chwili wyciągła żelazną skrzynię.
-Jak to otworzyć? - zapytał smok.
-Nie męcz się z zamkiem - zniszcz ją normalnie.
Pikodragon rozerwał pazurami skrzynię, po czym wyciągnął z niego zawartość.
-Co to jest? - spytał się hydry po obejrzeniu wyciągniętej obrączki.
-Te klucze są tak naprawdę artefaktami. Specjalnymi artefaktami. Sam od siebie jest słaby, lecz jak trafi na kogoś z taką samą naturą żywiołu jak on, stanie się niebezpieczną bronią. Pomyśl więc jaki silny może być artefakt, który te klucze ochraniają! Wszystkie są drobne i mają nietypowy kształt:
Woda - obrączka
Ogień - łańcuszek
Ziemia - rękawiczki
Wiatr - koszulka
Światło - lusterko
Ciemność - kula

Rozmowę hydry przerwali Kanako z Valorem.
-Wiemy wystarczająco dużo - teraz nie warto już zwlekać z walką - dwa elfy przybrały pozycję bojową i zaczęły atakować.

Mateusz

Mateusz

11.05.2011
Post ID: 62423

Mateusz ujrzał olbrzymiego, ziemnego potwora. Ten widok specjalnie go nie przeraził, przywykł już chyba do wszystkiego. Włóczykij wycofał się w głąb tunelu i lekko rzucił:
-Walczcie sobie sami.
Po czym wyciągnął swoją fujarkę i zaczął przygrywać skoczną melodię.
Odciął się od odgłosów zaciekłej walki z poczwarą i wrzasków jego towarzyszy. Skupił się jedynie na muzyce. Po jakimś czasie, wreszcie oderwał usta od instrumentu i spojrzał na pole bitwy by zobaczyć dotychczasowe rezultaty tej potyczki...

Kanako

Kanako

11.05.2011
Post ID: 62425

Kanako zebrał za pomocą magii ogień z płonących drzew po czym wystrzelił w hydrę parząc ją dotkliwie. Wielkogłowy smok padł na bagno rozchlapując zatęchłą wodę.
Pół-elf wystrzelił w Pikodragona Zapałkę. Ostrze leciało z niewiarygodną szybkością i wbiło się w mniej odporny na uderzenia brzuch smoka. Kanako chwycił pewniej żyłkę, po której przepłynął błękitny piorun porażając Piko.
Smok padł ale nie na długo - Kanako to wiedział. Szybko podleciał do nieprzytomnego Piko i chwycił obrączkę. Kanako miał za mało energii aby przeteleportować siebie i Valora. Rzucił więc obrączką przed siebie, a ta wpadła przez małą dziurę otworzaną przez Kanako.

Metalowe kółko uderzyło Naadira w głowę powodując nieprzyjemne brzmienie w hełmie demona. Dziura w powietrzu wciąż była otwarta lecz po woli się już zamykała.
- Uważaj na to i nie zgub! - krzyknął Kanako po czym zamienił się w chmurę pyłu. W głowie pól-elfa kłóciły się dwie myśli. Pierwszą było wlecenie przez malutką dziurę, a drugą pozostanie z Valorem i normalny powrót do miasta.
Kanako wspomógł zamknięcie się dziury pomiędzy bagnem a miastem po czym chwycił w biegu towarzysza za ramię i pociągnął w stronę z której tu przyszedł. Mapa niestety spłonęła kiedy Piko oblał całe to miejsce ogniem. Gdyby zamienił się w popiół, Valor szybko by go zgubił, a resztki dobra w głowie pół-elfa walczyło o to by wrócić z Valorem.

Nim Piko się obudził Kanako i Valor byli już jakieś pól kilometra dalej

Pikodragon

Pikodragon

11.05.2011
Post ID: 62426

W jednej chwili Piko wszystko sobie przypomniał. Król hydr powiedział mu w którą stronę poszli. Smok pałał gniewem. Szybko wzleciał w powietrze i zaczął gonić uciekinierów. Po chwili zauważył już mały czerwony punkcik z wysoka. Był pewny, że to Kanako. Zaczął na niego spuszczać mnóstwo różnych mikstur, od kwasów po te wybuchające i jeszcze inne. Nie ważne było, że rujnuje swoją kolekcję. Chciał tylko dać elfowi nauczkę. Mimo gniewu dalej myślał racjonalnie. Gdyby miał walczyć wręcz, to elf zmieniłby się w chmura dymu. Po chwili wyciągnął z sakiewki ogromniastą butlę, lecz po przeczytaniu napisu na niej, wpadł na nowy pomysł. Zniżył się do wysokości Kanako, po czym wylał na niego zawartość płynu. Następnie chciał uderzyć przesiąkniętego cieczą Kanako i tak jak się spodziewał - elf zmienił się w chmurkę dymu, ale drobinki pyłu były zbyt ciężkie by latać. Niestety zrobił jeden błąd. Podczas gdy zajął się jednym elfem, zapomniał o drugim. Dostał strzałą od Valora, na szczęście w łuskę, jednak i tak wbił się w nią pocisk. Nie wiedział co to był za rodzaj strzały, ale elf był już daleko i próbował strzelić drugi raz. Smok wzleciał w powietrze, po czym udał się w kierunku gdzie było miejsce zbiórki poszukiwaczy.

Kanako

Kanako

11.05.2011
Post ID: 62427

Oblany miksturą Kanako przybrał swoją formę.
Zginając obie ręce zapłonął ogniem który sprawił że ciecz wyparowała. Chwilkę później znów był już chmurką pyłu. Lecąc ponad drzewami pół-elf doszedł do Valora po czym zmaterializował się w biegu. Lekko przestraszny nagłym pojawieniem się towarzysza elf biegł dalej.
- Poleciał sobie! - krzyknął Kanako zwalniając troche.
Skierował otwarte dłonie na zabłocone buty i nogawki. Zaschnięte błoto rozprysło na wszystkie strony pozostawiając czyste ubranie.
-Szybciej będzie jeśli odpocznę. Chyba że chcesz żeby cię zostawić - powiedział z nadzieją w głosie Kanako
Pół-elf usiadł na szerokiej gałęzi i zamknął oczy. Po chwili uderzył się w czoło otwartą dłonią. Otworzył mały portal ( nie opanował jeszcze ich otwierania).

Przed Naadirem znów pojawił się małą dziurka, z której wydobył się aksamitny głos elfa.
-Naad! Portal! Teraz! - rozkazał Kanako nim dziura się zamknęła.

[color=red]Nie zapominaj o kropce na końcu zdania - Hiro [/color]

Krzysiowich

Krzysiowich

11.05.2011
Post ID: 62429

Krzysiowich, jak przystało na nekromantę, najbardziej znał się na magii mroku. Niestety na niektóre klątwy żywiołaki są odporne. A, jak się okazało, przynajmniej ten. Krzysiowich rzucił na niego pewną klątwę, jednak ta nie podziałała. Dała tylko tyle, że potwór zwrócił uwagę na nekromantę, a innych zostawił. Uderzenie pięści prawie dwa razy większej niż człowiek ledwo ominęło Krzysiowicha. Zdążył zrobić w ostatniej chwili unik.

W końcu walka doprowadziła do tego, że każdy atakował z innej strony. Nekromanta strzelił kulą ognia. Monstrum jednak mimo wolnych ruchów zdołało zrobić unik. Kula trafiła w ścianę. Ale co dziwne nie wybuchła gdy doleciała do ściany lecz leciała dalej! W końcu wygasła. Krzysiowich uznał, że musi zbadać, co tam takiego jest. Nie musiał długo czekać, aż zyskał sposobność do dotarcia tam. Wykorzystując chwilę nieuwagi nekromanty, potwór uderzył go z całej siły, wyrzucając w powietrze. Ten cios i uderzenie w ścianę zabolało, jednak Krzysiowich złapał krawędź tunelu. Tunel! Więc dlatego kula nie wybuchła! Poleciała dalej tym tunelem! Nekromanta wspiął się do środka. Tunel miał średnicę około metra. Krzysiowich jeszcze raz spojrzał na walczących. Chyba dadzą sobie radę. Ruszył dalej.

Tunel był dość długi. Na jego końcu znajdowała się jaskinia. Nie taka znowu ogromna. Przywiodła Nekromancie na myśl świątynię. Najwyżej położona część sklepienia była dokładnie na środku okrągłej sali. Otwór, przez który światło wpadało do komnaty był umiejscowiony właśnie w tym miejscu. Dokładnie pod nim, w środku smugi światła, znajdowało się coś jakby ołtarz. Na owym ołtarzu znajdowała się skrzynia.
,,Potwór mówił coś o kluczu do skarbu, którego szukamy. Zapewne to w tej skrzyni znajduje się ten klucz!" Krzysiowich pędzony tą myślą wysłał w stronę skrzyni kulę ognia. Wybuchła. I nic więcej. Skrzynia stoi nienaruszona. Zyskała najwyżej kilkanaście zadrapań.
,,Mocna" Pomyślał.
Lecz jeszcze się nie poddał. Próbował magii powietrza, wody, ziemi, światła, choć nie był w nich tak dobry jak w ogniu, czy w mroku.
Na koniec postanowił spróbować magii mroku. Zebrał właściwie całą swoją manę na ten czar. Rzucił go. Ogłuszający huk i nieprzenikniona ciemność.

Gdy skutki czaru znikły Krzysiowich spojrzał na skrzynię. Stała. Ciągle w jednym kawałku, choć mocno poobijana. Nekromanta nie wytrzymał. Wyrzucił swój nóż prosto w skrzynię. Prosto w kłódkę. A ta... połamała się! Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Podszedł do skrzyni i otworzył ją. Patrzy do środka, a tam...zero kluczy. Tylko jakieś rękawiczki, wyglądające jak rzeźba z kamienia. Krzysiowich ich dotknął. Faktycznie były z kamienia, jednak były miękkie jak jego zwykłe skórzane rękawiczki. Potężny ryk.
,,O nie! On tego strzegł. Dowiedział się, że tego dotknąłem!" Pomyślał i odwrócił się przodem do wyjścia. Zdążył akurat zobaczyć lecące kolce kamienne i uskoczyć. Był pewien, ze teraz cała furia potwora skupi się na nim. Przynajmniej dopóki miał kamienne rękawiczki. Na pewno były bardzo ważne, skoro umieszczono je w takiej wytrzymałej skrzyni i postawiono na straży takie monstrum. Krzysiowich gorączkowo wymyślał sposób, żeby dostać się do reszty poszukiwaczy. Po utraceniu takiej ilości many nie był w stanie samemu dać sobie rady.

Pikodragon

Pikodragon

12.05.2011
Post ID: 62443

Smok wracał, mijając po drodze bagno. Hydra złapała go i zapytała się:
-Gdzie jest klucz wody? - Smok wzruszył ramionami.
-Nie odzyskałeś go? Ty marny stworze, straciłeś taki potężny artefakt? Nie zasługujesz na litość! - hydra przerwała rozejm, połykając Pikodragona.

Smok wypalił kawałek olbrzymiej jamy, aby zobaczyć trochę światła. Przez gwałtowny ruch wielkiego gada, trafił do przełyku, który rozciął pazurami. Natrafił na jakąś metalową skrzynkę, a wnioskując, że miała warstwę potężnego obsydianu, a pod nią mitrhilu, musiała zawierać coś cennego. Nowy nabytek wpadł do sakiewki.
Następnie ogień wypalił szyję hydry i Piko wyleciał z niej. Uciekał w stronę miejsca gdzie ostatnim razem widział towarzyszy.
Na mejscu zobaczył resztki obozowiska i wielką dziurę w ziemii. Na dnie była woda, która gdzieś płynęła dalej tunelem. Smok wleciał tam, ale był za duży i zasypał tunel.
-Mam nadzieję, że reszta poszukiwaczy się jakoś wydostanie innym przejściem.

Hiro

Hiro

12.05.2011
Post ID: 62445

Gwałtowne pojawienie się pierwszego poważnego przeciwnika bardzo zaskoczyło poszukiwaczy. Olbrzymi żywiołak nadpobudliwie wymachiwał rękami i nogami (o ile można tak nazwać bezkształtne wydłużone bryły glinopodobnej substancji) i wyraźnie nasuwał na myśl skłonności masochistyczne.
Przez kilka pierwszych chwil od pojawienia się groźnego stwora ekipa wpadła w stan popłochu, podróżnicy rozbiegli się po różnych kątach jaskini i bezładnie na rozmaite sposoby próbowali zaszkodzić żywiołakowi ziemi (od najprostszych kopnięć aż po skomplikowane zaklęcia). Z czasem Mateusz oddalił się w najbardziej zaciszny kąt, z którego weszli do aktualnej komnaty (to jest w miarę oddalony od szalejącego stwora) i począł muzykować. Taro już po chwili dotrzymywał włóczykijowi towarzystwa i chcąc wykazać się gustem muzycznym komentował przygrywane przez niego kawałki.

Hiro zauważył, że Krzysiowicha nie ma już nigdzie w pobliżu. Ostatni raz widział go, gdy strzelił w ścianę kulą ognia (dziwne) po czym w pędzie rzucił się ku niej (niepokojące). Chwilę potem rozochocony żywiołak rzucił w tamtą stronę wielgachnym głazem (druid przestraszył się już nie na żarty).

Od tej chwili pojedynek z potworem prowadzili tylko Alkarin i Hiro. Właściwie od samego początku skupiali się wyłącznie na unikaniu zapewne śmiertelnych w skutkach ciosów. Jaskinia rozbrzmiewała echem łoskotu kruszonych skał (nie było nawet słychać muzykującego Mateusza), wszędzie walały się odpadki ziemi. W zestawieniu z niezrozumiałymi i bezsensownymi wypowiedziami żywiołaka, dawało to niezły koncert dla uszu biednych wędrowców.
Walczący stracili całkowicie rachubę czasu. Po jakimś odstępie czasu (było to chyba około dwudziestu minut po wejściu stwora) w głębi jaskini coś zajaśniało. Żywiołak z łoskotem upuścił trzymany przez niego głaz wycelowany w Hira ("Boże, daruj mi wszystkie winy i pozwól odejść bez zbytnich cierpień...") i z rykiem wściekłości skierował się ku wylotowi tunelu wcześniej niezauważonego przez elementalistę i druida.

Hiro w mgnieniu oka zapomniał o rachunku sumienia i wymierzył w odwróconego plecami stwora swoją laskę - cóż, w niektórych przypadkach honor chowa się do szuflady. Niestety w decydującym momencie wywinął imponującego orła i ześliznął się gdzieś na dno podziemnej sali. Alkarin szykował się do rzucenia zaklęcia magii wody...

Alkarin

Alkarin

12.05.2011
Post ID: 62446

- Pervasive frigida mors frigidior. Ice purpureus creavit sanguine. In flumine sub aqua elementum venit potestatem. Haec vis adversus meos. Gelidus! - Krzyknął elementalista.
Wokół żywiołaka ziemi utworzył się duży wodny krąg, który powili zaczął się kurczyć. Gdy wodne koło pomiejszało się, żywiołak pomału zamarzał. Kiedy cały okrąg zniknął, wróg był cały skuty twardym lodem.
- Wynośmy się stąd - powiedział do reszty. - Ten lód zatrzyma go na jakieś dziesięć, maksymalnie dwadzieścia minut.

Czterech podróżników podeszło żwawym krokiem w stronę tunelu, z którego błysnęło światło. Hiro wypatrzył w ciemnościach tunelu jakiś ruch.
- Uwaga. Coś zbliża się w naszą stronę - wyszeptał do reszty druid.
Alkarin po chwili zastanowienia zdecydował się na rzucenia zaklęcia światła.
- Lux - powiedział.
Kula światła wyczarowana przez elementalistę oświetliła większość tunelu, a istotą idącą w stronę poszukiwaczy okazał się Krzysiowich, który miał na sobie dziwne kamienne rękawice...

Irhak

As Gier Irhak

13.05.2011
Post ID: 62447

Karta Postaci

Przeskadzacz
Podstawowe info: Irhak to Anquietas, a do tego niezwykle utalentowany mag-wojownik. Dlatego magowie z Ank-Shum-Rakh zlecili mu misję znajdowania poszukiwania tematów do wykładów w szkole magii jak również potężnych artefaktów, które przez lata zostały zapomniane. On sam zaczął poszukiwać czegoś jeszcze. Olbrzymiej potęgi, która kiedyś się błąkała po tym świecie. W końcu wyczuł ją jak się ponownie przebudziła...
Atrytbuty - mistrz posługiwania się mieczem i laską; olbrzymia wiedza magiczna, wyjątkowo silne czary żywiołów i magii światła i mroku; możliwa dematerializacja siebie w celu ochrony
Ekwipunek - niewiele mu potrzeba przez teleportację... tylko laskę i miecz trzyma przy sobie...

- Moc, czuje moc - szepnął Irhak. - Tu się przebudziła, gdzieś na tych bagnach - ciągnął rozglądając się uważnie wokół. Nie widział nic, co by świadczyło, że tutaj się znajduje źródło tej dziwnej energii. Nie mógł jej przegapić. Musi tu być. Tylko gdzie?

W międzyczasie Naadir zdążył oberwać w hełm pierścieniem, a Krzysiowich założył rękawice. O ile tego pierwszego Anquietas w ogóle nie poczuł, o tyle moment, w którym nekromanta dotknął artefaktu doskonale poczuł. Słabiej niż przebudzenie się tej pradawnej mocy, ale jednak. Tym razem był bliżej niż poprzednio. Mógł dokładnie ustalić skąd owe nowe przebudzenie mocy pochodzi. Dotarł tam w ciągu kilku sekund. Znalazł się w tunelu. Tym samym, w którym przebywali akurat m.in. Alkarin i Krzysiowich. Szybko zorientował się w sytuacji i postanowił pozostać w cieniu, z dala od światła, które stworzyło zaklęcie elementalisty. Z tej pozycji mógł się przysłuchiwać rozmowie swoich znajomych, którzy ostatnio gdzieś wyruszyli. Teraz wiedział dokąd, ale nadal nie wiedział dlaczego. Teraz miał okazję się czegoś dowiedzieć. A może to oni są odpowiedzialni za przebudzenie obu tych energii? Czas pokaże, trzeba być cierpliwym...

Kanako

Kanako

13.05.2011
Post ID: 62451

-Chyba nie możemy liczyć na Naadira! - powiedział zirytowany Kanako po czym ruszył w stronę odległego miasta.
Zamienił się w chmurę pyłu, by nie rzucać się w oczy. Pofrunął po miedzy szaro-zielonymi drzewami omijając gałęzie. Latał wolno aby nie zniknąć Valorowi z oczu, choć i tak trudno było zobaczyć nie wyraźną szarą chmurkę.

Po kilku kilometrach wędrówki Kanako przybrał swój kształt i usiadł pod drzewem. Bagna zamieniły się już w ponury las. Pół-elf wystrzelił płomień w stertę zebranych patyków rozłożonych na środku zielonej polany. W ognisku wesoło strzelały mokre patyki. Po kilku sekundach Kanako pozostawił Valora samego, by samemu odalić się w las.

Krzysiowich

Krzysiowich

13.05.2011
Post ID: 62453

- To chyba ten klucz, o którym mówiło to monstrum! - powiedział Krzysiowich pokazując reszcie rękawice. - Chyba powinniśmy się ukryć...Ten potwór ma nas w tym tunelu jak na widelcu.
- Spokojnie, jest zamrożony - Uspokoił go Alkarin.
- Dobrze, ale jak długo jeszcze będzie w takim stanie? Lepiej szybko się stąd oddalmy. - Odpowiedział Nekromanta, po czym pobiegł w stronę wyjścia z tunelu. Już wcześniej sprawdził, czy dałoby się wyjść otworem nad ołtarzem, na którym była ta skrzynia z rękawicami. Niestety się nie dało. Gdy dobiegli do końca Żywiołak dalej był zamrożony. Szybko biegli w stronę tunelu, którym tu przyszli. I nagle... cały lód się pokruszył. Potwór chciał zniszczyć wszystkich, którzy zakłócili spokój tej jaskini, lecz najbardziej chciał zniszczyć osobę, która zabrała rękawice ze skrzyni (czyli Krzysiowicha) i osobę, która te rękawice właśnie miała przy sobie. To Hiro, jako ktoś, jakby dowódca, doznał tego zaszczytu. Znowu walka. Nie było łatwo. Można było go zamrozić, lecz wyglądało na to, że coraz bardziej uodparnia się na ten czar. Nagle Krzysiowich wpadł na pomysł.
- Może ktoś z was wyrzucić mnie jakimś czarem w górę? - zapytał towarzyszy.

Mateusz

Mateusz

13.05.2011
Post ID: 62455

Mateusz skupił się i pstryknął palcami.
-Leć Krzysiowichu! - zawołał patetycznie, przy okazji przypominając, że na magii nie zna się wcale.
Włóczykij ponownie przytknął fujarkę do ust. (Jako narrator dodam w tajemnicy, że Mateusz naprawiał tą fujarką swoje kompleksy. Nie! Nie o to chodzi!!! Po prostu w rzeczywistości nie umie grać na żadnym instrumencie)
-Tia... Więc kto podejmie się tego trudnego zadania i wyrzuci naszego towarzysza w górę?