Gorące Dysputy

Karczma Pazur Behemota - "Śpiewająco..."

Aktualnie w Osadzie: Ognisko jest zgaszone.
Osada 'Pazur Behemota' > Gorące Dysputy > Karczma Pazur Behemota > Śpiewająco...
Wędrowiec: zaloguj, wyszukiwarka
Ingham

Chorąży Ingham

7.08.2003
Post ID: 12904

* Ingi podszedl do rogu karczmy, w ktorym stala miotla. Podniosl ja i zaczal czule oglagac. To byla przerobiona maczuga trolla, o ktorej kiedys rozpisywali sie najwieksi poeci Imperium Jaskini Behemota. *

Nie ma juz na Tobie kolcow
Kiedys bylas taka piekna,
Moze teraz lepiej sluzysz
Bo ten kurzyk - istna meka!

Czy sie czujesz pomiatana?
Czy pomiatasz kim popadnie?!
W moich dloniach tez sie slizgasz...
Chcesz powiedziec "A jak skradnie
moje serce z drewna cale
moje sloje przepelnione
zywica, niczym serce twoje...
czym wlasciwie?
Co masz w sercu mnichu stary?"

Piwo mam...

"Csi! Dosyc! Nie chce sie juz z nikim wiazac!"

Nie jestes barda gitara
Ani wieksza badz mniejsza fujara
Jestes tylko stara pala
I zamiatasz brudy, smieci
Dopoki sie nie rozlecisz!

* Ingham poczul sie urazony
Przez miotle zostal odtracany!
Rozejrzal sie bystro dokola
Az inny sprzecik zawola
Ktos moze opowie historie
Belki, swieczki, zyrandola... *

Ilness

Oberżysta Ilness

11.10.2003
Post ID: 12905

Może spijmy po łyczku wina?
By nam lepsza była mina!
Wiersze lepsze kleić będziem!
Hej! Kolejkę nam tu pędem!

Sprośmy tu bywalców naszych,
stawić piwo, miskę kaszy!
Zacznijmy więc, przyjaciele!
Śpiewajcie! Z nami, teraz!

WorldDragon

WorldDragon

13.02.2004
Post ID: 12906

Biedna maczuga była trola
witraż na ścianie woła
był to piękny wielce
smoczy kryształ, a ja lecę

Kiedyś piękny
szybował wraz z panem smoka natrętnym
Na grzbiecie smoka wspomnianego
cały czas siedział i zabawiał jego
Kiedyś w świecie Erathi starej
wyrwał sie spod władzy szarej
choć myślał że szara
tak naprawde była wspaniała

Elf przejął moc jego później
przetopił na witraż luźnie
Sprzedał(brzydki Elf)witraż, smoczy kryształ
dla oberżysty go wciskał
__
Taka historia była witraża
Gdy smoczy kryształ Elf przetopił pewnego raza

Ilness

Oberżysta Ilness

29.06.2004
Post ID: 12907

A czemuż lecisz, World Dragonie?
Ach no tak, tobie niepotrzebne konie.
Ale może chociaż troszkę pogadamy?
W poetycznym, pięknym tonie?

Cyra

Cyra

4.07.2004
Post ID: 12908

Bard poskrobał sie po czole
"Ja wesołe pieśni wolę
co traktują o miłości
grzechach śmiechach i wolności

Dnia pewnego czarownica
Która miała szpetne lica
Zakochała się w pieśniarzu
On uczuciem jej nie darzył

Czegóż ona nie robiła
W piękne szaty się stroiła
Zakładała koraliki
a on cały drżał z paniki

Kiedy ona się zbliżała
On uciekał, ona gnała
ciągle za nim na kraj świata
(jak to wiedźma-z miotłą lata)

W końcu wzięła się na sposób
poradziła kilku osób
Pojechała do szpitala
skąd już wyszła jako lala

Blond czupryna, błękit oczy
Każdy ją już teraz zoczy
Pieśniarz zdębiał, w słup się zmienił
i czym prędzej z nią ożenił

Stąd tu morał taki płynie
Chcesz podobać się chłopinie
Szybko biegnij do kliniki
Gdzie magicy robią triki...

Ale mnie fantazja ułańska poniosła... Zaczynam pierwsze wprawki... Hihihi.. Może następnym razem zaśpiewam coś sensowniejszego... *pociąga łyczek wina z kielicha* A na razie oberżysto, nalej no mi tu jeszcze kolejeczkę tego winka...

Thompson

Thompson

5.02.2005
Post ID: 12909

W oberży zasiadał także Thompson i gdy tylko usłyszał co się dzieje wyciągnął mandolinę i zaśpiewał co miał w duszy a z instrumentu popłynęła przyjemna melodia:

nie martwcie się panowie
o kolczudze tej każdy się dowie
gdy o niej
ułożymy serenadę
albo chociaż balladę

Wszyscy zwrócili swój wzrok w kierunku Thompsona, a on kontynuował:

był kiedyś troll
być może imieniem Zoll
hulaką był
i...

posiadał coś
pięknego coś
wspaniałego coś
drogiego coś...

zabrać mu kolczugę
koniecznie chciano
lecz on zwietrzył podstęp
i uciekł do lasu...

lecz go złapali
ze skóry obdarli
kolczugę zabrali
do karczmy zajechali
później sobie podpijali
i zapłacić czym nie mieli
i rozstać się musieli
ze zdobyczą...

Na tych słowach Thompson zakończył opowiastkę słowami:
- I tak ta kolczuga trafiła w to miejsce.

Fristron

Fristron

5.02.2005
Post ID: 12910

Do środka tanecznym krokiem wpadł Fristron i usiadł na krześle, po czym począł nucić:

Tak wiele rzyci na tobie siedziało,
Tak wiele pijaków obok ciebie leżało,
Siedziało i siedzieć będzie,
Bo los twój taki i zgnijesz prędzej,
Nim się doczekasz wyzwolenia duszy,
Teraz mag, z głupim wierszem się na tobie napuszy.

Z środka krzesła dał się słyszeć cieniutki głosik:

Wiedz waść - nie on, lecz ona
Ta co miała być, diabła korona,
Lecz pomylona
I zdradzona
Do Oberży sprzedana,
Wcześnie z rana,
Wyciosana
I wyheblowana.

Fristron zdębiał, po czym zaczął nucić:

Księżniczko z drewna - jakie twe dzieje?
Co czujesz, gdy pali, piecze i wieje?
Gdzie ci panowie, co odczarowanie ci winni,
Wyraźnie ponieśli porażkę, na całej linii!

Krzesło nie odpowiadała, ale nabrała koloru ciemnobrązowego, co miało znaczyć, że się zarumieniła.

Sulia

Sulia

14.07.2007
Post ID: 17097

Poemat napisany przez Giatera w starym oberżanym temacie Czas na "Giater Grey"

Chłód teleportu jeszcze trząsł mym ciałem, gdy stanąłem na środku Osady. Zaskoczenie pewnie było wymalowane na mej twarzy bardzo wyraźnie, lecz wokół nie było nikogo kto mógłby to zauważyć. Coś musiało iść nie tak! Ale jakże miło znów stanąć choć na chwile na ziemi Imperium. Czasu miałem nie wiele. Skierowałem swe kroki do Tawerny. Niestety zastałem ją zamkniętą. Przyspieszyłem kroku i udałem się w kierunku oberży Pod rozbrykanym ogrem.
Już miałem prosić o wrzątek, gdy zorientowałem się, że oberża oferuje napitek Giater Grey, czyżby moje ziółka? Wspaniale!
Siedząc już kubkiem gorącego naparu w dłoni wspomniałem stare czasy, gdy popijałem ten krzepiący napój w Tawernie. Wtedy najczęściej miałem przed sobą kartę pergaminu i pióro w ręce. Ale zaraz, zaraz przecież coś mam. Sięgnąłem do podróżnej swej sakwy i wyjąłem niewielki zwój.
Niestety, czas dobiegł końca, obok mnie roziskrzył się portal wabiący swym lazurowym blaskiem. Muszę iść. Zostawiam ten niedopity kubek Giater Grey (pewnie kiedyś jeszcze wpadnę by go dopić) i pergamin z tym oto tekstem (wersja robocza):

Pożegnanie Imperium
I
Już odejść nadeszła pora
Wyruszyć gdzie nogi poniosą
Opuścić granice Imperium
Lecz idę bogaty! – choć boso
Bogactwo zabieram w swym sercu
Z pamięcią osób i zdarzeń
Wyruszam zbrojny w nadzieję
Nikt nie ograbi mnie z marzeń
Że...

Ref.
Jeszcze tu kiedyś powrócę
I pieśń zwycięstwa zanucę
By pod Hetmanem sławnym
Z proporcem czerwono – czarnym
Na którym pasy w krzyż białe
Imperium nieść nową chwałę

Białym krzyżem podzielona
Jak węgiel czarna
Jak krew czerwona
Ta, co honorem naszym w boju
Ta, co dumą w czas pokoju

Tabris

Tabris

11.03.2008
Post ID: 25278
Poświęćmy te szlachetne rymy
Osobie iście ich godnej
Zaśpiewajmy jej hymny
Wszystkie; nawet okropne

Niech uwielbienia dźwięki
Wzniosą się ku niebiosom
Niech cierpiącym męki
będą niebiańską rosą

Oto chwalmy zalety
Pomijając wady
Spuśćmy na nie rolety
I nie róbmy żenady

Zalety są tako liczne
Iż wady dezawuują
Chyba są dziedziczne
I nigdy nie szwankują!

Gdybyśmy zwrotkę każdą
Jednej dali zalecie
Rzeczą to by było niepoważną;
Skończylibyśmy na innej planecie!

Tym niemniej wspomnijmy skromnie
O czym wspomnieć należy
Iż czyni zawsze rozumnie
Wychwalana, co do niej należy

Jest dokładna, sprawiedliwa
Cnót wszelakich krynica
Dla wichrzycieli nielitościwa;
Jej sprawiedliwość rychliwa

Oblicze jasne jak sumienie
Nigdy się myli
Niknie ludzkie zmartwienie
Gdy się nad człekiem pochyli

Gdyby Jej zabrakło
Zniknęła by Jaskinia
Pojawiło by się piekło
Jej rola więc jest olbrzymia

Żadna wazeliny ilość
Nie wyrazi jakim uwielbieniem
cieszy się, wręcz miłość
Z każdego wychodzi tchnieniem

W swych cechach Anioły przewyższa
Choć elfka to z lica
Anioły ją podziwiają;
Sił dobra sulica!
Kameliasz

Archidyplomata Kameliasz

10.05.2008
Post ID: 27730

Gdy Kameliasz za często zajrzy do kielicha,
Dla niego oberża staje się zbyt cicha,
Wyciąga gitarę i brzdąkać zaczyna
Pieśń o wpadkach Borysa Jelc(z)yna.
Kiepska to pieśń, lecz co on poradzi,
Skoro złoty trunek jego myśli prowadzi?
Gdy inni go usłyszą, też śpiewać zaczną
Pieśń, też nieudolnie, lecz z treścią zacną.
Kameliasz bawił się z nimi społem,
Potem zasnął gdzieś pod stołem.

Tabris

Tabris

24.06.2008
Post ID: 30347

"O ruchach tektonicznych z perspektywy kałamarnicy."

Wielka płyt wędrówka dla kałamarnicy ważna
Z jej perspektywy wielce istotna
Twierdzić inaczej rzecz niepoważna
Bowiem kałamarnica to nie ryba ulotna!

Gdy się płyta Afrykańska z Somalijską rozdziela
Albo Pacyficzna wpycha na Filipińską
Kałamarnica z radości natychmiast się rozaniela
I udaje się na wodę Zachodnio-Australijską

Gdy się od Płyty Nazca
Kałamarnica oddali
Często jakąś łódź roztrzaska
I las namorzynowy podpali

Gdy napotka kałamarnica
Strefę subdukcji
Nawet najlepsza śliwowica
Nie powstrzyma żądzy destrukcji

Yuber

Yuber

28.08.2008
Post ID: 33609

Yuber po wejściu zawtórował melancholijnym głosem:

Co to? Na ladzie brzęczy złoto
Nawet smok opuścił legowiska błoto
By tutaj śpiewać; Cóż to za miejsce
Gdzie grają, a nie pobił się nikt jeszcze?

Nie, źle wam mówię, źle wtóruję, nieznajomi
Co może bowiem wiedzieć włóczęga, o dorobku twoim
Karczmarzu; Wszak ja jestem ten co ongi w pień wyrzynał
I w krwi się kąpał, a teraz każdy dzień wódką zaczyna.

Spytacie mnie, kim jestem, tak? Nędzarz ze mnie taki
Oko jedno mam ja błękitne, drugie czerwone jak maki
Ale kogóż to obchodzi, widząc pentagram na mych dłoniach
Pochodnie i krzyże wyciągają ludzie, łapią się po skroniach...

Taki jest mój nędzny los, nikomu złego nic nie uczyniłem
Kto na to nie zasługiwał; Wiecie, ile morderców zabiłem?
Ile szuj po tym świecie już nie chodzi
Z mojej sprawy; Lecz Bogów to nie obchodzi.

Śpiewajcieże więc sobie weseli nie wiedzieć czemu, ja tutaj posiedzę
I kielich wina, czerwonego jak krew przelana, ponęcę.

I kończąc na tym, faktycznie zaszył się w kącie karczmy, gzie zajął się winem. Patrzył co chwila na zebranych świecącymi, przebijającymi się przez cień zakątka, dziwnych oczu.

Rabican

Rabican

25.09.2008
Post ID: 34415

Na prośbę Sulii zamieszczam tu dla potomności kopię mojego toastu. Temu, kto pierwszy zgadnie, czyje dzieło parafrazowałem, stawiam piwo – do odbioru na konwencie :P

Co by było tu, w Jaskini,
Której znamy wszystkie kąty,
Bez konwentu, co w Byczynie
Odbył się już po raz piąty?

Co by było? - mniej radości,
W własnych domach byśmy tyli.
Na cześć naszej zbiorowości:
WIWAT wszyscy, co przybyli!

Lecz cóż po wszystkich przybyciu,
Kiedy ładu nie znajdziecie?
Nim głos stracę po przepiciu,
Krzyknę: WIWAT Komitecie!

Czymże konwent bez turnieju
We Hirołsów? - zapytacie.
Gracze zacni jak niewielu;
WIWAT Codhri i Wojradzie!

Sama w sobie jest przyczyną
By przyjechać – słynna sztuka.
Odszpuntować proszę wino:
WIWAT Qui i jego trupa!

Cóż mi jednak po konwencie,
Gdybym nań nie przybył z mroku?
Dziękuję więc tu zawzięcie
Acidowi – WIWAT Smoku!

Volkolak

Volkolak

20.10.2009
Post ID: 49650

Do oberży wpadł pijany wampir i zaczął śpiewać:

Więcej, więcej, więcej krwi!
Zaraz wbije swoje kły!
Wyssę każdą kropeleczkę,
dużo, mało i troszeczkę.

Nieumarli mym narodem,
łóżkiem trumna, a dom grobem.
W cieniach lasu se poluję,
tam się zawsze dobrze czuję.

Uciekajcie więc ludziska,
i się bójcie mego pyska.
Bo was zrobię wampirami -
z mieczem, laską i kuflami! Hej!

Po wyśpiewaniu piosenki, zalany w trupa krwiopijca walnął przodem na podłogę i zasnął.

Fergard

Fergard

23.11.2009
Post ID: 50599

Również i Fergard wpadł na pomysł zaintonowania jakiejś piosnki. Przez chwilę powtarzał ją sobie w cieniu, upewniając się, czy zaśpiewa ją dobrze. W końcu zaczął wydobywać z siebie odgłosy melodyjnego śpiewu:

Choć czasem boję się cieni
I wiem, że kiedyś po mnie przyjdą
Dla tej jednej zrzucę się ze skały
Chwila i smutki z miejsca szybko wyjdą...

I kogokolwiek by nie było na świecie
Ona jedna zwraca moje oczy
Czasem uśmiechnie się, zachichocze wszecie
A ja już wiem, że tej urody cud nie zoczy...

Cassandro, twoje imię śpiewam
Wiedz, że mej miłości wyrazić nic nie zdoła,
Nic. Właśnie - Nic.

Dla twych pięknych, kasztanowych włosów
Gotowym ja oszaleć
Lecz nie warte by były funta wrzosów
Gdyby nie jej serce, najwspanialsze wcale...

Tak więc chciałbym balladę tę zakończyć.
Byś wiedziała, moja droga, o co chodzi
Daję ci słowo, słowo Szarej Grzywy
Żem ja manifest miłości, który chodzi!

Cassandro, twoje imię śpiewam
Wiedz, że miłuję ciebie niczym walkę,
Którą wielbię. Lecz i walka także jest na sprzedaż
Twoje słowa warte są wiele więcej.

Och... Wiele więcej.

Fergard usunął się w cień. "Koniec końców, z Genna poety nie będzie...", pomyślał z rozbawieniem, dopijając Kwaśną Smoczą.