2003-06-12 04:38
|
-Dobrze, wszyscy obsłużeni... Teraz moja kolej! - rzekł biorąc się za miskę bigosu. Dosiadł się do stolika, gdzie toczono leniwe pogawędki przy jedzeniu i piciu. -Witam, smakuje jedzenie?
-Zaiste przepyszne! - odpowiedział jOjO.
-Pozwolicie, że dołączę się do waszych pogawędek...
|
2003-06-12 04:43
|
- ufff, ależ gorąc dziś! Jak skończysz, polej no z kwaterkę Mocnego! ino żeby zimne było, bom drażliwy przez ten upał! - z ciężkim westchnieniem klapnął na zydlu jOjO
- a potem coś z zimnych mięsiw przynieś, bo na ciepło to zjem coś wieczorem chyba...
|
2003-06-12 05:01
|
-Kwarta jOjOwego MOCNEGO dla jOjA, proszę. - Ilness podał piwo w dużym, kształtnym kuflu. -Mięsiwa... Proponuję specjalność dnia, mięsko w galarecie. Podać :?:
|
Strażnik Krypty
Eldacar
2003-06-12 05:05
|
Drzwi do Oberży otworzyły się, wszyscy poczuli żar, który uderzył od wejścia... Do środka wczołgał się Eldacar i wyszeptał dwa słowa:
- "Wody, wody...".
Oberżysta wziął kubeł wody i potrakotwał nim wyczerpanego wędrowca
- "Ufff, dzięki wielce zacny Illnessie"
-"Skąd znasz moje imię, nieznajomy?" - zapytał Oberżysta.
- "Przemierzając krainę doszły mnie wieści, że istnieje Oberża pod Rozbrykanym Ogrem, gdzie wspaniały Oberżysta serwuje przyjezdnym piwo tak pyszne jak usta kobiety i zimne jak śnieg leżący na najwyższych szczytach świata... "
Nastała chwila ciszy, wszyscy obrócili się w stronę nieznajomego... Aż nareszcie z ust Eldacara padło tak długo wyczekiwane zdanie...
- "Kolejka dla wszystkich. Wasze zdrowie !!"
|
2003-06-12 05:25
|
-Zacny z ciebie chłop Eldacarze! Usiądź tu - wskazał na krzesło - i napij się, najedz do syta! Potem podam desery...
|
2003-06-12 07:18
|
Jeszcze Eldacar nie zdążył rozsiąść się przy stole kiedy nagle z hukiem wpadł do gospody Lobo.
-Cóż ci podać?-spytał oberżysta
-Daj mi coś chłodnego i mocnego to będę cię ubustwiał mości Ilnessie!-wykrzyknął ostatkiem sił nowo przybyły.
Karczmaż podał mu Duży dębowy kufel pełen złocistego napoju.
-Ahhh lepiej! Teraz posiedzę sobie z wami jeśli nikt nie ma nic przeciwko i wsłucham się w rozmowy-Zakończył z zadowoleniem Lobo po czym pociągnął kolejny łyk.
|
2003-06-12 11:44
|
-Na pewno nikt nie ma. W tej Oberży każdy znajdzie dla siebie miejsce...
O czym tu gawędzicie drodzy przyjaciele? - zwrócił się do rozmawiających. Coraz więcej osób miało ochotę na leniwe pogawędki.
|
2003-06-12 12:13
|
Drzwi karczmy otworzyły się powoli, wydając przy tym przenikliwe skrzypienie. Twarze obecnych odwróciły sie powoli w kierunku, z którego dochodzil odgłos. Na wielu z nich zacząło malować się zaniepokojenie. Powiało grozą...
Do środka wszedł Sandro ubrany w hawajską koszulę i krótkie kolorowe spodenki w jednorożce. Na czaszcze miał czapeczkę z krótkim daszkiem i tekturowym wentylatorkiem, a na koscistych stopach klapki. W ręce trzymał ręcznik w różowe olifanty.
Przerażająco wyglądajacy lisz rozejrzał się powoli po karczmie, machlując się przy tym wolną ręką. Dostrzegł drinkujace towarzystwo, pomachał do nich, i szybko podszedł, lekko poklekując.
- Witam panowie, straszna spiekota dzisiaj. - Usiadł sobie na zydlu koło jOjA - Ilnesie, bądź łaskaw przyniesć mi szklanicę wody z lodem. Ach, o czym tak tutaj gawędzicie panowie? Doprawdy, w taki żar jak dziś to grzech wręcz siedzieć w karczmie. Co byście powiedzieli, jakby przenieść sie z drinkowaniem nad jeziorko? Woda ponoć świetna, a ja nawet wziąłem kąpielówki. No, chyba że - sprawił lekkiego kuksańca jOjOwi - krasnolud nie umie pływać - i wybuchnął gromkim śmiechem, podobnie jak reszta towarzystwa.
- O dzięki Ci Ilnesie, z nieba mi spadłeś - rzekł do karczmarza gdy ten wrócił z wodą. Wziął szklanicę, i bezceremonialnie wylał sobie na głowę, zdejmujac jednak wcześniej czapeczkę (z tekturowym wentylatorkiem).
- Ach...od razu lepiej - powiedział wniebowzięty.
|
2003-06-12 12:21
|
Ilness od razu zawołał wynajęte sprzątaczki.
-Proszę wytrzec tą wodę, która przeleciała na podłogę przez tego pana...
-Sandro.
-Ach, Sandro. Miło mi. - zaiste, ciekawy gość mu się przytrafił.
|
2003-06-12 12:53
|
Do karczmy wszedł, nie kto inny, jak właśnie... crazy, szaleniec osadowy. A właściwie nie wszedł, tylko wbiegł, chociaż trafniejszym określeniem byłoby: wpadł. Podbiegł do stolika, wziął pierwszą wolną szklankę z wodą (ta akurat, zbiegiem losu, należała do hetmana) i wlał sobie za koszule. Kiedy woda skapała na podłogę, wyjął ze spodni ściereczkę i starł.
- Ilnessie, najlepszy karczmarzu pod dwoma słońcami, podaj mi najlepszy miód pitny, jaki znajduję się w tej wspaniałej karczmie. Jednocześnie witam was wszystkich! Ach, karczmarzu, kufel piwa dla zacnego imć jOjA (szaleniec nieznacznie się uśmiechną) o czy rozmawiacie, szlachetni panowie? O, witam wspaniałego Sandro! Gdzie pan kupił tą bluzeczkę?
- khy khy - zakaszlał karczmarz
- Nie bój się karczmarzu, mam czym zapłacić!
Szaleniec usiadł, przysłuchując się, co powiedzą inni.
|
2003-06-12 14:31
|
*lecom jak muchy do mniodu...*
[i:4a5cb0defe]ekhm...
mięsko w lagarecie?
a jakież ono jezd? jaka to zwierzyna łupem Twoich obwiesiów padła ;), że mi ją tu w lagarecie stręczysz???
a z wędzonych, susonych nic nie masz?[/i:4a5cb0defe]
|
2003-06-13 04:34
|
Drzwi karczmy otworzyły się z przeraźliwym skrzypieniem. Wszedł przez nie... olbrzymi, ziejący mastiff. Chwilę później pojawiła się postać ubrana w czarny płaszcz. Mag zdjął kaptur i zaczął wodzić wzrokiem po sali. Jego stalowy wzrok przeszywał każdego po kolei, a kamienna twarz nie zachęcała do rozmowy. Wtem na twarzy przybysza pojawił się szeroki uśmiech. Wszyscy podążyli za jego wzrokiem, mag patrzył na tabliczkę nad barem która głosiła: "Najlepsze piwo w całym Axeoth".
- Karczmarzu otwórzcie nową beczkę bom spragniony strasznie - rzekł mag szukając wzrokiem wolnego stolika.
- Aa i jeśli byłbyś tak dobry i znalazł jakąś miskę. Misiek też z chęcią skosztuje. Prawda piesku - dodał przybysz. Ilness mógłby przysiąc, że pies w tym momencie delikatnie się uśmiechnął.
|
2003-06-13 05:13
|
- Niech ktoś wreszcie nasmaruje te drzwi - dobiegł głos spod stolika stojącego w rogu - Nawet pospać nie dadzą...
Gdy wreszcie zrzedząca postać wygramoliła się spod blatu podejrzenia towarzystwa stały się prawdą. Ilness zadrżał o stan piwniczki, bo z takim gościem nigdy nic nie wiadomo.
- Dębowe karczmarzu, a chyżo - rozkazał rycerz - I powiedzcie mi co za idiota wymyślił noszenie miecza na plecach... - marudził manipulując przy sprzączkach. - Och, wybaczcie panowie, żem sie nie przywitał. Kłaniam się nisko zacnemu towarzystwu.
|
2003-06-17 04:17
|
-ekhm..., coś długawo trza na to zamówienie czekać... - rzekł jOjO i zaczął ręką wodzić przy pasie, od topora do noża, od noża do topora...
|
2003-06-17 05:01
|
Nagle do oberży wszedł kolejny krasnolud, tyle że o dziwnym wyglądzie - był cały niebieski i do tego eteryczny. Nagle odezwał się gromkim głosem - Karczmarzu czy masz tu dorodny trunek z Gór Mahakamu jakim jest Bimber z Madragory ? Jeśli nie to daj mi trzy kufle jOjOvego Mocnego - a następnie usiadł na wolnym krześle.
|
2003-06-17 05:37
|
*zoczywszy ziomka jOjO przestał się wahać: nożem czy toporem? i szerokim gestem zaprosił:*
- Vemu ai-menu AtakeeR, tutejszy kheluz gorog jest całkiem niczego sobie... - z radości mieszał wspólny z khuzdulem...
|
2003-06-17 09:45
|
Do oberży wtargnął jakś brudny przybysz. Na jego widok oberżysta wzdrygnął się z obrzydzeniem i rzekł.
- Wynocha miejsce dla takich jak ty jest w chlewie.
Na co nieznajomy odparł.
- Czyżbyście mnie nie poznali przecież to ja tse tse. Zmęczony jestem po podróży. Przez pięć dni szedłem przez bagna odżywiając się tylko zgniłymi roślinami i pijąc stęchłą wodę. Jestem wyczerpany. Chcę się umyć wypocząć, dobrze zjeść i napić się w końcu czegoś innego niż wody. - wszyscy słuchali co jeszcze powie tse tse - lecz on nic nie powiedział tylko zasnął.
|
2003-06-17 10:09
|
Lobo wychylił głowę znad dzbana i przyjżał się przybyszowi.-Żeczywiście wyglądał jakby przeszedł niejedno-pomyślał i wrzasnął-Dzban najlepszego piwa dla tego wędrowca! Ja stawiam!.
|
2003-06-17 11:12
|
- Uf...dzięki Ci - powiedział tse tse - i poszedł się oporządzić.
Nie było go może kwadrans. Wrócił jakże "odnowiony" - jakby nie ten sam człowiek. Na ciele nie miał zbroi bo tej używa tylko gdy jest potrzebna a tu zawadzałaby mu tylko. Miał za to porządnie skrojone, luźne i wygodne spodnie i taką też kamizelkę.
- Jadła i napoju dla wszystkich, stać mnie bo właśnie pokonałem bazyliszka za którego zgładzenie była wyznaczona ogromna nagroda - powiedział bez fałszywej skromności ciskając w stronę oberżysty mieszek ze złotem a wszyscy dowiedzieli się po co właził na bagna.
|
2003-06-17 16:43
|
- Przynajmniej już drzwi nie skrzypią, można kimac dalej....
I słowo ciałem, a raczej chrapaniem sie stało. Wnet szklanki zaczęły dzwonić w rytm gromkiego chrrrrr....;)
|