|
Gorące DysputySłowo pisane - "LITERATURA inna niż Fantasy" |
|
|---|---|---|
| Aktualnie w Osadzie: Irydus | ||
Strażnik Krypty Eldacar2004-01-27 08:31Post ID: 15400 |
Żeromski - także zgadzam się. Czytanie jego dzieł (jeśli tak można je nazwać) to niezła mordęga. Mickiewicz - owszem może być, nie mam nic przeciwko, aczkolwiek już bardziej podoba mi się poezja Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Jana Kasprowicza (impresjonizm i symbolizm rulez!), Leopold Staff i jego "Sny o potędze" też ciekawe, ale i tak najbardziej podoba mi się Zbigniew Herbert i jego Pan Cogito. Ale dla prawdziwych wielbicieli pięknego słowa liczyć powinna się tylko jedna poezja - poezja socrealistów :wink: Swoją drogą przydałoby się jakieś miejsce w Karczmie poścwięcone poezji - chyba, że takowe już istnieje? |
Arcymag Enleth2004-01-27 09:32Post ID: 15401 |
Ja powiem tylko tyle, że zgadzam się z każdym zdaniem... nie, z każdą literą którą wyżej nasz wspaniały Grobożerca postawił! |
Grododzierżca Moandor2004-01-27 14:23Post ID: 15402 |
Guinea: Że lektury są nudne, a niektóre nawet cięzkie do czytania to wiem. W poprzedniej wypowiedzi chciałem jednynie uzasadnić dlaczego powinniśmy je czytać, lub przynajmniej znać ich problematykę. Omawiając załóżmy pozytywizm, właśnie na podstawie lektur poloniści uzasadniają pojęcia pracy u podstaw, pracy organicznej itd. czyli pojęć z tą epoką związanych. Żeromski... Może i po cześci rację macie, trudnoi sie nie zgodzić, że jego powieści są takie jakieś... toporne. Jednak wielu docenia jego tórczość. No bo co my, w wieku 19 czy 20 lat możemy wiedzieć o literaturze. Jakbyśmy pokończyli polonistykę, to byśmy się nim może zachwycali, ale uczeń z reguły patrzy krzywo na każdą lekturę, a na te nudne patrzy jeszcze bardziej krzywo. |
Mirabell2004-01-28 01:21Post ID: 15403 |
Oj, nistety :( Z lekturami jest ten problem, że niektóre są po prostu niepotrzebne, a z kolei mamy książki, które powinny nimi być, a nie są. Szczególnie teraz, kiedy liceum skróciło się o rok. Zamiast zredukować ilość wielkich dzieł wielkich romantyków (ja przeciwko Mickiewiczowi nic nie mam, ale uważam, że kiedy ma się- ciągle nam to powtarzają- cholernie mało czasu do matury to poświęcanie mu kilku miesięcy jest przesadą), wyrzucono np. Bułchaowa czy Witkacego (a przecież to jeden z nielicznych naszych pisarzy uznany nie tylko w Polsce, ale i na świecie), Gombrowicza. Teoretycznie lektury powinny być podzielone między liceum a gimnazjum, ale gdzie tam, ja Pana Tadeusza przerabiałam dwa razy, a Imię Róży przeczytałam "sama dla siebie". Wiadomo, że są lektury, przez które trzeba przebrnąć, chociaż są nieznośnie nudne (przeczytania "Ludzi bezdomnych" do dziś sobie gratuluję :wink: ), są też takie, które czyta się z przyjemnością (jak "Chłopi") i nic się na to nie poradzi, ale mimo wszystko przedłużania żywota niektórych książek w kanonie lektur szkolnych uważam za bezsensowne. Po co komu "Nad Niemnem"? |
Guinea2004-01-28 06:13Post ID: 15404 |
Powiedziałem, że to tylko przykład. Chcesz więcej? ;) Poczynając od podstawówki: Janki Muzykanty, Antki, Katarynki, Anie z Zielonego Wzgórza (błeeeeee.... :P ), Syzyfowe prace... więcej nie pamiętam :P ale pewnie jeszcze "kilka" (nie)ciekawych było. A liceum? Pan Tadeusz, Dziady, Kordian (nie cierpię romantyzmu :P ), Ludzie bezdomni, Przedwiośnie, Lalka, Granica, Lord Jim (sorry fani Conrada, ale jak dla mnie to to jest niestrawne ;P ), nie mówiąc już o literaturze wojennej... co do niej mam tylko jeden zarzut: jest jej za dużo! Dobrze że szybko czytam :).
Skoro musisz, to powodzenia ;) - ja nie muszę (znaczy chodzi mi o to, że nie mam wewnętrznego przymusu... chociaż oczywiście jestem zmuszany jak każdy inny uczeń ;)). Przeczytać, zaliczyć kartkówkę z treści, zapomnieć... przypomnę sobie trochu przed maturą :) może :PPP. A na lekcjach o poezji sobie drzemię. Literatura - tak, lektury - nie :P.
Na tej lekturze ustanowiłem swój rekord w pomijaniu stron... odpuściłem coś z 50 z rzędu... i co ciekawsze, nic na tym nie straciłem :P. To beł kawałek pamietnika tej Joasi jakiejś czy coś ;). |
Grododzierżca Moandor2004-01-28 07:06Post ID: 15405 |
Mirabell, tu sie z tobą zgodzę. Istnieją wielkie dzieła, których się na jezyku polskim nie omawia. Nie wiem czemu, na przykłąd omawia sięlalkę, a już "Faraona", który jest dla mnie o wiele bardziej interesującą powieścią, nie. Mnie osobiście denerwowały lektury traktujące o szlachcie i mieszczaństwie, w większości z pozytywizmu i potem Młodej Polski. |
Faramir2004-01-28 10:41Post ID: 15406 |
Jak mógłbym zapomnieć. Razem ze szkolnym kółkiem teatralnym odgrywaliśmy właśnie tę scenę na Festiwalu Małych Form Teatralnych w Kórniku :) Ale teraz przechodząc już do meritum sprawy. Ze swojej strony czytam wszystkie lektury (staram się zawsze wychodzić poza program :) )i nie było jeszcze chyba w szkole obowiązkowej książki, której bym nie przeczytał. Choćby mi to nawet i się nie podobało, to jednak uważam, że przeczytać powinienem. Choćby po to, by orientować się w danej sytuacji, bym - jeśli ktoś by mi kiedyś rzucił jakimś tytułem, bohaterem, etc. - nie wybałuszał oczu ze zdziwnienia, nie mając pojęcia o co, czy o kogo chodzi. Po prostu uważam, że niektóre rzeczy powinienem poznać, żeby mógł reprezentować pewien poziom, od którego potem będę już tylko szedł w górę ;). Zaznaczam i podkreślam: Wymagam tego tylko od siebie, wcale nie uważam, iż inni muszą podążać tą samą drogą. Jestem po prostu ambitny i uparty. Swoją jednak drogą. Moandor przedstawił ciekawą propozycję, myślę, że możnaby ją interesująco rozwinąć. Mianowicie jakie książki widzielibyście w nowym spisie lektur obowiązkowych? Tylko proszę o jedno - zastanowienie się nad tym, czy takie coś w ogóle byłoby możliwe. Ja na razie tak ogólnie. Uważam, że wśród lektur powinny znaleźć się książki praktycznie każdego rodzaju, z jak największej ilości epok. I tak powinien być zarówno przedstawiciel s-f, jak i jakiś horror. Powinien byc kryminał, coś przygodowego, baśń, mity, fantasy, książki historyczne, popularnonaukowe (!), etc. Po prostu wszelkie możliwe gatunki. Miałoby to na celu zapoznanie ucznia z potencjalnymi rodzajami lektur nieobowiązkowych, po które mógłby sięgać z własnej woli. |
Grododzierżca Moandor2004-01-30 00:51Post ID: 15407 |
"Rękopisy nie płoną." |
Faramir2004-01-30 09:40Post ID: 15408 |
Ja nie wiem skąd te słowa pochodzą, ani kto je powiedział, ale dowiedziałbym się tego równie chętnie, jak chętnie się na ten temat wypowiem:). |
Grododzierżca Moandor2004-01-30 09:47Post ID: 15409 |
A myślałem, że ty Faramirze będziesz wiedział. Wszak czytałeś tę powieść Bułhakowa dość chyba niedawno. Słowa te wypowiedział Woland, bodajże gdy Małgorzata mu powiedziała, że Mistrz spalił swe dzieło. |
Faramir2004-01-30 12:28Post ID: 15410 |
No cóż, może wzięło się to stąd, iż Mistrz i Małgorzata średnio mi przypadł do gustu. Nie żeby mi się nie podobało - ale i nie zachwyciłem się nim. Ale teraz, gdy coś o tym wspomniałeś, w głowie trochę mi się rozjaśniło :). |
Faramir2004-02-10 10:45Post ID: 15411 |
Aleksander Dumas |
Faramir2004-02-10 10:49Post ID: 15412 |
Moandorze, wiem, żeś spragniony dyskusji o HMC :) dlatego traktuj powyższy post jako wstęp. A ja czekam na Twój odzew (który - jetem tego pewny - nastąpi :) ). Zapewniam, żem do dyskusji skory :) |
Hexe2004-02-10 14:24Post ID: 15413 |
Witam, |
Grododzierżca Moandor2004-02-10 15:09Post ID: 15414 |
* Hrabia Monte CHristo *
Hmm. Ciekawym bardzo, kto to :) Cieszy mnie ten post Faramira, bo to zawsze miło pogadać o książce z osobami, które ją czytały i mają też czas i chęci na podzielenie się wrażeniami po lekturze. Cieszy mnie też, że książka kolejnemu czytelnikowi się spodobała. :) Osobiście sądze, że mimo, iż powieśc ta doczekała się wielu ekranizacji, to tak naprawdę niewielu ją zna 'osobiście'. Tak przynajmniej wnioskuje z własnych obserwacji mojego otoczenia. Staram się czytać różne gatunki literatury, można powiedzieć, że bawię sie w takiego, poszukiwacza dobrej literatury, że tak się wyrażę :) I co raz udaje mi się odkryć wartościowe powieści. Odkąd przeczytałem Hrabiego minął już ponad rok. Nie wiem jak to sie stało, że tak późno wziąłem tę powieśc Dumasa do ręki, no ale najważniejsze, że wziąłem wogóle i, że udało mi się, mam taką nadzieję, zachęcić do lektury innych. Co do samego autora to przyzna mi niejeden z Was, że Aleksander Dumas (ojciec) ma całkiem przyzwoity styl a jego dzieła czyta się całkiem przyjemnie. Miałem jak dotąd do czynienia z dwiema jego powieściami, Hrabim... i Trzema Muszkieterami. "Dumas to był facet od pomysłów, przy kórych życie jest szare jak ołowiana rura" Rzeczywiście dużo w tym prawdy :) Wracając do meritum, te dwie powieści, które wyżej wymieniłem, kojarzą mi się z Władcą Pierścieni i Hobbitem. NIe chodzi mi o fabułę, ale o przekaz utworów. Trzej muszkieterowie to powieść wybitnie przygodowa, dużo akcji i właściwie brak jest takich rozterek bohaterów i problemów wyższej wagi. Jak w Hobbicie, typowa powieść z przeznaczeniem raczej dla młodszych czytelników, choć nie tylko. Lekkiego kalibru, rzekłbym. Monte Christo natomiast to bardziej książka obyczajowa, której akcja w dużym stopniu opiera się na relacjach międzyludzkich i wzajemnych stosunakch bohaterów. Faramir już wspomniał że czasami akcja rozwija się powoli. Występuje wiele wątków w tej powieści, wychodzą dzięki pomocy Hrabiego sprawy z dawna zaponiane, które lepiej by było dla niektórych osób, żeby wogóle nie ujrzały światła dziennego. Ale w końcu każdy wątek się jakoś łączy z ogólną treścia i nie ma raczej fragmentów oderwanych całkowicie od fabuły, wkręconych ot tak sobie. Wszystko ma swój sens i wytłumaczenie. Dzieło to posiada głębszy przekaz niż Muszkieterowie na przykład, stąd to moje porównanie go do WP.
Jeśli chodzi o Edmunada, to przede wszystkim był człowiekiem sprawiedliwym. NIe szkodził nikomu bez powodu. Z resztą, jak już kiedyś wspominałem, nie skrzywdził on swoich wrogów osobiście, pomógł jedynie Opatrzności. Mając tyle kasy mógł spokojnie, jeśli tylko by chciał postapić, jak Bertuccio na przykład chciał zrobić kiedyś, nająć jakiegoś rozbójnika i zamordować. Mógł postąpić jak to czyniła Heloiza de Villefort i otruć wrogów, mógł wyzwać ich na pojedynek, i nie sądze, że by przegrał. Jednak nie, on chciał inaczej. Wydaje mi się, że myślał, jak to się nieraz mówi, że dla takich typów śmierć będzie za małą karą. Jak zapewne zauważyliście, każdego pogrążył ich własną bronią. Danglarsa, wielkiego krezusa i skąpca doprowadził do bankructwa, prokuratora, zniszczył na drodze sądowej, Fernanda, członka izby parów, unicestwiła Hayde, piękna księżniczka, córka Ali paszy z Janiny, ale za wiedzą hrabiego. On okazał się zwycięzcą na podwórkach swoich rywali. Tak więc czy możemy dla Monte Christa zarzucić, że kogoś skrzywdził? NIe! Wwszystkich złoczyńców położyły ich własne niecne postępki, ukrywane przed światem, które wyszły na jaw. Następna sprawa. Tak, mnie również mądrośc Edmunda się bardzo podobała. Człowiek przecietny nawet z taką fortuną nie zdziałałby tego co hrabia nie posiadając dużej wiedzy. Ileż trzeba było zachodu, żeby te wszystkie fakty wyłuskać z zakamarków historii. Przy całym jego bólu, przy, można rzec nienawiści jaką czuł do wrogów, nie zapomniał o przyjaciołach i to można powiedzieć odróżnia go od dzisiejszych bogaczy. No bo, przyznajmy sobie otwarcie, jeśli już ktoś ma duże pieniądze to najczęściej o biedniejszych zapomina, starzy znajomi zostają zastąpieni nowymi. Wielu ludziom pieniądz przewraca w głowie. Jednak nie dla Monte CHrista. Nie jest on taki jakiego by wykreowała dzisiejsza rzeczywistość, ale dla mnie jest to plus powieści. Tacy ludzie być powinni. Bez względu na to ile pieniędzy posiadają, powinni być sobą. Sceny, jak stary Morrel zostaje uratowany od bankructwa wręcz wzruszają do głębi. Najbardziej wzruszający był dla mnie moment, w którym Maksymilian wyznaje Edmundowi, że ojciec jego na łoży śmierci wspominał jego imie, jako imie tajemniczego wybawiciela. Aż łezka się w oku kręci. I jeszte ta sytuacja jak Maksymilian chciał popełnić samobójstwo po rzekomej śmierci Walentyny. Piękne. Są także momenty gdzie człowiekowi dreszcze po plecach przechodzą. A są to te fragmenty gdzie wyjawia hrabia dla swoich wrogów kim jest naprawdę. Nóż w serce nie był by tak dla nich bolesny jak te słowa. NIe wiem jak pozostałym czytelnikom, ale dla mnie te dialogi są wprost nieocenione. Dlatego między innymi uważam, że rzeczą wręcz niemożliwą jest dobre zekranizowanie tej historii. Bardzo cięzko jest na ekranie pokazać uczucia, jakie targają bohaterami tej opowieści. Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć, napewno dużo, ale lepiej poczekać na ripostę innych, niż samemu tak monologować. Co do tego, że wszystko idzie za łatwo, to w sumie moge się zgodzić. Ale tu nie o to chodzi. Bardziej liczą sie relacje między konkretnymi postaciami, one same, bardziej znaczący jest sam fakt zemsty, czy sprawiedliwości, niż to w jaki sposób do tego doszło. Troche pogmatwałem, możliwe. Ale z drugiej strony co mogłoby człowiekowi tak potęznemu stanąć na drodze? Ja bym nie oceniał pod tym kątem tej ksiązki, bo tu akurat nia akcja jest najważniejsza, nie to jak sie to stało (choć to też jest ciekawe oczywiście), ale bardziej to dlaczego się tak stało. Dużą rolę grają tu uczucia. (miłość, nienawiść, itd.)
A ty, Faramirze, zawsze byłeś w opozycji jak mówiłem o sprawiedliwych i honorowych bohaterach. BYć może życie jest czasem, a może i często niesprawiedliwe, ale to nie jest powód, żeby powiedzieć, sobie, że tak być musi i sie do tego przyzwyczajać. Ja wierzę, że ta sprawiedliwośc jednak istnieje nie stoje na stanowisku, że nie warto nic robić bo i tak nic nie zmienie w porządku świata. Trzeba postępować zgodnie z własnym sumieniem, i starać się grać uczciwie, nie ważne, że inni tak nie czynią, ja powinienem. Ale to tak dygresja, mała odskocznia od tematu. Mimo, całej bezwzględności Monte Christa to jednak trzeba przyznać, że człowiek ten miał złote serce. Żadnego przyjaciela nie zostawił na 'lodzie' Zaraz po tym, jak zdobył fortunę, wynagrodził najpierw bliskim jego sercu osobom tą bezinteresowną miłość jaką go darzyli. Uratował Morrela, nie szczędził środków, odwdzięczył się jemu za wszystko. Porównajcie jego postępowanie do Danglarsa, kiedy armator jego poprosił o pożyczkę. Tamten zawdzięczał swą fortunę przecież Morrelowi. On to dał mu list polecający do pewnego bankiera, dzięki czemu potem mógł się dorobić fortuny. A jak już Danglars stał się bogaczem, to zapomniał o tym. On to jest uosobieniem charakteru wielu dzisiejszych ludzi i tego co pieniądz robi z człowieka. Ja nie wiem jak Wy,ale ja zawsze, co wielokrotnie podkreślałem, takich dobrych, honorowych, uczciwych (na swój sposób, bo na przykład to jak hrabia przkupiła telegrafistę to zakrawa na korupcję, jak się ptarzy, ale w dobrej wierze), sprawiedliwych, potrafiących odwzajemnić przyjaźń, bardzo lubie w literaturze. Faramir dużo razy mi zarzucał, że są niedzisiejsi, nierealistyczni. Są tacy jacy ludzie być powinni, a że nie są, to inna sprawa. (z resztą na przykładzie społeczeństwa francuskiego widzimy, ilu jest dobrych ludzi. Większość, to przeważnie ludzie niu budzący sympatii, albo tacy neutralni, którzy duzo czasu spędzają na plotkowaniu, chodzeniu do opery i takich rzeczach, choćby Chateau Renaud,, czy Debray. To jest prawdziwy obraz społeczeństwa, a ludzie jak Maksymilian, Walentyna, Emanulel, stary Morrel, Kokles, Penelon, Bertuccio się z ogółu wybijają) Monte Christo nie jest postacią skrajnie dobrą, Edmund taki był (ten 19 letni młodzian), ale po torturach zamku IF wiele się zmieniło. Jestem pewien, że każdy miałby takie same zamiary jak Dantes po wyjściu z więzienia. Ale co człowiek znaczy sam jeden bez środków. Dantes dostał do ręki bodaj najpotęzniejszy w tamtych czasach oręż, pieniądz i wiedzę. Te dwie rzeczy w połączeniu stają się wielokrotnie silniejsze niż pojedynczo. Głupi bogacz szybko może stracić fortunę, a człowiek mądry mimo, że wartościowy też dużo nie zdziałą w społeczeństwie takim, jakie jest w powieści, i dziś również. Pisząc tą wypowiedź naszło mi na myśl takie skojarzenia. Hrabia skojarzył mi się z Gandalfem. Przybył do Paryża jako człowiek potężny, wykonał swoją misję, swą zemstę i odpłynął. Jakby przywrócony światu po to tylko aby tę misję wypełnić. Za dużo sie rozpisałem, być może w niektórych momentach niepotrzebnie. Kończąc już, nie traktowałbym tej ksiązki jako coś co ma na celu jedynie poprawienie nastroju. Ta ksiązka to coś więcej. Być może tylko ja to tak obbieram ale... naprawdę wiele jest w niej mądrości. Z gatunków realistycznych jest to dla mnie jak narazie najlepsza ksiązka, jaką do tej pory miałem okazję przeczytać. Zawsze będe uważął ją za jedną z tych powieści, które potrafią wzruszyć do głębi i pozostawić po sobie ślad w życiu człowieka. Są takie utwory, które potrafią diametralnie zmienić nasz sposób myślenia, poglądy na świat i to dzieło niewątpliwie do takich należy. Była poruszana sprawa bohaterek w powieściach. Ciekaw jestem co powiecie o Hayde. Dla mnie to jedna z ciekawszych postaci. Kobieta, nie dośc, że bardzo piękna, to jeszcze inteligentna i silna, i delikatna zarazem. Wogóle niepodobna na przykład do Ligii u Sienkiewicza. Jest jedną z postaci kobiecych, które w literaturze jaką dotąd czytałem zrobiły na mnie duże wrażenie. Napewno podobała mi się zdecydowanie bardziej niż Mercedes. I skoro już tu jestem to jeszcze jedno. Nie wiem czemy, w każdej ekranizacji hrabiego, zawsze na końcu wraca on właśnie do Mercedes. Trudno mi to zrozumieć. Jak widać jest to upodobanie kina do happy endów. Ale czym sie tu przejmować. W końcu to tylko filmy. Będe czekał na dalszy rozwój dyskusji o tej powieści. Ciekaw jestem jakie fragmenty sięWam podobały najbardziej, jakie Was wzruszałya jakie wydawały wam się nudne i niepotrzebne. Ciekawią mnie wasze opinie o postaciach, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, jak oceniacie ich postępowanie, jak je oceniacie ogólnie. Jednym śłowem, każdy post na temat mojej ulubionej powieści sprawi mi radość i stanowił będzie napęd do dalszego rozwoju wymiany poglądów. Jeśli więc, macie troche czasu i chęci, to napiszcie coś, każdą opinie szanuje i niezmiernie jestem rad z poznania poglądów innych, nawet jeśli nie zgadzają sie z moimi :) Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli tyle wytrwałości i dobrnęli aż tutaj przez całego mojego posta. :) :) :) MOANDOR |
Grododzierżca Moandor2004-02-10 15:44Post ID: 15415 |
Hexe napisała:
To jest właśnie czymś wspaniałym. Wielu starszych ludzi ma na półkach dzieła wybitnych polskich pisarzy (czasem nie tylko polskich). Ludzie ci czują jakąś więź z rodzimą kulturą i literaturą. Powiedzcie czy w domach młodych ludzi też te dzieła stoją? Mało prawdopodobne, choć nie niemożliwe. Ja osobiście bardzo lubie ksiązki i w przyszłości na moich półkach też będzie wiele wartościowych dzieł stało. Już troche stoi, ale z czasem poszerzę mój księgozbiór. MOANDOR |
Mirabell2004-02-11 11:46Post ID: 15416 |
Paweł Huelle <b>”Weiser Dawidek”</b> |
Mirabell2004-02-11 11:47Post ID: 15417 |
Zgadzam się, ale niestety taka jest prawda. Bułhakowa przerabiałam tylko dlatego, że moja polonistka postanowiła mimo wszystko dać nam lekture z roaszerzonego programu (czyli dla klas humanistycznych, a więc nie dla mojej), z "konradem Wallenrodem", według mnie najlepszym (i ogólnie jedynym strawnym) utworem Mickiewicza było to samo. Takie rzeczy jak "Transatlantyk" Gombrowicza, "Proes" Kafki albo "Giaur" Byrona (który to utwór wprost kocham nawiasem mówiąc :wink: ) trzeba już czytać na własny rachunek.
Niestety, w przypadku nowej matury takie podejście kompletnie nie znajduje zastosowania. Fragment do analizy, potem odnieść się do ałości utowru i często nie ma nawet miejsca, żeby porądnie napisać o tym jednym utworze (trzy strony to za mało, zwłaszcze dla kogoś kto ma takie pismo jak ja :( ), a co tu dopiero mówić o kontekstach i szukaniu innych książek "pasujących: do tematu. |
Hexe2004-02-11 12:10Post ID: 15418 |
Witam,
Smuci mię ta wiadomość. Tracę już jakąkolwiek nadzieję, że przyszłe pokolenia będą wiedziały, co to jest literatura piękna. Może jedynie jakieś nędzne niedobitki tradycjonalistów...
Ta cała "reforma" szkolnictwa coraz mniej mi się podoba. A tak bardzo zachwalali, jak to dobrze będzie, poziom się podniesie, itp... Trele morele, jak widzę. Cholera, w jakim kraju mi żyć przyszło..?? Pozdrawiam, kończąc tym wielce optymistycznym akcentem, Hexe |
Faramir2004-02-14 11:39Post ID: 15419 |
Historia jest zdecydowanie ważna i - IMVHO - ważniejsza od tego, co dzieje się teraz. Bo i też jak wiele epok mieści się w historii, jak wiele dzieł... I nikt mi chyba nie powie, że przez taki okres czasu nie zdążyło się nagromadzić mnóstwo perełek. Czyż jest ta nasza współczesność do ogromu wiedzy, jaka była zdobyta kiedyś i kiedyś przekazana. To co się dziś dzieje w literaturze można nauczać w szkole, ale też i bez przesady. Bo i powiedzcie mi, ile - dajmy na to - przez rok pojawia się książek na tyle wartościowych, żeby się o nich uczyć? Jedna (góra dwie) lektury współczesne na rok szkolny to zdecydowanie maksimum.
Ubolewać nad tym można. Zmienić - nie. U mnie w klasie, na 28 osób, lektury czyta może coś koło 10-12. Z moja klasa jest uważana - bez zbędnej skromności - za najlepsza w szkole. Ale zmienić się tego nie da. Nie wyobrażam sobie, aby zaciągnąć do boblioteki pewną część mojego klasowego społeczeństwa, bo te osoby po prostu do czytania stworzone nie są. Ot, ambicji brak, samozaparcia też. Carpie diem w jak najgorszym znaczeniu. Aczkolwiek mnie to - mówiąc szczerze - zwisa. Jest pewna grupa osób, z którą jest o czym porozmawiać na lekcji, poctoczyć trochę dyskusji i mnie to odpowiada. A jeśli tamcie nie chcą nawet spróbować - ich strata. Kiedyś nawet próbowałem samemu przekonywać ludzi, żeby książki czytali (udało mi się abyśmy przerabiali WP jako lekturę w pierwszej gimnazjum :) ) ale wiele to nie dało. I tak musiałem połowie klasy opowiadać o czym była książka na godzinę przed lekcją. Jednakże z czytelnictwem nie jest aż tak źle. Ostatnimi czasy zauważyłem w mojej klasie znaczną poprawę - coś koło 4-5 osob - zaczęło samemu, z własnej woli, czytać książki (ciekawa sprawa - jeden kolega olewa lektury, bo mówi, że musi czytać te książki, które mu się podobają :) ) Dlatego też nie jest aż tak źle, jakby się wszystkim wydawało.
Załatwić można to łatwo. Buszjąc na różnych netowych forach, stowarzyszeniach zrzeszających osoby zainteresowane literaturą. Po jakimś czasie, gdy już poznamy ludzi tam się udzielających, łatwo będzie na podstawie ich opinii znaleźć sobie coś, co nam będzie odpowiadać. Wiem, bo z własnego doświadczenia mówię. Do przeczytania mojej ulubionej książki, "Imienia róży", nakłoniły mnie własnie opinie wygłaszane na pewnym forum. I to naprawdę działa. Mówię szczerze.
Wszystko zależy od znajomych. Jesli czytać nie lubią, to ich do niczego nie zachęcę (nie wspominając o ambitnych pozycjach). A jeśli lubią, to co najwyżej mogę trochę przyspieszyć odkrycie jakiejś książki. A to - zapewniam Cię - robię od dawna:). Jestem - można powiedzieć - selektorem lektur nadobowiązkowych co poniektórych moich znajomych :) Ot, pytają się mnie co im radzę poczytać (bo ich gusta już poznać zdążyłem:) ) i pożyczam im ową pozycję;). Jeden kolega w ten sposób przeczytał już Władcę Pierścieni, wszystko o Wiedźminie, całą Pieśń Lodu i Ognia i Achaję, a teraz męczy Narrenturm. Potem chce go zapoznać z Gainmanem :)
Czy uważasz, że z istnieje jakiś gatunek, w którym NIE ma żadnej literackiej perełki? Oj, nie chce mi się wierzyć! Nie uważam wcale, że trzeba zrezygnować z obecnych lektur. Ot, uszczuplić nieco ich spis i dodać coś, żeby uczeń w szkole poznał KAŻDY gatunek. Bo - przepraszam - ale niektórzy u mnie nie mają nawet pojęcia co to kryminał, humoreska, czy science fiction. Naprawdę!
Krótka historyjka z mego życia. Na Forum Andrzeja Sapkowskiego (http://www.sapkowski.pl/forum/index.php ) swego czasu wspomniałem, iż jestem w trakcie czytania Hrabiego Monte Christo. Odzew był duży, z czego wiele osób dziwiło sie, iż na tym świecie żyje ktoś, kto jeszcze HMC nie przeczytał. Nie jest więc tak źle, Moandorze, czaszka do góry :).
Nie do końca chodzi mi o wyłuskiwanie faktów z pomroków dziejów, bo tutaj w głównej mierze języki rozwiązywały pieniądze. Miałem na myśli erudycję Edmunda i bardzo rozległy zasób wiedzy. Praktycznie na każdy temat miał coś do powiedzenie i na wszystko istniała gotowa odpowiedź. Właśnie coś takiego bym chciał osiągnąć w przyszłości :) Marzenia :).
No i też nie oceniam. Ot, wygłosiłem opinie, ze wszystko szło bardzo łatwo. Taka to książka i tyle. Aczkolwiek, trochę przeciwności losu tylko by HMC - moim zdaniem - wzbogaciło.
Odpowiem cytatem z mego ulubionego zespołu: [i:1cb50962ad]"Znowu dziś chciałem odmienić świat ale z tego i tak nie wyszło nic"[/i:1cb50962ad] Myslovitz, Wieża Melancholii Też próbowałem odmienić świat, ale sie nie udało. A siły już nie mam. Nie będę Tobie niczego bronił - jeśli chcesz - walcz dalej. Pamiętam że kiedyś jeden kolega też mi coś takiego powiedział. Wtedy nie posłuchałem i dalej walczyłem. Teraz - sam mógłbym dawać takie rady...
Każdy znajduje swojego Monte Christa. W moim wypadku jest to jak na razie "Imię róży".
IMO, średnio mi się podobała. Owszem, dla każdego mężczyzny byłby to skarb, w pełni uległa i będąca na każde skinienie dłoni piękna dziewczyna. Normalnie zamknąć się w sypialni i nie wychodzić sześć dni w tygodniu :)))). Aczkolwiek brakowało mi u niej trochę charakteru. Ot, cokolwiek by się nie stało i tak wiedziałem, że na Hrabiego sie nie pogniewa i nie będzie w stanie odmówić żadnej z jego - ewnetualnych - zachcianek. Rozumiem, iż to taka kultura, że tradycja, kwestia wychowania i dobroci Edmudna dla niej, ale mi brakowało tutaj jakiejś milusiej sprzeczki, czy czegoś w tym rodzaju. Co prawda w prawdziwym życiu chciałbym taką Hayde spotkać, to jednak w literaturze średnio mnie takie psotaci interesują. Ot, taki żywot niewolnika.
Sądzę, że osoby odwiedzające ten zakątek Imperium stosują się do tego zalecenia... od kilku lat :))
W mojej osobistej biblitecce (połowe książek co prawda zwędziłem mamie ;) ) mam naprawdę bardzo sporo wartościowych książek. A jeśliby jeszcze uzupełnić to o księgozbiór mej mamy (pewnie ze 3-4 razy większy:) ) to lektur do intensywnego czytania (książka na dwa-trzy dni :) ) mam na jakieś 2-3 lata :). No! optymistyczne !! :)) PS. No, już kończę. Coś mnie plecy boleć zaczęły :| |