Gorące Dysputy

Słowo pisane - literatura - "[Jarosław Grzędowicz] - twórczość"

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Słowo pisane - literatura > [Jarosław Grzędowicz] - twórczość
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
jOjO

Hetman jOjO

30.05.2008
Post ID: 28801

Leryn

Pan Lodowego Ogrodu... Małe arcydzieło.

siakiś paradox tu widzę...
małe? ponad 1000 stron i małe? :)
czy małe, bo mizerne jak na arcydzieło...

Leryn

Mam wrażenie, że Grzędowicz zrobił jak Tolkien: Podzielił książkę. Wyszło mu to znacznie lepiej niż Tolkienowi, przynajmniej według mnie.

no tu się zgodzę, bo Tolkienowi to wydawcy podzielili - wymusili raczej ;)
chyba, że o inny podział choziło...

Leryn

Chociaż... Walka Vuko z Van Dykenem mnie rozczarowała. Spodziewałam się czegoś lepszego.

sądzę, że to celowy zabieg Autora, coś jak słynna scena walki Indiany Jonesa z tym miszczem od machania mieczykami ;)

Leryn

Jeżeli chodzi o II część, postać Cyfral mnie po prostu denerwuje.

a czemuż to?
po konwersji (coś podejrzewam wirtualizację tego całego świata Midgaardu) do kolejnych postaci się sofcik rozjechał, ale po reboocie podniósł w nieco innym interfejsie... a robi nadal świetną robotę!

***

miło zapoznać kolejną miłośniczkę literatury w Jaskini!
zapraszam do Ogniska...

Leryn

Leryn

31.05.2008
Post ID: 28816

Czemu Cyfral mnie denerwuje? Z wielu, wielu powodów...
1. Nudzi.
2. Wymądrza się.
3. Postać irytująca.
4. Jest taaaaka "dobra"...

Męczy mnie ta postać, a jej kwestie są nudne. Moim zdaniem lepiej by było, gdyby w ogóle Cyfral nie było. ^^

Dinah

Dinah

5.03.2009
Post ID: 41768

Zaczęłam właśnie tom II.

Czytam z prawdziwą przyjemnością i uwagą, by za szybko się nie skończyła ta historia.
Również byłam przekonana, że to dwutomowa powieść, ucieszyła mnie informacja, że jednak nie.
Zdążyłam się zaprzyjaźnić i z jednym, i z drugim z głównych bohaterów.

Czytając Twoje wypowiedzi Hetmanie, zdałam sobie sprawę, że masz całkowitą rację- mnustwo wtórności. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że prawie mi to nie przeszkadza.
Właściwie, to doszłam do wniosku, że tak jest z większością powieści fantastycznych.
Zawsze pojawia się coś znajomego, oswojonego. Im dłużej zagłębiam się w ten Świat i bardziej go poznaję, czuję się w nim pewniej i bezpieczniej.
Podoba mi się to uczucie :)

Wracając do powieści- mimo tych, chwilami rażących (włócznia przeznaczenia o 2 ostrzach) powtórzeń. Mimo, że chwilami opowieść przeciąga się, to jedna z lepszych opowieści, z którymi ostatnio miałam do czynienia.
Nie żałuję żadnej minuty, którą Książce tej poświęciłam i naprawdę gorąco Wszystkim polecam!

Moandor

Strażnik słów Moandor

5.03.2009
Post ID: 41770

W Białymstoku w ostatni weekend Jarosław Grzędowicz powiedział, że jeszcze pracuje nad ostatnią częścią Pana Lodowego Ogrodu. Choć planował to na trylogię, najprawdopodobniej, jak mówił, z powodu objętości wydawca podzieli ostatnią część na tom 3 i 4. Najprawdopodobniej, ale jako, że książka jeszcze się tworzy nie jest to ostateczne rozwiązanie.

Pana Lodowego Ogrodu czytałem już jakiś czas temu. I w sumie to cała moja styczność z Grzędowiczem. Po spotkaniu z autorem jednak pomyślałem sobie, że poczytam sobie jego zbiory opowiadań. Zacząłem od Księgi jesiennych demonów i jak na razie specjalnie nie narzekam. Po lekturze podzielę się swoimi wrażeniami. :)

Zdjęcie z Konwentu fantastyki "Rycerze okrągłego spodka" w Białymstoku (28.02.09)

Twarze z powyższej fotografii chyba są Wam dobrze znane. :)

Moandor

Strażnik słów Moandor

13.03.2009
Post ID: 42092

Skończywszy wczoraj Księgę jesiennych demonów Jarosława Grzędowicza i będąc jeszcze pod pozytywnym wrażeniem pióra autora sięgnąłem po drugi, będący w moim posiadaniu, zbiór opowiadań autora, zatytułowany - Wypychacz zwierząt
Zamiast jednak czytać teksty po kolei, jak mam w zwyczaju kierując się ciepłymi słowami Andrzeja Pilipiuka zabrałem się za opowiadanie - Buran wieje z tamtej strony

Andriej Stiepanowicz Korpałow jest agentem reklamowym pracującym w dobrze prosperującej firmie. Właśnie wybrał się na krótkie wakacje na Syberię, do położonej na odludziu chaty przyjaciela. Jadąc na miejsce pojazdem śniegowym w pewnym momencie dostrzegł przed sobą ludzką postać, wychudzonego i przemarzniętego więźnia z obozu pracy. Ratując do przed zamarznięciem Andriej Stiepanowicz zabiera go ze sobą.
Gdy już nieznajomy odzyskał przytomność i zaczął mówić okazało się jednak, że są jakby z zupełnie różnych światów.

Dalej opowiadając zdradziłbym ważne wątki fabuły, powiem jednak, że warto doczytać do końca. Andriej Stiepanowicz i nieznajomy poznają się bliżej, każdy opowiada swoją historię i dochodzą do nieprawdopodobnych wniosków. Jest coś w konstrukcji fabuły, w samym tekście, co sprawia, że czyta się tę historię z przyjemnością i zainteresowaniem. Grzedowicz jak się postara potrafi zrobić świetny nastrój.

Oczywiście jest to opowiadanie ze zbioru fantastycznego i elementy fantastyczne również się tu pojawią, choć nie są bardzo wyeksponowane. Jeśli dobrze pamiętam Buran wieje z tamtej strony zdobył swego czasu Nagrodę Sfinksa, licząca się w kręgach polskich fantastów.

Drugim nagrodzonym opowiadaniem z Wypychacza zwierząt jest Wilcza zamieć. Bardzo klimatyczna opowieść o losach marynarzy niemieckiej łodzi podwodnej podczas końcowego etapu II wojny światowej. :) Elementy fantastyczne również się pojawiają, aczkolwiek w dalszej części opowiadania. Tekst jest bardzo dobry w odbiorze, nastrojowy, cały czas trzyma czytelnika w zaciekawieniu. A później pojawiają się bogowie Wikingów i dziwne rzeczy się dzieją. :) Polecam.

Moandor

Strażnik słów Moandor

23.03.2009
Post ID: 42461

Ostatnio przeczytałem dwa zbiory opowiadań Jarosława Grzędowicza - Księgę jesiennych demonów i Wypychacza zwierząt. Tym samym do znajomości wszystkich wydanych książek autora brakuje mi tylko Popiołu i kurzu, który stoi na półce i czeka na swoją kolej.

Co do opowiadań, nie mam w zasadzie zastrzeżeń. Przyjemnie mi się czytało. Wiele tekstów bohaterów opowiadań łatwo wpada w ucho, przez co postacie są oryginalne i charakterystyczne. Księga jesiennych demonów jest swego rodzaju antologią tematyczną, którą spaja jesienny, ponury klimat oraz problemy z jakimi zmagają się bohaterowie opowiadań. Problemy z życia wzięte, nieszczęścia życiowe, brak pieniędzy, szczęścia rodzinnego, utrata pracy. Autorowi udało się utrzymać tą ponurą atmosferę przez całą objętość zbioru, co uważam za plus. Jeśli ktoś chce się pośmiać i poprawić sobie humor, powinien sięgnąć po Pratchetta. :)

Wypychacz... jest już zupełnnie inną antologią. Są to opowiadania niepowiązane tematycznie. Łączy je tylko jedna cecha, że były już gdzieś wcześniej wydane. Autor postanowił pozbierać je do jednego worka i wydać pod jednym szyldem. Wielcy fani Grzedowicza, którzy śledzą dokładnie i czytają teksty autora rozmieszczone w różnych antologiach mogą się zawieść, bo okryją, że nie ma w Wypychaczu... nic nowego.
Ci czytelnicy, tacy jak ja, którzy rzadko kupują antologie nie powinni czuć się zawiedzenie z powodu zakupu i lektury opowiadań zawartych w powyższym zbiorku.
A liczba ich 13. Z czego kilka dłuższych a kilka mniejszych, około 10-15 stronicowych, które Jarosław Grzędowicz pisał niegdyś na zamówienie literackiego dodatku do Faktu. Choć krótkie, muszę Wam przyznać, że niektóre z nich są bardzo ciekawe. Ujęła mnie miniaturka Obrona konieczna . Choć zakończenie jest, krótko mówiąc, tragiczne, to jednak sama konstrukcja utworu jest dla mnie majstersztykiem.
Z większych opowiadań dwa zostały wyróżnione ważnymi nagrodami fantastycznymi - Zajdlem i Sfinksem, na które moim zdaniem spokojnie zasłużyły.
I w zasadzie jeśli wszystko inne w zbiorze okazałoby się, kolokwialnie mówiąc, kaszaną, to dla tych dwóch utworów i tak warto byłoby zakupić Wypychacza...
Buran wieje z tamtej strony i Wilcza zamieć. Recenzował nie będę. Nie czytałem całego wątku wstecz, ale jestem pewien, że była już o tych tekstach mowa.

Jedyne co mi się nie podoba to okładka, typowo fabryczna. :) Długi czas książka ta nie zwracała mojej uwagi właśnie ze względu na okładkę.

Moandor

Strażnik słów Moandor

21.08.2009
Post ID: 47480

Popiół i kurz

http://fabryka.pl/imgs_upload/Image/ksiazki/popiolikurz.jpg

Po świetnym Panu Lodowego Ogrodu i ciekawych opowiadaniach z dwóch wydanych dotychczas zbiorów opowiadań Jarosława Grzędowicza przyszedł czas na sięgnięcie po Popiół i kurz, uhonorowaną Zajdlem, opowieść ze świata Pomiędzy.
Powieść zaczyna się prologiem, za który posłużyło opowiadanie, które zainspirowało autora do rozwinięcia pomysłu i stworzenia czegoś większego. Mowa oczywiście o świetnym tekście pt. Obol dla Lilith. Doskonale wprowadza czytelników w świat grzędowiczowskiej wizji zaświatów, a właściwie, by być dokładniejszym, wizji tego, co dzieje się z ludźmi, którzy odeszli z tego świata zbyt gwałtownie, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Tacy właśnie najczęściej trafiają do świata Pomiędzy, jak nazywa go główny bohater. W naszym świecie znajomi, a szczególnie rodzina, uważają go za nieco stukniętego, co jest konsekwencją pewnego rzadkiego daru, który posiada. Spróbujcie powiedzieć rodzinie – kochani, nocą podróżuję do świata duchów, pomagam tam zbłąkanym duszom zmarłych odnaleźć drogę na tamtą stronę. Ludzie uwielbiają przyklejać innym etykiety. W tym przypadku etykieta nawiedzonego świra gwarantowana.
Bohater Popiołu i kurzu jest takim współczesnym Charonem (tak zresztą każe się nazywać w świecie Pomiędzy), przeprowadza zabłąkane dusze w zamian za opłatę, mitycznego obola, którym może być dowolna mniej lub bardziej wartościowa rzecz z naszego świata.

Czyta się przyjemnie, co jest standardem u Grzędowicza. I również, co chyba też jest standardem, atmosfera opowieści domieszkowana jest pewną dozą ponurości, charakterystycznej dla Księgi jesiennych demonów. Ale to nie przeszkadza, po prostu taka konwencja wybrana przez autora. Dziwiłbym się, gdyby napisał stylem Pratchetta historię o demonach, koszmarach sennych, podróżach do świata upiorów. :)

Właściwa opowieść rozpoczyna się niczym Imię róży, od morderstwa mnicha w zakonie. Tak się złożyło, że nieboszczyk był bliskim przyjacielem głównego bohatera, który nie wierzy, że to, co się wydarzyło miało charakter naturalny. Coś mu nie gra i chce za wszelką cenę dowiedzieć się co to takiego. Wraz ze śmiercią mnicha również w świecie Pomiędzy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pojawiają się silne demony, których wcześniej nie było, a także dziwne czarne potężne postacie, które bardzo trudno jest zwyciężyć. Charon (nazwijmy tak głównego bohatera, ponieważ autor imienia mu nie nadał, a ciągłe nazywanie go głównym bohaterem jest nudne) przypuszcza, że owe postacie mają coś wspólnego ze śmiercią przyjaciela.

Literacko do Popiołu i kurzu nie mam nic do zarzucenia. Grzędowicz jeszcze raz mnie przekonał, że pisać potrafi, i to bardzo dobrze. Powieść jednak podobała mi się trochę mniej niż Pan Lodowego ogrodu i opowiadania. Tematyka poruszona w Popiele i kurzu nie podpasowała mi tak bardzo jak w poprzednich książkach. Niemniej jednak polecam tę pozycję dla wszystkich miłośników dobrej fantastyki. Nie powinniście się zawieść.

Moandor

Strażnik słów Moandor

3.12.2009
Post ID: 50800

Przeczytałem trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu (który wyszedł na rynek w zeszłym tygodniu!) i żal, że znów przyjdzie czekać rok lub dwa na kolejny i zarazem ostatni już tom. Czytało mi się bardzo dobrze, strono jednostajnie umykały mi spod palców i moment, w którym ujrzeć miałem tylną okładkę książki zbliżał się nieuchronnie. I w końcu nadszedł. Jakąś godzinę temu.

Myślę, że ten, kto czekał tak długo na tom trzeci nie zawiódł się. Nadal mamy do czynienia z tym samym dobrym Jarosławem Grzędowiczem, który zjednał sobie gusty wielu czytelników fantastyki w Polsce. Cały czas dużo się dzieje. Jak pamiętacie Vuko z przyjaciółmi wsiada na pokład lodowego drakkara by popłynąć w nieznane do tajemniczego Lodowego Ogrodu. Młody tohimon wybiera się do kraju ludzi niedźwiedzi i dalej na północ by odnaleźć sprzymierzeńców w walce z czerwoną prorokinią.
Tom trzeci podejmuje oba te wątki od momentu, w którym urwały się w tomie drugim.

Pierwsze recenzje mówią, że najnowszy tom jest znów tak dobry jak pierwszy (po słabszym nieco drugim). Na pewno jest to prawdą, gdy za kryterium weźmiemy wydarzenia, konstrukcję fabuły.
Drakkainen nauczył się trochę czarować, ale tutaj ponownie mamy do czynienia z wielką dawką literatury przygodowej, a w mniejszej ilości z czarami i nauką czarowania. Vuko stara się unikać magii jeśli nie musi jej używać.

W drugiej połowie książki, na co oczekiwałem, nieco się wyjaśnia na temat układu sił na Midgaardzie. Dowiemy się o losach wszystkich naukowców, których Vuko miał za zadanie odnaleźć. Wreszcie dwa równoległe jak do tej pory wątki znajdą punkt przecięcia. :)

Lektura warta uwagi i na pewno jeden z solidniejszych kandydatów do przyszłorocznej Nagrody Zajdla.
Miłośnikom Pana Lodowego Ogrodu z pewnością nie muszę najnowszego tomu polecać. Natomiast tych, którzy jeszcze nie czytali zachęcam do sięgnięcia po tom 1. Potem już nie będę musiał. :)

Ps. Vuko nadal bawi czytelnika swoim charakterem i charakterystycznymi wypowiedziami. Use the force, Luke. - jako przykład. W kontekście brzmi naprawdę zabawnie.